wtorek, 2 czerwca 2015

Rozdział 20

         Pół godziny później wysiadam z samochodu Govinda, uprzednio żegnając się z chłopakiem.
         Jestem wykończona, a sprzeczka z Bradem sprawiła, że prawie zasnęłam w czasie jazdy. Ta impreza była niefortunna, nie ważne, jak dobrze bawiłam się przed utratą przytomności. Najgorsze jest to, że miałam o Bradzie dobre zdanie, a on chciał mnie wykorzystać. Dlaczego zawsze trafiam na takich dupków?
         Witam się z portierem i wlokę do windy. Nie komentuję jego dziwacznego spojrzenia, ale cóż... Wyglądam jakbym lunatykowała, a w ręce trzymam moje buty. Pewnie bosa, cuchnąca lunatyczka nie jest codziennym widokiem i na pewno nie najprzyjemniejszym.
         Pukam trzy razy, a drzwi niemal natychmiast się otwierają. Wpadam na Nialla i jęczę ze zmęczenia. Niestety młody Horan musi potatusiować.
- Gdzieś ty była, Chloe?!
Milczę i idę do swojej sypialni.
- Chloe! Odpowiedz mi, dziewczyno!
Zero reakcji z mojej strony.
- Chloe - Niall zagradza mi wejście i krzyżuje ręce. Oho, jestem taki gróźny.
- Chcę spać. Pogadamy później - wzdycham, patrząc na niego błagalnie.
         Kiwa głową i odsuwa się, bym mogła wejść do sypialni. Zamykam drzwi na klucz i rzucam się na łóżko.



                                                 *Perspektywa Zayna*



         Wkurwiony jadę do domu Nialla, bo muszę się dowiedzieć, czy z Chloe wszystko w porządku. Jeśli którykolwiek z tych kolesi ją tknął, urwę im fiuty i już nigdy nie poruchają.
         Zamykam drzwi i blokuję wóz, a następnie kieruję się do mieszkania kumpla.
Nie mam pojęcia jak zareaguje na mój widok, bo on też mnie nienawidzi, ale wiadomość Jessie bardzo mnie wkurzyła i zmartwiła, więc chcę chociaż zobaczyć Chloe i mieć pewność, że nic jej nie jest.
- Przepraszam, ale nie ma pan tu wstępu, jeśli nie jest pan umówiony - słyszę za plecami męski głos, który mnie zatrzymuje. Odwracam się do tego faceta z gniewnym wzrokiem. Oby to nie potrwało za długo.
- Jestem umówiony - kłamię i ruszam dalej.
- Z kim? Muszę się upewnić i pana zapisać.
- Nie będę się panu tłumaczyć, idę do kumpla i tyle.
- Takie są procedury - zaciskam pięści, bo ten typ mnie irytuje - Jeśli nie powie mi pan, do kogo pan idzie, niestety nie będę mógł pana wpuścić.
Podchodzę do niego, nie z zamiarem pobicia, aż takim chujem nie jestem. Wiem tylko, że czasem ludzie się mnie boją, więc może jak go zastraszę, to mi odpuści.
Portier patrzy na mnie skonsternowany i cofa się o kok. Ty tchórzliwy dziadku.
- To naprawdę nie zależy ode mnie - tłumaczy, a jego oczy wydają się mówić prawdę. Wzdycham i burczę:
- Niall Horan.
Mężczyzna dzwoni, ale mnie nie wpuszcza.
- Przykro mi, ale pan Horan nie był z nikim umówiony.
Przewracam oczami.
- To proszę podać mu moje imię i nazwisko. Zayn Malik.
Niestety znowu nikt mnie nie wpuszcza.
Kurwa, Niall.
- Pan Horan...
- Pierdol się, Niall - fukam i opuszczam zszokowanego portiera.
         Tak chcesz grać, gnojku?
         Dobra, wracam na uniwerek.
         W poniedziałkowy ranek jestem na uczelni i czekam na Chloe. Nie poddam się tak łatwo. Za bardzo ją kocham, aby odpuścić. Och, i mam nadzieję, że nie będzie zła, gdy zobaczy dzisiaj Brada. O ile on w ogóle się dzisiaj pojawi.         Kilka studentek mruga do mnie, ale je ignoruję. Wsuwam ręce do kieszeni i zagryzam dolną wargę, próbując wymyślić, co powiem Chloe. Wie, że ją kocham. To już jej mówiłem. Wie, że żałuję, to też jej mówiłem. Może...
- Zayn - Jessie dźga mnie swoim ostrym paznokciem w ramię, na co zaciskam usta i pytam nerwowo, o co chodzi - Chloe już weszła. Jest w auli od biologii.
         Kiwam głową, po czym ruszam w tamtym kierunku. W auli nie zrobi mi awantury, wiem to. Ani nie ucieknie, bo za pół godziny pierwszy wykład. Mam ją w garści.
         Minutę później rozglądam się po pomieszczeniu i chyba czuję stres. Mam spocone dłonie i ledwo utrzymuję się na nogach. Ostatni raz czułem się tak, gdy z nią zrywałem. Boże, gdyby nie to, ostatnim razem, kiedy miałem tremę byłoby wyznanie jej miłości.
         Dostrzegam ją na samym tyle i mam ochotę ochrzanić za wybór tak złego miejsca.
         Chloe nagle podnosi wzrok i rozszerza swoje bursztynowe oczy. No, dajesz, Malik.
- Odejdź - warczy, nim cokolwiek zdążę powiedzieć. Zalewa mnie fala gorąca, ale tego negatywnego.
         Kręcę głową i siadam obok niej. Chce wstać, ale łapię ją za dłoń. Jej skóra jest taka gładka i ciepła. Smukła dłoń idealnie pasuje do mojej. Tylko jej jest bardziej opalona. Patrzę się na nią i wyczuwam gęsią skórkę na jej ręce. Plus dla mnie.
- Porozmawiajmy.
Przełyka ślinę, chrząka i prostuje się. Chce odzyskać pewność siebie.
- To nudne.
- Tym razem naprawdę ci wszystko wyjaśnię.
- A gdzie twoja siostra? - pyta z wyraźną kpiną i to nie to, co chciałbym usłyszeć.
- Nie bądź na nią zła. To ja ją namówiłem. Gdy tylko skojarzyłem z jej opisu, że to ty jesteś jej nową koleżanką, o wszystkim jej opowiedziałem. Chciała mi tylko pomóc.
         Patrzy się na nasze dłonie, a po chwili splata je ze sobą. Czy ja jestem w pieprzonym niebie? Wielki uśmiech rozkwita na mojej twarzy, a mój kciuk wodzi po jej dłoni. Niestety dziewczyna szybko blednie i wpatruje się w coś ponad mną.          Odwracam się, marszcząc brwi.
         Brad.
         Odwracam się do niej, ale ona już skojarzyła fakty. Jest zbyt bystra. Mierzy mnie gniewnym wzrokiem, wyrywa dłoń i chce odejść za pewne do niego.
         Co?
         Nie!
         Wstaję szybko i szarpię ją za ramiona. Wykonuje zamach, by pewnie mnie spoliczkować, ale zamiast tego chwytam jej twarz w dłonie i przyciskam wargi do jej ust.
         Czuję ulgę, gdy odwzajemnia pocałunek i pierwsza wysuwa swój słodki języczek do spotkania z moim. Jest cudowna.



