środa, 27 maja 2015

Rozdział 19

Niecierpliwie czekam na Jessie, która ma mi coś ważnego do przekazania. Napisała mi esemesa, że zobaczyła coś okropnego i, że będzie za pół godziny. Mam nadzieję, że wszystko u niej w porządku.
Trzymam telefon w dłoniach i bawiłem się nim dla zabicia czasu. W tej pieprzonej telewizji, jak zwykle nie ma nic wartego mojej uwagi, a z kumplami nie chcę się spotkać. Strasznie mnie wkurzają odkąd Chloe ponownie przyleciała do Londynu. Cieszę się, że już nie jest tak daleko ode mnie, ale moi kumple znają prawdę, a mimo to, wciąż obwiniają mnie o zranienie Chloe.
I tak, kurwa, to jest moja wina. Nie wiem, czy kiedykolwiek sobie to wybaczę, ale nie zrobiłem tego, bo chciałem. Koledzy powinni mnie wspierać, a nie wypominać ten jeden cholerny, najważniejszy błąd w moim życiu!
- Zayn? - dziewczęcy głos Jessie dobiega z korytarza, a już po chwili siedzi ona obok mnie z przykrym spojrzeniem.
Poprawiam się na kanapie i również na nią patrzę.
- Nie sądzę, abyś chciał to usłyszeć - przygryza nerwowo wargę i ucieka ode mnie wzrokiem.
Nie tak, kurwa, szybko, siostro.
- Chcę - praktycznie na nią warczę.
Od momentu zerwania z Chloe, stałem się bardziej agresywny i nawet do najważniejszej osoby w moim życiu jestem impertynencki. Straszny ze mnie chuj.
- Bo... J-ja...
- Błagam, dziewczyno, wyduś to z siebie!
- Widziałam ją.
Moja twarz wyraża zaskoczenie. Co? Chloe była na imprezie? Jeśli z tym Bradem, to on już nie ma życia na tej uczelni!
- Zauważyłam ją, jak wracała na dół z jakimś chłopakiem z tyłu. Zobaczyła mnie i wyglądała na przerażoną, ale zaraz potem ten chłopak uderzył ją w...
- Gdzie?! - krzyczę, bo złość na tego dupka potęguje z każdą sekundą podczas ciszy, jaka zapanowała po moim wybuchu.
- No... Uderzył... Właściwie to...
- Kurwa, Jess, powiedz to!?
Siostra zaciska usta i wstaje z sofy, by udać się prosto do kuchni. No dlaczego?!
- Jessie!
- Nie będę z tobą rozmawiać, jeśli masz zachowywać się w ten sposób, Zayn. Nie jestem twoim workiem treningowym.
No, głupio mi, wiem, że nie powinienem się na nią tak drzeć, ale za każdym razem, gdy słyszę coś o Chloe, jestem albo zrozpaczony albo wściekły. A przez ten rok doskonale wiem, że lepiej, gdy jestem zły, niż gdy płaczę i nie wychodzę z domu.
- Przepraszam, Jess - przyciągam ją do siebie i mocno przytulam. Dziewczyna wzdycha głośno i odwzajemnia ten gest. Ulga maluje się na mojej twarzy wraz z małym uśmieszkiem - Przepraszam.
- Ten chłopak klepnął ją w tyłek, a ona była wyraźnie zszokowana. Nie sądzę, żeby coś ich łączyło, ale potem widziałam, że rozmawiała z Bradem. Ale między nimi też nic nie ma. Jak jeszcze się z nią przyjaźniłam, dokładnie wyjaśniła mi, że on nie jest w jej typie. Wręcz go unikała. Nie denerwuj się niepotrzebnie, dobrze? Proszę.
Jak mam się nie denerwować, gdy jakiś obcy facet dotyka Chloe?! Moją Chloe? Obecnie nie moją, ale będzie moja! Co za różnica, kiedy?
Cholera jasna! Ciągnę się za włosy i oddycham płytko. Naprawdę chcę znaleźć gościa i porządnie mu wjebać. Nie ma prawa tak traktować Chloe! Nie ma do niej żadnych praw! Nikt nie ma. Ja też nie.
Ale jeśli ja nie mam, nikt inny też nie ma.


*Perspektywa Chloe*


Budzą mnie jakieś krzyki. Krzywię się, ale nie otwieram oczu. Naprawdę, jest wcześnie rano, a jacyś idioci postanowili sobie pokrzyczeć.
Po kilku minutach udaje mi się usiąść, a wtedy potworny ból głowy powraca i jęczę. Pamiętam, że wypiłam litry alkoholu, tańczyłam i obtarłam sobie stopy, a potem chyba się z kimś całowałam...
Z powrotem opadam na łóżko plecami, ale to jeszcze gorsze niż siadanie. Przypadkiem uderzam się głową o zagłówek łóżka i zwijam się z bólu. Boże, skacowana, jestem jak największy pechowiec.
Obracam się na drugą stronę łóżka i jęczę w poduszkę. Wtedy coś spada, tak mi się przynajmniej wydaje. Wystraszona podskakuję i siadam gwałtownie, przez co ból się nasila, ale ignoruję go, bo nie jestem u siebie.
Nie jestem u siebie!
Nerwowym wzrokiem wodzę po pomieszczeniu, które jest niewielką sypialnią, aż natrafiam na brązowe drzwi, zza których dobiegają te wnerwiające odgłosy.
Kiedy w końcu wstaję, mam mroczki przed oczami i muszę złapać się najbliższej komody, żeby nie upaść. Dyszę głośno, ale wciąż podążam do drzwi. Naciskam słabo klamkę, bo czuję się jakby spuszczono ze mnie powietrze, po czym wychodzę. Przede mną ukazuje się mały salon. I mogę stwierdzić, że należy do mężczyzny. I mam rację, bo przede mną stoi Govind, Brad, Jordan i Alex.
Co, do cholery, oni tutaj robią?
Co ja tutaj robię?
- Cześć, Chloe - uśmiecha się Govind i idzie do kuchni. Salon jest z nią połączony, więc wciąż go widzę, mimo, że chłopak znajduje się w innym pomieszczeniu.
- Wyspałaś się? - pyta Brad - Mam nadzieję, że cię nie obudziliśmy.
Rozglądam się, zatrzymując wzrok na każdym z nich, a potem natrafiam na wielką plazmę i konsolę. Niedaleko leży miska z rozsypanymi czipsami.
- Przepraszam za bałagan, ale tak zwykle się dzieje, gdy kłócimy się o grę - wszyscy chichoczą, a ja nagle czuję się, jakbym była w jakimś innym świecie.
- Gdzie ja jestem? - pytam cicho.
- U nas, w mieszkaniu - mówi pogodnie Jordan i również zmierza do kuchni. Po chwili przynosi mi jakąś tabletkę i szklankę wody.
- To aspiryna - uśmiecha się do mnie.
Bez zastanowienia połykam lek. Może ten okrutny ból minie.
- Brad, dlaczego ja tutaj jestem? - pytam, zdezorientowana.
- Nie wiem, czy pamiętasz, to, co się stało, ale zemdlałaś, a ja jedyne, o czym pomyślałem, to o powrocie do domu.
- Co się wydarzyło? - mrugam, nie mogąc sobie nic przypomnieć.
Brad jest wyraźnie zakłopotany, bo prosi mnie o rozmowę w jego pokoju. Chwilę później znajdujemy się w tym, w którym się obudziłam. Czyli to sypialnia Brada, super.
- Byliśmy wczoraj na imprezie. Początkowo było naprawdę dobrze, potem zaczęłaś więcej pić, aż w końcu chciałaś uprawiać ze mną seks - wciągam powietrze - Ostatecznie do tego nie doszło, bo zemdlałaś.
- Nie doszło do tego, bo zemdlałam? - dziwię się. Nie wydaje mi się, aby to był główny powód. Wiele razy byłam pijana i nigdy nie traciłam przytomności.
- Wstałaś z łóżka i szeptałaś czyjeś imię. Nie pamiętam, jakie. Chciałaś wyjść, ale nagle upadłaś. Wtedy poleciałem po chłopaków, aby pomogli mi ciebie odwieźć do domu.
- To dlaczego nie jestem w swoim domu? - unoszę nieco głos. Z relacji Brada wynika, że nie był tak bardzo upojony, jak ja. Naprawdę wolałabym obudzić się u siebie.
- Wolałem pojechać do mnie - odpowiada niepewnie, a potem jego wzrok spada niżej, na mój biust. Coś mi przychodzi do głowy.
- Do siebie... A może miałeś nadzieję, że uda ci się mnie przelecieć, co? - Brada oblewa rumieniec, na co ja jeszcze bardziej się złoszczę.
- Chloe...
- Nie, niech Govind odwiezie mnie do domu. Mojego domu - podkreślam - Natychmiast!


————————————————————-
Cześć, pod długaśnej nieobecności, za którą PRZEPRASZAM. Nawaliłam, wiem i nie ma żadnego wytłumaczenia. Ale wracam! Naszła mnie straszna ochota na pisanie i zaczęłam też dwie inne historie, więc może któraś będzie dobra na FF? Jeszcze raz przepraszam i postaram się to Wam jakoś wynagrodzić, o ile ktoś to jeszcze czyta :/ Do następnego! Pozdrawiam, Nina xx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz