wtorek, 16 czerwca 2015

Rozdział 21

               

               Odrywamy się od siebie po kilku sekundach, aby zaczerpnąć trochę świeżego powietrza. Cały czas trzymam go za kark i patrzę mu w oczy.
- Nie obchodzi mnie, czy chcesz, ale musimy sobie coś wyjaśnić.
                Bez dłuższego zastanowienia odpowiadam:
- Wiem.
                Zayn wygląda na zaskoczonego, ale zaraz potem uśmiecha się delikatnie i chwyta moje ręce, by odsunąć mnie od jego ciała.
- Musisz zrezygnować z dzisiejszych zajęć – informuje mnie, dosyć stanowczo.
                Mrugam kilkakrotnie, nagle przypominając sobie, że jestem w auli. Dyskretnie rozglądam się dookoła, ale na szczęście nikt się nami nie przejął.
                Zdaję sobie sprawę, że musimy z Zaynem w końcu normalnie porozmawiać, bo nawet mnie zaczęło to wszystko wkurzać. Nie wiem, jaka relacja będzie między nami po tej rozmowie, ale jestem zdeterminowana i gotowa, by go wysłuchać.
                Dlatego beż żadnych oporów kiwam głową na „tak”. Zayn chwyta moją prawą dłoń i zmierza w kierunku wyjścia. Czuję na sobie wzrok Brada, ale udaję, że go nie widzę.
                Mulat prowadzi mnie do swojego samochodu, otwiera drzwi, bym zajęła miejsce przy kierowcy, a następnie sam wsiada i odjeżdża spod dziedzińca.
- Gdzie jedziemy? – pytam cicho.
- Do mnie – kiwam głową, czując ulgę. Naprawdę wolę rozmawiać z Zaynem u niego niż w jakimkolwiek innym miejscu i nie mam pojęcia, dlaczego. Może czuję się tam bezpiecznie?
                Zaczął padać deszcz i moja wyobraźnia tworzy same złe scenariusze. Przeklinam ją w duchu i zaczynam myśleć o tym, że mój szef chce dać mi dodatkowe zadanie, abym więcej zarobiła. Tak, to coś pozytywnego.
- Trochę się rozpadało – stwierdza Zayn, gdy parkuje samochód przed swoim domem – Masz jakąś kurtkę?
- Między samochodem a twoim mieszkaniem jest tylko kilka metrów, nie rozpuszczę się – wzruszam ramionami – To tylko deszcz.
- Nie chciałbym, żebyś… - urywa – Chodźmy.
                Sama wychodzę z pojazdu i od razu biegnę do domu Mulata. Zayn wyjmuje klucze, a mi nagle coś się przypomina.
- Zayn, a Jessie?
- Jest na wykładach, możesz być spokojna.
                Otwiera przede mną drzwi. Z mieszkania ulatnia się tak dobrze zapamiętany przeze mnie zapach. Krzyżuję ramiona na piersiach i lekko się zaciągam. Tłamszę uśmiech, przygryzając wargę, a następnie powoli wchodzę do środka. Rozglądam się dookoła, jakbym poznawała to miejsce na nowo. A przecież doskonale je pamiętam. Spędziłam w jego mieszkaniu za dużo czasu, by pozwolić sobie na luki w pamięci. Ta sama kanapa i dywan, te same schody prowadzące na górę. Te same duże okna, ceglane ściany.
- Usiądziemy w salonie, dobrze? – potakuję i ruszam za Zaynem.
                Siadam na kanapie, a Zayn w fotelu, co mi dziwnie przeszkadza. Chyba wolałabym, gdyby był bliżej mnie. Muszę przyznać, że teraz jestem zdenerwowana. Co, jeśli się pokłócimy? Albo dowiem się czegoś strasznego? Podświadomie chciałabym, aby sprawił, że mu wybaczę, niż, że ucieknę stąd z płaczem.
