niedziela, 1 marca 2015

Rozdział 16



Po skończonych zajęciach zmierzałyśmy z Jessie na kolejny wykład. Przed odpowiednią aulą oparłyśmy się o ścianę, rozmawiając o wszystkim i o niczym. Dziewczynie widocznie poprawił się humor. Cieszę się z tego, bo smutna Jessie o całe 360 stopni różni się od tej, z którą tydzień temu byłam w centrum, a ja zdecydowanie wolę widzieć na twarzy jej uśmiech.
         Cały czas dręczy mnie myśl, że Zayn i Jessie mogą być rodzeństwem. Muszę się upewnić, czy tak jest. Cholernie tego potrzebuję, ale nie wiem, jak zareaguje, kiedy ją o to zapytam. Jeśli będzie ciekawska, to co jej powiem? A jeżeli zaboli ją, że znowu chcę rozmawiać o jej bracie? Mogłabym porównać nazwiska, gdybym tylko znała jej nazwisko. To śmieszne, ale poważnie nie znamy z Jessie swoich nazwisk. Nasza znajomość nie jest aż taka długa i trwała, więc...
         Ugh, za bardzo wszystko analizuję!
- Nie sądzisz? - pyta mnie, ale ja to całkowicie ignoruję.
- Jak ma na imię twój brat?
- Co? Dlaczego o to pytasz? Nie odpowiedziałaś mi.
- Przepraszam, ja... Zamyśliłam się - czuję ciepło na policzkach, ale jestem taka bezczelna i ciekawska w tym momencie, że ignoruję wstyd i to, co do mnie mówiła.
- Pytałam, czy pójdziemy dzisiaj na zakupy?
- Ja... - dlaczego nie powie mi tego imienia?! - Jasne - wzdycham i przeczesuję włosy palcami.
- Cudownie! - piszczy, szeroko się uśmiechając - Muszę pozbyć się tego dołka.
- Jak ma na imię twój brat?
Krzywi się.
- Dlaczego cały czas o to pytasz? - słyszę w jej głosie irytację.
- Dopiero drugi raz - mamroczę - Proszę, odpowiesz mi?
- Tajemnica - uśmiecha się zadziornie.
- Jak masz na nazwisko? - próbuję tego.
- A co? Chcesz napisać mój życiorys? - droczy się, wiem to.
Fukam z frustracji.
- Nie, cholera, dlaczego po prostu mi tego nie powiesz? - pytam, może trochę za ostro.
- Wyluzuj - dotyka ręką mojego ramienia - Muszę zabrać cię na jakąś imprezę. Jesteś jakaś spięta dzisiaj. Przy okazji ja też skorzystam.
- Nigdzie nie idę.
- Ależ tak. Katie dała mi zaproszenie esemesem i mogę zabrać osobę towarzyszącą.
- Katie? Mniejsza, nie mogę, Jessie, pracuję.
- Tak, wiem. Okej, pójdę sama.
         I w tym momencie zapada między nami niezręczna cisza. Wymierzam sobie mentalny policzek za całkowite spapranie tej sprawy. Brawo, Chloe Horan!



