poniedziałek, 23 marca 2015

Rozdział 17



Chwilę później wychodzimy ze sklepu. Jessie wybrała pierwszą z trzech przymierzanych sukienek i jest zadowolona. A ja też się cieszę. Zdecydowanie wolę słuchać Jessie, która mówi o ubraniach niż jej pytań odnośnie mnie i Zayna. Podejrzewam, że mimo wszystko nie da mi spokoju, więc w najbliższym czasie postaram się jej wszystko wyjaśnić.
Nie jestem już taka spięta, jak na początku. Wciąż nie mam pewności, co do słów Zayna, wątpliwości non stop mnie nękają w myślach, ostrzegają, syczą, przeczuwają najgorsze, lecz rzecz w tym, że udało mi się pójść do przodu, chociaż ten jeden kroczek. Zaczynam nawet dopuszczać do siebie myśli o wybaczeniu Zaynowi. Moglibyśmy spróbować jeszcze raz, skoro sam twierdzi, iż po wysłuchaniu go byłoby to możliwe.
Nie mogę się doczekać jutra!
Wychodzimy z centrum. Milczymy. To jest podejrzane, ale nie niezręczne. Tylko trochę dziwne. Lecz wciąż komfortowe.
W samochodzie co jakiś czas ktoś się odezwie, inny odpowie i jest to przyjemne. Zayn wydaje się bardziej odprężony. Ja również, dlatego rozciągam się i wygodnie opieram o fotel. Patrzę się w obrazy za czyściutką szybą. Niebo jest już szare, wiatr wieje trochę mocniej niż wcześniej. Londyn jest naprawdę urokliwy. Za masą deszczu, wiatru, chłodu i innych stereotypów, kryje się zjawiskowe, potężne miasto, które nie może być chyba bardziej bogate pod względem kulturowym. Uśmiecham się pod nosem, bo jestem wielką farciarą, skoro przyjęli mnie na ten Uniwersytet. Daje mi wiele możliwości i nie mogę...
- Nie mogę uwierzyć, że w końcu się pogodziliście! - okrzyk ulgi Jessie przerywa moje myśli.
Zaraz, co?
- Wiedziałam, że to się uda, wiedziałam!
Jak poparzona odrywam plecy od oparcia i zaciskam dłonie w pięści.
- Cicho bądź, Jess - szepcze Zayn.
O, nie, nie ma, kurwa, mowy.
- Że co się uda? No, powiedz mi, Jessie, co takiego miało się udać - cedzę przez zęby.
Jestem wściekła.
Cisza.
- No, słucham. Odpowiedz mi! - krzyczę, uderzając ręką w fotel obok.
- Ja...
- To nic, Chloe.
- Zamknij się, Zayn - wypalam w głowie Jessie dziurę i przez chwilę chcę się na nią rzucić - Co? Nagle nie wiesz, co powiedzieć? Czekam, Jessie.
Cisza.
Zamykam na chwilę oczy i odpinam pas.
- Chcę stąd wysiąść. Natychmiast.
- Chloe, przepraszam. Nie miałaś się dowiedzieć, że ja wiem - Jessie patrzy się na mnie przygnębionym wzrokiem.
- Oszukiwałaś mnie! Tak, jak twój pieprzony braciszek! To u was, kurwa, rodzinne!
- Chloe...
- Nie, wysadźcie mnie tutaj. Teraz. Już.
Jestem oszołomiona, zagubiona, smutna i zła.
Błąd, wkurwiona.
I płakać mi się chce.
- Uspokój się, proszę - to mówi Zayn, dalej jadąc autem.
- Tak, pozwól wyjaśnić. Ja nie chciałam dla ciebie źle, ale...
- Zatrzymaj ten samochód! - wrzeszczę na całe gardło, mając w oczach łzy i płytko oddychając.
Po chwili pojazd się zatrzymuje. Pod moim domem. Wybiegam z samochodu prosto na deszcz. Obfity, mocny deszcz.
Oboje za mną wołają, ale mam to gdzieś i szybko wchodzę do lobby.
 - Panno Horan, czy...
Zbywam pana Cartera ręką i wsiadam do windy. Po zamknięciu się drzwi, osuwam się na podłogę i wybucham płaczem. Nie chcę być głośno i beczeć jak ofiara. Ale to ode mnie silniejsze. Zostałam oszukana. Perfidnie okłamana, nieważne w jakim celu. Ufałam jej. Ufałam jemu, chociaż przez chwilę, myślałam, że będzie lepiej.
A skończyłam właśnie tak.
Fala bólu znowu mną wstrząsa, jęczę głośno, momentalnie zakrywając usta dłonią. Próbuję stłumić płacz.
Nagle drzwi windy rozsuwają się i jestem na właściwym piętrze.



