sobota, 4 kwietnia 2015

Rozdział 18


       
         Stoję przed lustrem i patrzę krzywo na odbicie mojej sylwetki. Jestem za niska i za chuda. Mam za długie włosy. Powinnam poważnie rozważyć ścięcie. Nie kilkucentymetrowe podcięcie, ale ścięcie o co najmniej piętnaście centymetrów! Co z tego, że z obecnej długości włosów można zrobić fajne fryzury, skoro ja nie cierpię tych kudłów? Zawsze mam problem z ich myciem, suszeniem, czesaniem i układaniem. Albo ogolę się na łyso? Przefarbuję się na jakiś jaskrawy, wulgarny kolor? Zrobię sobie ombre?
          Nie idę na żadną randkę, tylko na imprezę, która ma mnie pocieszyć, więc dlaczego przejmuję się swoim wyglądem? Oczywiście pamiętam o Bradzie, lecz wątpię, żebym z jego powodu wracała do kompleksów i starała się poprawić urodę.
         A może?
         Może nieświadomie zależy mi na dobrym wyglądzie w jego obecności, na jego komplementach. Na pewno nie ma między nami przysłowiowej chemii. I raczej nie będzie.
Brad to sympatyczny chłopak, ale nie czuję do niego nic poza koleżeńską sympatią i niekiedy irytacją o jego ciągłe próby poderwania mojej osoby, więc to nie jest nic poważnego.
         A może mam małą nadzieję na spotkanie Zayna na tej imprezie i to przez niego teraz mam ochotę spalić własne włosy?
         Wątpię.
         W stu procentach nie zachowuję się tak również z powodu jego fałszywej siostry.
Wciąż jest mi przykro, że Jessie mnie oszukała. I ta skruszona strona mnie chce się pogodzić z Jessie i wmówić mi, że jej oszustwo nie było wcale negatywne. Natomiast druga, bardziej uparta i złośliwa część mnie krzyczy, abym trzymała się od Jessie z daleka.
          Jestem skonsternowana.
          I zagubiona.
          Równo o dwudziestej słyszę dzwonek do drzwi. Biorę torebkę, po czym jak najprędzej biegnę do drzwi. Udaje mi się wyminąć Nialla. Patrzy się na mnie zdezorientowany i marszczy brwi, a ja staram się go udobruchać uśmiechem.
         Nie działa.
- Cześć, jestem Brad - podaje rękę mojemu bratu, a ten mierzy go od stóp do głów i ściska niepewnie jego rękę.
         Nie jestem zdziwiona zachowaniem Nialla, nie sądziłam jednak, że okaże swoją dezaprobatę
w tak bezpośredni sposób. Zresztą... Gdybym była na jego miejscu, też nie skakałabym z radości na widok młodszej siostry w krótkiej czarnej sukience, bez rajstop (ich brak ułatwia facetom wejście do kobiecego wnętrza) i pierwszy-raz-widzę-cię-na-oczy-i-kim-ty-do-cholery-jesteś starszego faceta.
- Niall - mówi mój brat, po czym zabiera dłoń i krzyżuje ręce na klatce piersiowej.
         Brad wydaje się speszony całą tą sytuacją, dlatego otwieram usta, chcąc wybawić go z opresji. Niestety nie udaje mi się to, bo nim pierwsze słowo wydobędzie się ze mnie, Brad kontynuuje swoją autocharakterystykę.
- Jestem studentem i chodzę z Chloe na kilka zajęć - wciąż się uśmiecha, ja też, lecz nerwowo - Chciała, abym zabrał ją na imprezę, bo dzisiaj przypadkiem na nią wpadłem. To moja ofiara w zamian za jej uśmiech.
         Moje policzki pąsowieją i tym razem uśmiecham się szeroko, bo słowa Brada są naprawdę urocze i nie wyczuwam w nich żadnego podtekstu. Może naprawdę mamy szansę na rozwinięcie relacji kolega-koleżanka.