                                                                         *  *  *


         Jestem skończoną kretynką. Jak w ogóle mogłam się na to zgodzić? Gdybym była bardziej asertywna i niezależna, pewnie łatwo bym jej odmówiła. No cóż, te wielkie, brązowe oczy odwaliły niezłą robotę i jestem przekonana, że Jessie zrobiła to z premedytacją.
Przebiegła małpa.
         Stoimy teraz przed uniwersytetem. Ja opieram się nonszalancko o murek, a ona z rękami na biodrach wypatruje swojego brata. Powinien tutaj być już ponad kwadrans temu i nie znam powodu, dla którego się spóźnia. Przyznam również, że nie mam nic przeciwko temu. Jeśli się okaże, że bratem Jessie faktycznie jest Zayn? Chyba zapadnę się pod ziemię albo pobiegnę do uniwersyteckiej łazienki i utopię się w muszli klozetowej. Chociaż umywalka jest bardziej higieniczna... Lepsza śmierć w czystszym miejscu, czyż nie?
Natomiast jeśli brat Jessie to zupełnie inna osoba, będę z nią tyle czasu w centrum, ile tylko będzie chciała! Poważnie, modlę się tylko, aby ta druga opcja okazała się prawdą!
         Zgodziłam się na podwózkę przez jej brata do centrum tylko dlatego, że jestem leniwa i nie mam ochoty iść tam na piechotę. Ona zresztą też nie. Na początku proponowałam autobus, ale uznała, że samochód jest bardziej opłacalny - darmowy, wygodny i zdecydowanie mniej skażony. Popieram, ale mogła mi to powiedzieć zaraz po tym, jak zgodziłam się na to wyjście, a nie dopiero... Zerkam na godzinę w telefonie... Dwadzieścia minut temu.
Właśnie!
Jej brat spóźnia się już dwadzieścia minut! Już dawno byłybyśmy na miejscu... No ale już się zgodziłam, nie będę złośliwa i postaram się nie komentować tej irytującej sytuacji, w której znalazłam się pod przymusem.
- Jest! - pisk brunetki przerywa moje narzekanie w głowie i aż podskakuję. Ten dźwięk niewiele różni się od tego, który sygnalizuje stan zagrożenia.
         Nagle moje dłonie zaczynają się pocić, kąciki ust drgają, jakbym miała wybuchnąć płaczem, a moje nogi są jak z waty. Nie potrafię z nią podejść do samochodu. To zbyt trudne. Nie wiem, w co się pakuję.
- Chloe? - pyta mnie Jessie z wyraźną troską w jej słodkim, dziewczęcym głosie - Idziesz?
Nie umiejąc odpowiedzieć, używam mowy niewerbalnej i kiwam twierdząco głową.
Ale wciąż stoję w miejscu.
- Wszystko w porządku? - podchodzi do mnie i głaszcze delikatnie moje ramię - Zbladłaś.
Wymuszam coś na kształt uśmiechu i informuję:
- Już idę.
Tym razem na serio robię jakieś kroki. Im bliżej ten przeklęty pojazd, tym mam większą ochotę stąd uciec.
         Nie mam pojęcia, jak znalazłam się przed samochodem. Ocieram dłonie o uda, biorę głęboki oddech i szukam wzrokiem brunetki. I właśnie wtedy orientuję się, że siedzi ona już w środku, a ja jak idiotka stoję na zewnątrz. Pospiesznie otwieram tylne drzwi i nie patrząc na kierowcę zajmuję miejsce, zapinam pas i wbijam wzrok we własne paznokcie. Powinnam je spiłować.
Jessie jest z przodu, a ja sama z tyłu, co w niczym mi nie przeszkadza.
Za to nie rozumiem, dlaczego wciąż stoimy!
Czekam jeszcze chwilę, ale nie wyczuwam ruchu.
W końcu unoszę wzrok na Jessie, a potem na jej brata...
Zamieram, wstrzymując oddech.
Brązowe oczy Zayna wpatrują się we mnie, w ogóle się nie zamykając. Dolna warga zaczyna mi drżeć. On nie może być jej bratem! Nie, nie, nie! Dlaczego to mi się przytrafiło? Akurat mi?
- Ja... - zaczynam ochrypłym głosem, nerwowo sprawdzając wzrokiem drzwi, w razie potrzeby ucieczki.
Zamknięte. Zablokowane. Cholera.
Odchrząkuję i milczę.
Zayn ma zmartwiony wyraz twarzy, jego oczy są przepełnione nostalgią i ciepłem. Mam ochotę się rozpłakać, gdy widzę go w takim stanie. Wiem, że postąpił źle i nie rozumiem, dlaczego. Jednak może powinnam go wysłuchać? Kiedy teraz na niego patrzę wydaje się być taki poważny i jednocześnie bezbronny. Najchętniej porwałabym go w ramiona, aby poczuć jego zapach i żar muskularnego ciała, pocałowała, żeby znowu go posmakować i spoić się z nim chociaż w taki sposób, ukoić go w cierpieniu...