- To niepojęte! Och, Chloe! - Sara mocniej mnie przytula - Czyli ona wiedziała o was?
- Tak - szepczę, pociągając lekko nosem. Owijam mocniej koc i chowam twarz w poduszkę.
- I nic ci nie powiedziała?
- Nie.
- Czy mocno cię zraniła?
- Sara, wiem. że być może teraz wszystko sobie komplikuję, robię aferę z niczego, ale znasz mój stosunek do kłamstwa. Ona celowo zmusiła mnie do tych zakupów, a kiedy wypytywałam o jej brata, umyślnie nie udzielała mi odpowiedzi. Znała całą historię i to nie ode mnie. Zataiła to przede mną. Te zakupy miały nas pogodzić, mnie i Zayna. Ale to niemożliwe, bo on widocznie wcisnął jej jakąś bajeczkę. Tego, co mi zrobił nie da się wybaczyć.
Sara przytula mnie mocniej i milczy przez dłuższą chwilę. Oddycham nadal niespokojnie, ale bynajmniej już nie płaczę.
- Osobiście uważam, że jeśli jej intencje były dobre, powinnaś z nią o tym pogadać. Ale rozumiem twój ból i masz całkowite prawo być wściekła, skarbie. A tak w ogóle, to jest mi przykro, że dopiero teraz mi o tym mówisz - ton jej głosu przybrał ostrzejszą barwę.
- Ale to dopiero dzisiaj się wydarzyło, Sara.
- Mam na myśli całą sytuację z Zaynem - głaszcze mnie po włosach i tłumaczy nieco łagodniej - Od dłuższego czasu to coś między wami na nowo się dzieje, a ty mi nic nie powiedziałaś.
Och, no tak...
- Wiem, bardzo przepraszam. Nie wiem, dlaczego tłamsiłam to w sobie.
- Możesz mi zaufać.
- Wiem, wiem - podnoszę się do pozycji siedzącej i spoglądam jej w oczy - Przepraszam. Od teraz będziesz informowana na bieżąco.
Uśmiech czai się na jej ustach i wiem, że go powstrzymuje.
- Jesteś głodna? - kiwam lekko głową - W takim razie chodź, pomożesz mi coś przygotować, zanim Niall wróci z pracy.
Cała Sara. Zawsze, kiedy była smutna, zła, roztrzęsiona, załamana czy nawet szczęśliwa, Sara gotowała. Powtarzam, zawsze. Czy były to ciasteczka czy torty, kanapki czy wykwintne dania, to nieważne, bo gotowanie jest jej drogą do poprawienia humoru, samozadowolenia i być może teraz również mi pomoże.



- Chloe? - zaczyna Sara, mieszając sos w rondelku.
Jej głos jest nieco zmartwiony. Ma poważną minę.
- Tak? - pytam niepewnie i dalej kroję warzywa.
- Bo... Słuchaj, cz ty nie powinnaś być dzisiaj w pracy? - nóż wypada mi z ręki i z głośnym hukiem uderza o kafelki na podłodze.
         Jak mogłam o tym zapomnieć? Oczywiście, najprościej byłoby zwalić to na rodzeństwo Malików, ale Briana nie będzie obchodził powód. Przecież liczy się tylko to, abym była w pracy punktualnie i dobrze wykonywała obowiązki.
- Jest 17. 43 - mówi, pewnie chcąc mnie pocieszyć. I udaje jej się to, bo mam szansę, malutką, ale mam, że uda mi się zdążyć na czas.
Pędzę do mojego pokoju, biorę fartuch, gumkę do włosów i zakładam ją na nadgarstek, czarną koszulkę i upycham to wszystko do torby. Potem ubieram czarne trampki i kurtkę.
- Uważaj na siebie, Chloe! - woła do mnie Sara, ale ja już zbiegam schodami w dół, bo jakiś głosik w mojej głowie mówi, że windą byłoby dłużej.
Zamawiam taksówkę i dzięki temu nie jestem spóźniona aż tak bardzo. Jest 18.09. Mogło być znacznie gorzej. Tak czy siak, wkrótce zbankrutuję, jeśli będę używać tylko taksówek.