- Mhm - wzdycha Niall - Bawcie się dobrze, ale dopilnuj, żeby nic się jej nie stało. Nie wracajcie zbyt późno.
O, Boże.
- Niall! - karcę go, na co prycha i obejmuje mnie ramieniem - Puść mnie!
Brad również chichocze, a ja czuję się jak w przedszkolu. Gorzej, jakbym trafiła do szkoły specjalnej dla niedojrzałej młodzieży.
         Brat w końcu mnie puszcza i pozwala nam wyjść. Milczymy całą drogę do samochodu, lecz mimo to wiem, że Brad powstrzymuje się przed śmiechem.
         W sumie to ja również.
         Wsiadamy do jego pickup'a i zapinamy pasy. Brad odjeżdża spod wieżowca i włącza radio.
Nie skupiam się na muzyce, ale na widoku za szybą. Nie pada, a to dobry znak. Jest już ciemno, ale na szczęście chłód jeszcze nas nie dopadł, więc moje nogi mogą odetchnąć z ulgą.
Przez całą dwudziestominutową drogę rozmawiamy trochę o naszych wspólnych zajęciach, o naszych wykładowcach i o mojej pracy. Jest to bardzo miła rozmowa, której nie doświadczyłam od jakiegoś czasu
         Parkujemy pod wielkim, białym domem, który zawiera szeroki tympanon z nazwą bractwa, do którego najwyraźniej należy Kate. Mam nadzieję, że dzisiaj ją poznam. Nad tympanonem jest balkon, który opiera się na czterech szerokich kolumnach. Stawiam na wapień albo biały kamień. Budynek robi niezwykłe wrażenie. Nie mam na myśli lekkiego przepychu, z jakim został wykonany, lecz to, jakim cudem dziewczyny z bractwa objęły go w posiadanie?
a) mają zamożnych rodziców;
b) jedna z nich otrzymała go w spadku;
c) mają świetnie płatne prace;
         Wygrzebuję się z samochodu i ruszam za Bradem w kierunku drzwi. Na schodach prowadzących do wejścia stoi już kilka osób, które, o dziwo, entuzjastycznie nas przyjmują. Ktoś nawet gwiżdże na mój widok.
         Drzwi otwiera nam jakaś piegowata blondynka ubrana w krótki top i obcisłe jeansy.
- Cześć, Brad - przytula go na powitanie.
- Katie - ach...
- Kogo ze sobą przyprowadziłeś? - wydaje się szczerze zaciekawiona.
- Jestem Chloe - podaję jej rękę i wymieniamy uścisk dłoni - Mam nadzieję, że to nie problem.
Macha ręką i przepuszcza nas w drzwiach.
         Brad prowadzi mnie do kuchni i podaje coś do picia. Dziwi mnie jego swoboda.
Waham się, ponieważ nie chcę się za bardzo schlać. Jednak mały diabełek pokonuje aniołka i jednym haustem wlewam do gardła lodowatą ciecz, która okazuje się zwykłym piwem.
- Chodź, poznam cię z moimi znajomymi - proponuje Brad, chwyta mnie za rękę i wyciąga z kuchni.
Kilka sekund później znowu tam trafiamy, ponieważ chcę napełnić sobie kubek piwem.
Potem już na serio idziemy w głąb domu.
         W ciągu godziny zdobyłam nowe kontakty. Koledzy Brada są naprawdę mili. W niektórych momentach czułam się trochę wycofana, ponieważ ich rozmowy schodziły na zbyt zaawansowany
i inteligentny tor. Na szczęście Brad w porę przypominał im o mojej obecności i tak znów byłam głównym tematem ich konwersacji. Nie, żeby mi to przeszkadzało. Mogłam im opowiedzieć trochę
o sobie, przez co rozmowa była łatwiejsza i pozwalała mi również dowiedzieć się czegoś o nich. Jordan to typowy komputerowiec, który nie lubi słońca, Alex to marzyciel i ciągle nie potrafi się zdecydować czy woli architekturę od inżynierii, a Govind jest fotografem, ale lubi też pomajsterkować, a Brad chce być inżynierem i zarabiać kupę forsy.