         Nie, zaraz, zaraz, być może jest zasmucony, ale kto więcej wycierpiał: ja czy on? Kto uprawiał seks z innymi i zwyczajnie się mną bawił, skradł mi dziewictwo, a potem rzucił, bo mu się znudziłam?
         Zaciskam wargi, kręcę delikatnie głową.
- Jedźmy już - żądam sucho - Nie mam całego dnia.
Jessie szturcha Zayna w ramię, na co ten szybko się odwraca i odjeżdża spod uniwersytetu.
         Po drodze gapię się w widoki za szybą, co jakiś czas skubię i przygryzam wargę i zastanawiam się, dlaczego moja koleżanka jest taka spokojna. Dlaczego nie zareagowała na nasze wymienione spojrzenia, na tę ciszę. Pocieszam się myślą, że nie zwróciła na to większej uwagi i tak naprawdę ta niezręczna chwila trwała tylko krótką chwilę, a nie godziny, jak w mojej głowie, więc uznała to za coś normalnego. Tak, na pewno tak było.
         Do centrum dojeżdżamy niecałe siedem minut później. Szybko otwieram prawe drzwi i wychodzę z pojazdu, prawie upadając. Podkreślam, prawie.
Zayn chwyta mnie w pasie i spogląda na mnie z góry. Ignoruję dreszcz podniecenia, szybko bijące serce i staję prosto i stabilnie, odpycham dyskretnie jego ręce i ruszam do Jessie, która zdziwiona przygląda się naszej dwójce.
- Idziemy? - pytam ją.
- Tak, jasne - uśmiecha się - Jestem głodna.
Chichoczemy i wchodzimy do środka.
         Jemy lunch w jakiejś knajpce z burgerami. Ląduję na kanapie obok Zayna, a Jessie zajmuje miejsce na przeciwko nas. Nie chcę jej psuć dnia, więc nie reaguję na jego bliskość; stykamy się ramionami i dokładnie czuję, że Zayn kątem oka mi się przygląda.
Przez cały czas spędzony w tej knajpie, rozmawiamy o studiach, o imprezie, na którą idzie Jessie i do której próbuje mnie przekonać.
- Jestem na imprezach 3 razy w tygodniu, to mi w zupełności wystarcza - ostatecznie milknie i nie namawia mnie na nią do końca posiłku.
Kiedy to mówię, mam uśmiech na ustach, ale czuję jak ramiona brata Jessie...
Nie, nie przyzwyczaję się do tego.
... jak ramiona Zayna się napinają. Cóż, po ostatnich wydarzeniach pewnie ma rację, ale ja bardzo potrzebuję tej pracy. To mój pierwszy posiłek za moje własne pieniądze. Za nic z tego nie zrezygnuję.
         Podczas rozmowy Zayn czasem coś doda, ale większość czasu spędza w ciszy i na przyglądaniu się mi. Odczuwam dyskomfort. Boję się, że zaraz upuszczę burgera albo ubrudzę twarz sosem, albo sos poplami mi sweter, albo obleję się sokiem... Och, on jest taki stresujący!
         Po skończonym posiłku chodzimy od sklepu do sklepu, szukając dla Jessie jakiejś sukienki na imprezę u Katie. A propos, nawet nie wiem, kim jest ta Katie. Nigdy wcześniej jej nie widziałam, tak myślę. Nie rozmawiałam z nikim o takim imieniu, pomijając fakt, że dotychczas nie rozmawiałam w ogóle z wieloma osobami. To po prostu dziwne, że Jessie spędza ze mną mnóstwo czasu i zna dziewczynę ze studiów, której ja nie znam.
Nie odzywam się do Zayna ani jednym słowem. Jeśli już to zwracam się tylko do Jessie albo nich obydwoje, nie do samego chłopaka. Mam nadzieję, że Jessie uzna to za zwykłe onieśmielenie.
Wchodzimy do Primark'u, jednego z tych naprawdę tanich i popularnych w Londynie sklepów. Co jakiś czas jestem zmuszana do oglądania wybranej przez Jessie sukienki i dawanie jej mojej obiektywnej oceny. Po kilku takich sytuacjach dziewczyna bierze trzy kreacje i ustawia się w kolejce do przymierzalni. Niestety te minuty nędznego czekania mijają zdecydowanie zbyt szybko, bo dopiero po dłuższym czasie orientuję się, że jestem sam na sam z Zaynem.
Udaję zainteresowanie wszystkim wokół, poza nim. Przeglądam ubrania, zerkam na godzinę w telefonie i wciąż jest 16.23.
- Przestań mnie ignorować - słyszę tuż nad uchem. Zamykam oczy i przełykam głośno ślinę, po czym odwracam się do niego.
- Jestem po prostu zaskoczona - to tylko połowiczne kłamstwo.
- Od dwóch godzin? - unosi brwi.
Zaciskam usta.
- A dlaczego miałabym poświęcać ci moją uwagę? Dlaczego tak ci zależy? - dociekam.