- Brian, przepraszam, że się spóźniłam - mówię to chyba piąty raz z rzędu.
Kiedy dotarłam na miejsce, klub był bardziej zapełniony niż zwykle o tej porze, dlatego Brian jest bardziej wkurzony. Trzeba obsługiwać ludzi, a mnie, kelnerki, nie było na czas.
- Chloe, przestań mnie przepraszać i rusz się do roboty - nakazuje ostro Brian.
Robię skruszoną minę i dotykam lekko jego ramienia.
- Chloe, jestem twoim szefem, nie możesz mnie tak dotykać - szepcze i spycha moją dłoń.
Czuję rumieńce na policzkach i teraz jeszcze bardziej mi wstyd.
- Naprawdę przepraszam.
Brian wbija we mnie ostre spojrzenie i jestem niemal pewna, że dostrzegam w jego oczach wszystkie sposoby na pozbycie się mnie z powierzchni tej planety.
- Posłuchaj - zaczyna, opierając ręce na biodrach. Jest gigantyczny i bardzo umięśniony. Przystojny, budzi respekt, ale niekiedy również strach. Tak, jak teraz. Przeczesuje ręką gęste, piaskowe włosy i wzdycha. Chyba naprawdę jestem teraz irytująca - Nie jestem zadowolony z twojego spóźnienia i już ci to powiedziałem. Ale sama widzisz, jaki jest teraz ruch, więc jeszcze bardziej denerwują mnie twoje wielokrotne przeprosiny i nie wykonywanie pracy. Dlatego, przebieraj się, Chloe, i do roboty, jasne?
Kiwam energicznie głową i uciekam do pomieszczenia dla personelu. Spodziewałam się jakiegoś wybuchu, eksplozji jądrowej, a tymczasem... Brian jest najlepszym szefem pod słońcem. Muszę trzymać się tej pracy tak długo, jak tylko się da.