                                                 *Perspektywa Chloe*



         Sztywnieję, gdy zauważam poturbowanego Brada. Ma podbite oko i rozciętą wargę. Fiolet i czerwień mocno kontrastują z jasną karnacją jego skóry.
Wtedy wszystko staje się jasne: Jessie widzi mnie, gdy umawiam się z Bradem na imprezę, widzi mnie z nim na tej imprezie, a następnego dnia Zayn chce do nas wejść.
         Przechodzi mnie dreszcz obrzydzenia, wyrywam gwałtownie swoją rękę i chcę podejść do Brada. Pomimo naszej sprzeczki nie mogę pozwolić na to, aby            Zayn go bił. Nie mogę uwierzyć, że to zrobił.
         Zayn chwyta mnie mocno za ramiona, a ja chcę go uderzyć. Po tym, co zrobił nie powinnam w ogóle go słuchać.
        Jestem jednak całkowicie zaskoczona, gdy mnie całuje. Mocno i desperacko.
Ulegam niemal od razu, bo... Po prostu mi go brakuje. Czuję się oszukana, ale to, jak wciąż się stara jest urocze. Zapominam o Bradzie i o tym, że jesteśmy w auli.         Obejmuję go za szyję i pozwalam się całować. Do utraty tchu. Zayn wywołuje we mnie sprzeczne uczucia, ale teraz niczego nie pragnę tak, jak jego ust pieszczących moje wargi i rąk na moich policzkach.

-----------------------------------------------------

Cześć :)
Mam teraz trochę luzu, niedługo koniec roku szkolnego, więc będę częściej dodawać rozdziały :D
Komentujcie i odwiedzajcie wattpada!


Poza tym... CO SĄDZICIE O NOWYM SZABLONIE?
SAMA GO ZROBIŁAM, BO U INNYCH CZEKAŁAM PRAWIE PÓŁ ROKU NA WYKONANIE ZAMÓWIENIA! SKANDAL!

Pozdrawiam
- Nina xxx


1 komentarz:

  1. Ubóstwiam nad życie ten fan fiction i kocham Ciebie :D życzę weny kotku <3

    OdpowiedzUsuń