- Chciałabyś się czegoś napić? A może jesteś głodna? – sytuacja jest taka niezręczna. Postawa Zayna tylko to potwierdza. Jest poważny i niepewny.
- Nie, dziękuję – gapię się w zgaszony kominek – Chciałabym, abyś… Już coś powiedział – spoglądam na niego.
                Przejeżdża dłonią po twarzy, a ta wydaje się być zmęczona. Nie wiem jednak, czy źle spał czy po prostu męczy go obecna sytuacja.
- Tyle razy myślałem nad tym, co chcę ci powiedzieć – uśmiecha się blado – A teraz nie wiem, od czego zacząć.
- Od kiedy… Odkąd tu jestem, dowiedziałam się, że… Zostałeś do czegoś zmuszony – podsuwam mu tę myśl; być może ją rozwinie.
- To cię zabije, Chloe – mówi – Ciężko mi to wyznać, choć jedyne o czym marzę, to zabicie tego człowieka.
- Kogo? – dociekam.
Zayn przełyka ślinę i milknie.
- Kogo? – powtarzam.
- Twojego ojca.
Kręcę głową w rozbawieniu, a gula w moim gardle stale rośnie. Nie potrafię przyjąć tego do wiadomości, że mój ojciec jest zamieszany w tą całą sprawę między nami. Unoszę wzrok i wbijam go w twarz Zayna. Nie wierzę mu.
- Kłamiesz – prycham.
- Wcale, że nie – warczy – Wiem, że nie możesz w to uwierzyć, ale rzuciłem cię tylko przez twojego ojca.
- Nie.
- Tak, Chloe. To prawda. Twój ojciec mnie zmusił, chciał mnie nawet przekupić.
- Nie, mój tata kocha mnie najbardziej na świecie – krzyczę płaczliwym głosem – Zawsze chciał dla mnie jak najlepiej!
                Mulat wstaje na równie nogi i podchodzi do mnie, po czym kuca przy mnie, opierając swoje dłonie o kanapę, po obu stronach moich ud.
- Właśnie – syczy Zayn, parząc mnie swoim spojrzeniem – Chciał dla ciebie jak najlepiej. Wedłg niego, ja nie byłem dostatecznie dobry.
                Marszczę brwi i czuję, jak łzy napływają do mych oczu. Kręcę głową.
- Nie, Zayn. Tata wiedział, jak bardzo byłam z tobą szczęśliwa – wyznaję – i nigdy by nie zrobił mi takiej rzeczy.
                Zayn zaciska dłonie w pięści.
- Nie wierzysz mi, prawda? Wiedziałem, kurwa, że staniesz po stronie tego chuja – warczy, a we mnie włącza się instynkt obronny. Wstaję i odpycham go od siebie. Jest niemile zaskoczony.
- Nie obrażaj mojego ojca! Kocha mnie i nigdy nie zrobiłby mi takiego świństwa! Przyznaj, że po prostu mnie wykorzystałeś! – krzyczę, nie zwracając uwagi na moje mokre policzki i drgawki rozchodzące się po moim ciele.
- Czy ty siebie słyszysz? Myślisz, że gdybym miał cię gdzieś, próbowałbym cię odzyskać? Nie wykorzystałem cię! – uderza pięścią w kanapę – Nigdy nie chciałem się z tobą rozstawać, ale twój pieprzony ojciec mnie do tego zmusił. Rozumiesz? – pochodzi do mnie i łapie za przedramię – To, że nie mogliśmy być razem, to jego wina! Pamiętasz dzień, w którym miałem u ciebie pierwszy raz nocować? – nie czeka na moją reakcję, ale wie, że pamiętam ten dzień – Wyszedłem, bo twój ojciec nagadał mi tyle gówien, że naprawdę poczułem się jak śmieć. Cały czas kazał mi z tobą zerwać, oferował mi nawet pieniądze, byle bym tylko zostawił cię w spokoju – potrząsa mną, a ja wciąż nie potrafię opanować płaczu – Byłem głupi, gdy w pewnym momencie naprawdę uwierzyłem, że na ciebie nie zasługuję. I tak miałaś wyjechać, byłaś młoda i pewnie bym ci tylko przeszkadzał. Marny artysta, który na swoich obrazach uwiecznia jakieś nagie dziwki – mówi z pogardą – Popieprzona rodzina, zresztą całe moje życie. Pomyślałem, że będzie ci beze mnie lepiej. Dlatego z tobą zerwałem. Twój ojciec kazał mi być dupkiem na całego, więc tak też zrobiłem. Nie masz pojęcia, jak bardzo tego żałowałem – jego głos cichnie, a ja dostrzegam łzy w jego oczach. Mrugam zdziwiona. Nie wiem, co myśleć.
                Chcę się odezwać, ale Zayn mi przerywa.
- Wiem, że powinienem mieć gdzieś gadki twojego ojca, ale gdy jest się kimś takim, jak ja, nie można wiecznie mieć nadziei na szczęśliwe życie. Niechętnie go posłuchałem. Ale miesiąc później nie wytrzymałem i zebrałem wszystkie oszczędności, żeby polecieć do Stanów.
                Zamieram na wieść o tym, że Zayn był w USA. Jak to możliwe, że nic o tym nie wiedziałam?
- Czy ty…?
- Tak, Chloe! – wybucha niespodziewanie – Byłem w Miami, znalazłem twój adres i byłem nawet pod twoim domem! Niestety ty byłaś w szkole. Twój ojciec wyrzucił mnie z posesji, grożąc policją. Tym razem chciałem mieć w dupie jego groźby i zawalczyć o ciebie. Ale ten kutas naprawdę wezwał gliny i jedyne, co mogłem zrobić to wrócić do Londynu. Powiedział, że stać go nawet na ochronę dla ciebie, jeśli chciałbym się do ciebie zbliżyć na terenie szkoły czy gdziekolwiek. Rozumiesz?! Cały rok czekałem, aż w końcu cię ujrzę. Nie mogłem zmarnować szansy na odzyskanie ciebie, Chloe. Wycierpiałem tutaj już dość, by…
- Ty cierpiałeś? – zakpiłam – To nie ciebie brutalnie rzucono! Masz pojęcie, że złamałeś mi serce? Kiedy przyznałeś, że spałeś z tamtą dziewczyną…
- Kurwa! Jesteś głupia, jeśli myślisz, że ją pieprzyłem! Odkąd cię poznałem, zanim cię pokochałem, nie tknąłem żadnej innej kobiety! I wiem, domyślam się, jak bardzo cię zraniłem, ale powinnaś wiedzieć, że to wszystko jest winą twojego ojca!
                W końcu mnie puszcza i zamyka oczy by ukryć łzy, chociaż i tak kilka spłynęło mu już po policzku. Bierze głęboki oddech i unosi powieki. Wstrzymuję oddech, gdy zauważam te duże, załzawione oczy. Te smutne, brązowe oczy.
- Musisz mi wybaczyć, Chloe. Tak bardzo cię kocham – szepcze.


---------------------------------------------------
Wybaczy czy nie?
Przepraszam za długość rozdziału, ale taki mi wyszedł, a nie chcę nic dopisywać, bo uważam jego zakończenie za właściwe.

KOMENTUJCIE, PROSZĘ <3
Pozdrawiam,
Nina xx

3 komentarze:

  1. To opowiadanie jest świetne!
    Mam nadzieje ze wszystko się ułoży i będą razem szczęśliwi.
    Kiedy następny? Nie mogę się juz doczekać! PPozdrawiam xoxo

    OdpowiedzUsuń
  2. Ubóstwiam nad życie ten fan fiction i kocham Ciebie :D życzę weny kotku <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialne co zrobi Chloe kiedy następny odcinek czekam

    OdpowiedzUsuń