Wtorkowy dzień na uniwerku jest okropny. Wczorajsza sytuacja strasznie mnie zmęczyła, zresztą praca w klubie też nie poprawiła mojego obecnego stanu. Po powrocie do domu natychmiast się położę. Może krótka drzemka coś zdziała.
         Staram się unikać Jessie; udało mi się zmienić miejsce na wykładach, na przerwach jestem w toalecie albo w studenckiej bibliotece. Tak, zdaję sobie sprawę ze swojego niedojrzałego postępowania i nie mam nic na swoją obronę. Mogę tylko przyznać, że najwidoczniej wciąż jestem dzieckiem, bo za nic w świecie nie zamierzam nawiązywać rozmowy ani nawet widzieć twarzy tej przebiegłej oszustki!
         Ze skrzyżowanymi na piersiach dłońmi wychodzę z toalety i chcę pobiec do świata ksiąg, ale nagle zza korytarza wyłania się Brad i, natrafiwszy na jego twardy tors, ląduję na zimnej podłodze. Czuję ogromne zażenowanie i chowam twarz w dłoniach.
- O rany! - Brad szybko mnie podnosi i odciąga moje ręce, z moim oporem, ale jednak mu się to udaje. - Tak mi przykro, Chloe. Nic ci nie jest?
- Nie - odpowiadam cicho, podziwiając kolor jego inteligentnych oczu.
- To dobrze - gładzi kciukiem mój policzek - Może mógłbym mimo wszystko wynagrodzić ci ten upadek?
         Chyba nie chcę, aby Brad cokolwiek mi wynagradzał, jednakże jest bardzo przystojny i mnie lubi, a ja jestem totalnie zła, zdesperowana, mam samobójcze myśli, więc energicznie kiwam głową i posyłam mu szeroki, lecz sztuczny, uśmiech.
- Poważnie? - wygląda na autentycznie zaskoczonego - Cóż, nie spodziewałem się twierdzącej odpowiedzi, ale... Na co masz ochotę? Może mógłbym cię gdzieś zabrać?
Nie zastanawiam się.
- Weź mnie na imprezę. Dzisiaj - tłumaczę gwałtownie, opierając się o jego klatkę piersiową - Proszę, Brad.
Uśmiecha się czarująco, a ja to odwzajemniam, tym razem szczerze.
         Nie mam pojęcia, dlaczego okazuję Bradowi tyle uczuć; to, że jestem chętna, to, że jestem zdesperowana i zagubiona. Wydaje mi się, że to przez gniew, jaki żywię do Jessie i jej braciszka. Jestem najzwyczajniej w świecie zraniona, co oczywiście ma na mnie destrukcyjny wpływ. Przez manipulację, jaką zastosowała na mnie moja pseudo-przyjaciółka oraz król kłamstwa (dobre przezwiska...), chcę zaszaleć, chcę zadbać o własną przyjemność i spędzić trochę czasu z Bradem, ponieważ:
a) jest jedną z niewielu osób, które tu znam;
b) nie skrzywdził mnie i cały czas okazuje mi swoją sympatię;
c) dlaczego by nie spróbować z nim czegoś? Jest przystojny i mądry, subtelny i czarujący. Pomijając jego urodę i osobowość, miło by było po prostu lepiej go poznać, zaprzyjaźnić się. Nie mogę zamykać swoich kręgów towarzyskich wyłącznie na Sarze i Niallu. To niemoralne.
- Jasne, wpadnę po ciebie o ósmej - mówi i nachyla się, aby pocałować mnie w policzek. Czuję się dziwnie. Nie mogę określić, czy jego dotyk jest rozkoszny czy odrażający. Raczej najzwyczajniej w świecie mi obojętny, dlatego nie widzę powodu, aby jakkolwiek na ten gest reagować. Rzucam mu przyjazny uśmiech i żegnam go. Patrzę, jak odchodzi i wzdycham lekko. Mam nadzieję, że to mi jakoś pomoże...
- Co ty, do cholery, wyprawiasz? - tym razem przede mną pojawia się wkurwiona Jessie.
Mrugam kilkakrotnie.
- Co?
- Jak możesz? Dobrze wiem, co czujesz do Zayna i, jak możesz umawiać się z Bradem? - wymachuje rękami i nagle już nie jest taka miła, jak na początku naszej znajomości.
Aha.
- Nie wtrącaj się w to. Nie masz pojęcia, o czym mówisz.
- Doskonale wiem, Chloe! Wiem absolutnie wszystko! - pokazuje na mnie palcem z coraz bardziej wściekłą miną.
- Twój zakłamany brat sprzedał ci jakąś równie fałszywą bajeczkę, bo po twoim zachowaniu wnioskuję, że albo jesteś głupia albo oszukana - syczę, podchodząc krok bliżej - I nie masz prawa wpieprzać się w moje życie, dlatego odsuń się i daj mi święty spokój. Nie chcę cię znać.
Przez chwilę na jej twarzy maluje się szok i smutek. I ja tą chwilę wykorzystuję, aby ją wyminąć i pobiec przed siebie.
- Chloe! Musisz ze mną porozmawiać! - woła, ale nie odwracam się ani nie zwalniam kroku.
To samo słyszałam od Zayna.
Mnóstwo razy.
I to się robi potwornie nudne.


-----------------------------------------

Cześć :(
Doskonale zdaję sobie sprawę, że zawiodłam. Już nigdy więcej nie rzucę słów na wiatr. Powiem tylko, że już sobie nie radzę z niektórymi sprawami i dlatego to opóźnienie. Bardzo, bardzo Was przepraszam.
Chciałabym, aby każdy, kto przeczyta ten rozdział zostawił po sobie komentarz, napisał, co sądzi itp. Myślę, że bardzo podniosłoby mnie to na duchu.

Pozdrawiam z WIELKIMI PRZEPROSINAMI
- Nina xxx

2 komentarze: