niedziela, 30 sierpnia 2015

Rozdział 24

       

         Kilka minut po zakończeniu przez ojca rozmowy, mój telefon dzwoni po raz drugi. Mając nadzieję, że to jednak tata, natychmiast odbieram, ale mylę się i nie cieszę z mojego rozmówcy.
- Kelly?
- Aha. Mam dla ciebie niespodziankę! – przyjaciółka piszczy, a ja słyszę obok niej również męski głos.
Michael?
- Przylatujemy cię odwiedzić. Ja i Michael! W tą sobotę!
         Co? Dlaczego tak szybko?
- Naprawdę? – dopytuję, głupio myśląc, że dziewczyna wybuchnie śmiechem i powie, że żartowała albo, że się przesłyszałam.
- Aha. W sobotę o dwudziestej będziemy na Heathrow w Londynie! Czy to nie wspaniale? – nie potrafię podzielić jej entuzjazmu.
         Oni nie mogą przyjechać tutaj w sobotę, to przecież zbyt szybko! Tak, wiem, jeszcze pięć dni. Ale jednak dla nich może to być pięć dni, dla mnie tylko.
         Jestem, szczerze mówiąc, w gównie. Nie wiem, czy wierzyć Zaynowi, chcę, ale nie mam pewności. Ojciec najwidoczniej nie ma zamiaru ze mną o tym rozmawiać, Sara jest i tak wystarczająco wkurzona, a do tego są potrzebni mi jeszcze oni.
         Błąd, wcale nie są mi potrzebni. Za mało mam problemów?
- Chloe? Jesteś tam?
- Tak, tak – wzdycham, opadając plecami na materac i zaciskając oczy, by powstrzymać uciekające łzy - Muszę kończyć, Kelly. Nie najlepiej się czuję.
- Okres? - wyobrażam sobie, jak się uśmiecha, co potwierdza śmiech Michaela.
To naprawdę nie jest dobry moment na jej żarty.
- Do zobaczenia. - rozłączam się
         Moi przyjaciele wiedzą o Zaynie. Oczywiście, że im powiedziałam. Po powrocie z Londynu w zeszłym roku byłam w dołku, a kto inny nie wesprze zranionej dziewczyny, jak jej najlepsza przyjaciółka? Michael dowiedział się jakiś czas później i z miejsca znienawidził Zayna. Na szczęście nie zna każdego szczegółu. Tylko Kelly. Jej ufałam wtedy najbardziej.


*     *     *


         Nagrałam się ojcu na sekretarkę, prosząc o rozmowę. Szczerą rozmowę. Nie wiem, czy dobrze zrobiłam, mówiąc mu o tym, czego dowiedziałam się od Zayna. Jestem strasznie zagubiona, nie wiem, co robić.
         Od dobrej godziny siedzę z Sarą w salonie. Opowiedziałam jej o wszystkim, na co poradziła mi poczekać na telefon od ojca. A co jeśli on nie zadzwoni w najbliższym czasie?
Chciałabym już poznać prawdę. Dowiedzieć się, czyja wersja nią jest. A najbardziej chciałabym być znowu z Zaynem, chciałabym znowu być jego; całować go, przytulać, głaskać po włosach, kochać się z nim. Tak bardzo za nim tęsknię.
         Moje przemyślenia i ciszę przerywa dźwięk otwieranych i zamykanych drzwi. Po chwili w salonie pojawia się Niall, a gdy nas dostrzega, od razu wyczuwa, że coś jest nie tak.
- Co się stało? - pyta poważnym głosem, siadając obok Sary.
- Źle się czuję. To wszystko. - kłamię, pocierając twarz.
Nie sądzę, że powiedzenie wszystkiego mojemu bratu byłoby dobrym pomysłem. Sama jestem rozbita, a co dopiero on, gdyby dowiedział się o prawdopodobnej intrydze naszego ojca.
- Jesteś chora? Masz okres? - wywracam oczami na jego pytanie.
         Dlaczego, gdy mówię, że źle się czuję, każdy podejrzewa okres?
         Co z nimi jest nie tak?
- Nie, nie mam żadnego okresu. - warczę na niego, co spotyka się z szokiem, który stopniowo formuje się na jego twarzy.
- Okej, okej. - unosi obie dłonie w obronnym geście - Po prostu się martwię.
- Przejdzie mi.
         Blondyn kiwa niepewnie głową, po czym idzie do swojej sypialni.
- Na pewno nic cię nie boli? - Sara kładzie swoją dłoń na moim kolanie i spogląda na mnie z uwagą i troską.
- Na pewno.
         Podnoszę się z miękkiej sofy, by zrobić sobie gorącą herbatę.
         Tego mi teraz trzeba.