- Bo cię kocham - te dwa wyrazy wywołują nagły powrót mojej miłości do niego, ciepło i miękko mi na sercu i chyba pierwszy raz w życiu wydaje mi się tak szczery. Ale moja złość szybko powraca.
- Kiedy to sobie uświadomiłeś? - syczę - Kilka dni temu czy rok temu? Och, a może znowu udajesz?
- Mówię prawdę. Kocham cię, Chloe. Najbardziej, jak to tylko możliwe.
Przymykam oczy i ignoruję poczucie smutku.
- Jak mogę ci wierzyć? Skąd mam wiedzieć, że teraz też mnie nie okłamujesz? - głos łamie mi się w połowie zdania.
- Nigdy nie przestałem cię kochać. Wiem, jak to brzmi, ale taka jest prawda. Trochę popieprzona, ale gdy tylko wszystko ci opowiem, znowu będziemy mogli być razem. Proszę, zaufaj mi.
Patrzę się na Zayna, całkowicie zauroczona, ciekawa i skołowana. Czuję się, jak wtedy, gdy po raz pierwszy go spotkałam. Różnica polega na tym, że w tamtym momencie nic mnie z nim nie łączyło. A teraz nie potrafię pozwolić mu odejść bez wyjaśnień. Nie wiem, czy tym razem jest wobec mnie szczery, jednak myślę, że powinnam go chociaż wysłuchać.
- I co o tym sądzicie? - słodziutki głos Jessie rozbrzmiewa pośród gwaru. Automatycznie prostujemy się i odsuwamy od siebie.
         Brunetka stoi przed nami w uroczej, ciemnofioletowej, rozkloszowanej sukience lekko przed kolana na grubych ramiączkach. Jej piersi podkreśla szeroki dekolt, a talię czarny, satynowy pas. Uśmiecham się do niej.
- Wyglądasz ślicznie. Bierzesz ją? - pytam.
- Nie, sprawdzę jeszcze te dwie - odwraca kciuk za siebie i zakrywa się ciemną zasłoną.
Zayn nie czeka długo.
- Chloe, proszę. Spotkajmy się gdzieś - on naprawdę mnie prosi. Jego oczy mówią mi absolutnie wszystko.
Wzdycham przeciągle, próbując w ekspresowym tempie rozważyć wszystkie za i przeciw spotkania sam na sam z Zaynem.
- Ja... - ulegam jego pięknym oczom - Zgoda.
- Dziękuję.
- Gdzie?
- Ty wybierz miejsce. Chcę, abyś czuła się swobodnie podczas tej rozmowy.
Uśmiecham się do niego. Ten słodki przejaw troski jest taki słodki, że aż czuję na języku smak lukru.
- Wydaje mi się, że najlepszym miejscem byłoby twoje mieszkanie - wypalam, zanim i tę opcję rozważyć.
Unosi jedną brew, czego ja nigdy nie mogłam się nauczyć i przeszywa mnie wzrokiem. Czuję, jak moje policzki oblewa rumieniec.
- Każde inne miejsce publiczne odpada, ponieważ nie chcę narażać innych na swój gniew. A przecież nie wykurzę Nialla i Sary z ich własnego mieszkania - tłumaczę pospiesznie, nie patrząc mu w oczy.
Unosi palcem mój podbródek, dzięki czemu zauważam, że się uśmiecha.
- W porządku. Zgadzam się z tobą. Przyjadę po ciebie jutro. Jessie idzie na imprezę, więc będziemy sami.
- Tak, jasne - tonę w jego spojrzeniu.
- Mhm - słyszę chrząkanie. Odsuwam się od Zayna jak poparzona i... chyba jeszcze nigdy w życiu nie czułam się tak bardzo zawstydzona - Jak wyglądam.
         Tym razem Jessie ma na sobie klasyczną małą czarną, która jest naprawdę ładna, ale tak pospolita, że nie wyróżnia się niczym specjalnym. To samo mówię brunetce, która sięga po kolejną sukienkę.
- 20.00? - pyta Zayn.
Kiwam energicznie głową, na co wybucha śmiechem. To taki cudowny dźwięk. Nie mogę się nie uśmiechnąć.
Nagle czuję, jak chwyta mnie za dłoń i gładzi jej wierzch kciukiem. Zerkam na niego, wciąż utrzymując ten uśmiech na twarzy.


--------------------------------------------

Cześć, kochani! <3
Jak obiecałam, jest 01.03 i nowy rozdział :)
Nie chcę za wiele zdradzać, ale nie myślcie, że już teraz wszystko będzie dobrze :P
Proszę, jeśli czytacie - KOMENTUJCIE!
To dla mnie naprawdę ważne. Wasze komentarze działają na mnie, jak napój energetyczny :)

Pozdrawiam
- Nina :-* xx

3 komentarze:

  1. ❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤
    Świety, nie mogę się doczekać ich spotkania

    OdpowiedzUsuń
  2. ❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤
    Świety, nie mogę się doczekać ich spotkania

    OdpowiedzUsuń
  3. Coś się zmieni? Mam nadzieję :( Chciałabym żeby Chole poznała prawdę :3
    Czekam na następny :3

    OdpowiedzUsuń