          Nagle muszę pójść do toalety. Nie mam pojęcia, gdzie ona jest. Na szczęście Govind oferuje mi swoją pomoc. Z uśmiechem mu dziękuję i pozwalam się chwycić za rękę.
Wędrujemy korytarzami na dole, a kiedy w końcu trafiamy na potrzebne pomieszczenie, jest ogromna kolejka, a jakaś dziewczyna całuje inną dziewczynę, więc prawie stamtąd wybiegam.
Nie jestem żadnym homofobem, ale widok wulgarnie obmacujących się i całujących osób tej samej płci sprawia, że nie czuję się komfortowo.
         Govind natomiast spytał się, czy może dołączyć, co sprawiło, że poczerwieniałam.
Szukamy innej łazienki na górze. Tam na szczęście jest wolne.
- Poczekam na ciebie - mówi Govind i opiera się o framugę. Nagle otwieram drzwi, zza których wylatuje ohydna woń. Nie potrafię nawet wyczuć, czy to wymiociny i mocz, czy mocz i kupa. Nieważne, o czym ja myślę? Fuj!
- O matko, pospiesz się tam lepiej - Govind zatyka nos i kładzie dłoń na moich plecach, aby potem gwałtownie mnie popchnąć.
         Przyjmuję pozycję do jazdy na nartach, staram się oddychać przez usta, ściągam majtki, dalej oddycham przez usta i załatwiam swoją potrzebę. Ubieram się, oddycham przez usta, myję dłonie, ale nie wycieram ich w ręcznik, tylko macham nimi w powietrzu, ochlapując przy okazji lustro. Ręcznik leży na podłodze i nie chcę ryzykować. A lustro można szybko wyczyścić, natomiast ten smród tak szybko nie zniknie.
         Wracamy z Govindem na dół i, schodząc po schodach zauważam Jessie, która próbuje chyba zabić mnie wzrokiem. Zatrzymuję się gwałtownie, zbyt zaskoczona, aby jakkolwiek zareagować na wyraz jej twarzy i na nią samą.
Po chwili ktoś uderza mnie z całej siły w tyłek, na co podskakuję i piszczę. Szybko jednak zakrywam usta dłonią i odwracam się do Govinda, która uśmiecha się przepraszająco.
To było szokujące i bolało, cholernie. Masuję sobie obolałe pośladki, myśląc o tym, że Zayn nigdy mnie w ten sposób nie uderzył. Owszem, dotykał mojej pupy, ale nie klepał mnie w nią. Bynajmniej nie w ten sposób. Jestem jednak pewna, że Govind nie chciał okazać mi tym, jak bardzo chce mnie zaliczyć, bo zaraz tłumaczy:
- Zatrzymałaś się nagle, a gdy prosiłem, abyś poszła dalej, nie reagowałaś - odwzajemniam uśmiech.
- Przepraszam - mówię, a ból się nasila - Ale nie bij mnie już więcej po tyłku. Do jutra nie usiądę.
Govind wybucha śmiechem i jeszcze raz przeprasza.
Dziwi mnie, dlaczego walnął mnie w tyłek.
- Dlaczego akurat w tyłek? - pytam.
- Bo masz ładny tyłek - obrusza się i popycha mnie w dół - Poza tym, gdybym cię popchnął jeszcze byś spadła i skręciła sobie kark.
Z takim przeświadczeniem schodzę na dół, wciąż przypominając mu, aby nie dotykał więcej mojego tyłka, ale śmieję się równocześnie, bo to mnie jakoś specjalnie nie poruszyło. Odwracam wzrok, spodziewając się złowrogiego wzroku Jessie, ale nigdzie jej nie widzę.
I właśnie uświadamiam sobie, że zaliczyłam swoje pierwsze w życiu klepnięcie w pupę.
Ciekawe, co bym poczuła, gdyby Zayn mnie tak klepnął?
Z takimi domysłami wracamy do chłopaków, którzy odwracają moją uwagę od Zayna i wypytują o Ocean Spokojny w Miami.
       

                                                                             *  *  *

        Brad przyciska mie do ściany i ponownie łączy nasze usta. Błądzi rękami po mojej talii, zahaczając czasem o moje cycki. Ciągnę go za włosy, chyba trochę za mocno, bo jęczy. Ewentulnie bardzo lubi być szarpanym. Przesuwamy się na bok, aż moje plecy dotykają drzwi, a ten twardy i zimny metal wbija mi się w skórę.
        To klamka.
        Tak, na pewno, bo Brad otwiera za jej pomocą dźwi i wpycha mnie do środka. Nogi mnie nie słuchają, więc niemal od razu upadam na materac i podskakuję na nim dwa razy. Zaczynam się z tego śmiać i zakrywam czoło ręką, bo nie trafiam w usta.
- Jestem kompletnie - zaczynam ciężko - pjana.
- Ja chyba też - mamrocze Brad i kładzie się obok mie.
Patrzę się na niego. On patrzy się na mnie.
- Nie sierpię klamek - dyszę, dotykając jego piersi.
Unosi brwi.
- Bende mieć siniaka - tłumaczę, a on odgarnia mi włosy z twarzy, niestety zbyt bardzo nieudolnie, bo te kudły znowu wracają mi na twarz.
         Och, wszystko muszę robić sama.
         Kiedy już moja buzia jest widoczna, nachylam się i całuję go znowu. Siadam na nim okrakiem i instynktownie się o niego ocieram. Brad łapie mnie za pupę, ale szybko odpycham jego rence. Mam prawdopdnie chyba jakąś traumę przez Gavina.
- Chcesz tego? - pyta zduszonym głosem Brad.
- Nie wiem - odpowiadam, ale dalej go rozpalam. Czuję pod moim kroczem jego uwypuklone krocze i jestem chyba trochę cikawa, jak wygląda jego penis.
         Brad przekręca nas; teraz jest na dole. Raz na wozie, raz pod wozem. Nie przyszczałabym, że to ma praktyczne zastoswanie. Brad jest mojm wozem.
         Odrywa się ode mie i patrzy na mie gorąco. Mi też jest gorąco. Nie jestem jednak tak bardzo podniecona, jak on. Czuję tylko pustkę w środku, a Brad jest taki miły...
         Rozpina spodnie i opuszcza je na wyskość kolan. Hej, nawet mnie nie rozbrałeś! Jak robiłam to z Zaynem to zawsze on mie rozbierał. Nagle ogarnia mnie wielkie poczucie winy i zdrady. I nagle nie chcę być naga przed Bradem. Zamykam oczy i siadam na łóżku.
- Wszystko w porządku? - pyta Brad, ale ja na nigo nie paczę.
        Jak mogłam chcić uprawiać seks z kimś innym niż z Zaynem? Czuję do siebie odrazę.
- Chloe? - Brad dotyka mjego ramienia i począsa nim lekko. Nie mam nawet pojęcia bladego, jak udało mi się tutaj trafić z dołu. Jestam schlana tak, że jutro pewnie nic nie będę pamiętać. Nigdy w życiu nie byłam bardziej pjana. Nigdy. Wstydzę się siebie. Odpycham Brada i próbuję wstać, żeby wyjść, ale upadam na podłogę. Dalej mam pustkę w głowie. Żyję jeszcze?

--------------------------------------------
Cześć, kochani <3

Naszła mnie dzisiaj większa niż zazwyczaj wena twórcza i stworzyłam dla Was ten rozdział :D
Myślę, że jest dobry i liczę na Wasze opinie ;)

Proszę, komentujcie, zostawiajcie po sobie ślad, żebym wiedziała, że liczba moich czytelników nie zmalała :c


Pozdrawiam
- Nina xxx

4 komentarze:

  1. http://art-of-killing.blogspot.com zapraszam na ff z Justinem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny ale kiedy następny bo nie mogę się doczekać

    OdpowiedzUsuń