*Perspektywa Zayna*



- Stary, co tak właściwie świętujemy? - bełkocze Harry, upijając kolejnego łyka z butelki swojego piwa.
         Które to już?
         Czwarte? Piąte?
         Przestałem liczyć.
- To, że się odważyłem - wzruszam ramionami i odchrząkuję - Które to już piwo?
- Nie mam pojęcia - również wzrusza ramionami i znowu przykłada butelkę do ust.
- Co tak właściwie się odważyłeś zrobić? - pyta Jenna siedząca obok mnie.
         Odwracam głowę w jej stronę, by na nią popatrzeć, a potem opieram głowę o zagłówek kanapy.
- Wyznać prawdę.
- Jaką?
         Nie odpowiadam przez jakiś czas, przypominając sobie całą moją rozmowę z Chloe. W tym momencie jestem tylko ja i ona, i moja żmudna nadzieja na to, że znów będę szczęśliwy.
         Milczę, dopóki chłodna ręka Jenny nie ląduje na moim udzie.
         Wracam do poprzedniej pozycji, by znów wpatrywać się w jej twarz.
- Całą prawdę. - chrząkam i zabijam suchość w moim gardle kolejną dawką piwa - Powiedziałem jej całą prawdę.
- Chyba nie masz na myśli... - Jenna zabiera rękę, by zakryć nią swoje rozszerzone usta.
- Tak, mam ją na myśli - odpowiadam i znów chrząkam - to znaczy Chloe.
- Prawda, Chloe wróciła, nawet raz z nią już gadałem - wtrąca Harry, ale oboje z Jenną go ignorujemy.
- No i co? - dziewczyna zaczyna masować moje udo, co nie podoba się ani mojemu rozumowi ani mojemu ciału.
         Nie chcę, aby ktokolwiek mnie teraz dotykał.
         Tylko Chloe.
- Czekam aż mi uwierzy.
- A nie wierzy?
- Niestety nie. Chyba woli swojego tatuśka.
         Jenna kręci głową, a jej ręka dalej mnie dotyka.
- Jest głupia. Ma do dyspozycji ciebie, a wybiera swojego starego. - przybliża się do mnie, a ja szybko zerkam na Harry'ego, który nie bardzo przejęty sytuacją, ogląda swoją butelkę - Musisz się czuć okropnie.
         Przełykam ślinę, nie wiedząc, co zrobić z jej bliskością. Jenna jest moją przyjaciółką, co ona, do kurwy, sobie myśli?
- Może mogłabym w jakiś sposób poprawić ci humor? - patrzy się na mnie, uśmiechając się lubieżnie, a ja tylko przez moment myślę o bzyknięciu jej na tej kanapie. Potem uświadamiam sobie, że jest moją przyjaciółką, a ja nie pieprzę przyjaciół.
         Po za tym ona nie jest Chloe.
- Nie widzę takiej potrzeby. - odsuwam ją od siebie - Wystarczy mi piwo. - unoszę butelkę w górę na znak potwierdzenia własnych słów.
         Niezniechęcona dziewczyna znowu dotyka mnie ręką, lecz tym razem muska palcami mojego fiuta przez spodnie.
         Spoglądam na nią z większym szokiem niż podnieceniem. Nigdy w życiu jej nie pocałowałem, nie dotknąłem w żadnym intymnym miejscu. Nasze największe zbliżenie polegało na przyjacielskim uścisku, a ona w tym momencie proponuje mi zrobienie laski?
         Gdzie się podziała ta Jenna, która jest moją przyjaciółką?
         Początkowo marzę o zepchnięciu jej z kanapy, ale gdy zaczyna mocniej masować mnie swoją dłonią, na moment zamykam oczy i odchylam głowę do tyłu, sycząc nisko.
- Mogę cię pocieszyć... - czuję jej oddech na mojej szyi i przez głowę przelatuje mi myśl, czy Harry to widzi - W końcu od tego są przyjaciele, prawda?
         Na te słowa wstaję, mierząc ją zdegustowanym spojrzeniem.
- Przyjaciele są od pocieszania, wspierania i dawania rad, Jenna. Od obciągania, bzykania czy czegokolwiek, kurwa, innego są przyjaciele z korzyściami, seks przyjaciele. A my tym nie jesteśmy i nigdy nie będziemy.
- Zayn... ja...
- Wyjdź z mojego domu Jenna.
         Parska śmiechem.
- Daj spokój, zamierzasz żyć w celibacie całe życie? Wiesz, że cię pragnę, że mogę być lepsza niż...
- Co? O czym ty mówisz? - od kiedy ona myśli w ten sposób?
         Czuję się, jakbym wcale jej nie znał.
- Ty też mnie pragniesz, jestem pewna, że cię podniecam. - podchodzi do mnie, ale odskakuję, jak oparzony, przez krótki moment chwiejąc się na nogach.
- Zachowujesz się jak dziwka, Jenna. Wynoś się stąd - warczę i kopię nieprzytomnego Harry'ego w łydkę. Podskakuje w miejscu, gapiąc się na mnie z niezrozumieniu.
- Co?
- Wyjdź już, stary. Koniec tego, chcę być sam.
- Zayn... - oboje z Jenną zaczynają mówić.
- Nie, macie stąd wyjść, bo kurwa zaraz coś mnie trafi!
         Pięć minut później zostaję sam z wyrzutami sumienia i złością. Mam ochotę coś rozwalić, ale chcę też się rozpłakać, jak małe dziecko.
         Jakiś czas później słyszę, jak drzwi frontowe się otwierają i niemal biegnę z głupią nadzieję, że to Chloe.
         Zastaję tam jednak Jessie i nie ukrywam, że czuję się zawiedziony. Mimo wszystko potrzebuję wsparcia, jakiego nie dostałem od moich przyjaciół... "Przyjaciółki"...
         Na tę myśl, przyciągam siostrę do siebie i wtulam się w nią, co odwzajemnia natychmiast.
- Co się stało? - pyta łagodnie, tak, jak tego potrzebuję.
         I zaczynam jej wszystko opowiadać.


-------------------------------------

W kolejnych rozdziałach będzie dziać się więcej, tylko troszkę cierpliwości ;-)

Pozdrawiam
- Nina ♥

3 komentarze:

  1. Jeżeli ten idiota się do wszystkiego nie przyzna to go rozkurwię...
    Jestem dumna z Zayn'a XD

    OdpowiedzUsuń
  2. Twoje opowiadanie jest super :-* z niecierpliwością czekam na kolejne ;-) mam nadzieje że będzie niedługo <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny.
    Jestem ciekawa co dalej będzie.
    Weny :*
    I zapraszam do siebie na:
    http://sorry-what-do-you-mean-baby.blogspot.com/
    Oraz:
    http://lovemeharder-justin.blogspot.com
    ( Oba są o Justinie Bieberze )

    OdpowiedzUsuń