czwartek, 5 lutego 2015

Rozdział 15


         Pożądanie.
         To właśnie czuję, kiedy nasze języki ocierają się o siebie, a jego dłonie suną po mojej talii.
         Złość.
         To czuje moja podświadomość, która drze się na mnie i rozkazuje, abym przestała pozwalać mu się obmacywać.
         Potrzeba.
         Tylko on potrafi mnie rozpalić. Tylko jego pragnę. I potrzebuję tylko jego dotyku.
         Strach.
         Boję się tego, co nastanie, gdy w końcu przerwiemy ten pocałunek. Jak będę się czuć? Co on sobie pomyśli?
         Miłość.
         Każda komórka mego ciała wyznaje mu miłość. Moje serce topnieje pod wpływem jego czułych słów i pieszczot. Uświadamiam sobie, że nadal kocham go tak samo, zanim mnie zranił.
         Nie mogę stwierdzić, czy mnie to cieszy. Nie mogę mu tak po prostu wybaczyć. Nie da się. Strach przed ponownym wykorzystaniem i odrzuceniem jest ogromny, a do mojej głowy wdzierają się pytania: Czy miał kogoś, gdy odeszłam? Czy może kontynuował uprawianie seksu z kobietami, które mu pozują?
Odpycham go.
Ta myśl jest zbyt bolesna i nawet, jeśli jest tylko moim błędnym przypuszczeniem, rani mnie i nie pozwala dalej go całować.
- Co się stało? - pyta zaskoczony, dotykając lekko mojego ramienia.
Potrząsam głową i przełykam ślinę, by za chwilę oznajmić drżąco:
- Muszę wracać do pracy.
Przechodzę obok niego, ale łapie mnie za rękę i zatrzymuje.
Mój oddech staje się płytszy, gdy staje na przeciwko mnie, zakrywając mi wejście do klubu.
- Nie odchodź, Chloe. Najpierw mnie wysłuchaj.
Marszczę nos.
- Cały czas mówisz, żebym z tobą porozmawiała i cię wysłuchała. Po prostu to powiedz.
Przygryza wargę i odwraca wzrok, po czym puszcza mnie, aby szybko zakryć twarz.
Kręci głową.
- Nie mogę.
Unoszę brwi w zdziwieniu. Czy on siebie słyszy? Mam tego dość.
- Okej - wzdycham i znowu próbuję go wyminąć.
Ale on ponownie mi to uniemożliwia.
- Nie... Nie tutaj - szepcze błagalnie.
- Słuchaj, Zayn - poddaję się; jestem zmęczona tą sytuacją - Sama nie wiem, czego ty ode mnie chcesz. Jeśli liczysz na szybkie wybaczenie, to jesteś w błędzie. Jeśli to, co chcesz mi powiedzieć jest takie ważne dla... dla nas, to wyznaj mi to, bo inaczej uznam cię za upierdliwego psychola i nie rozważę nawet tego, czy ci przebaczyć.
- Nie uwierzysz mi - jęczy.
- Skąd ta pewność?
- Bo... Okej - wypuszcza głośno powietrze - Nigdy nie chciałem z tobą zerwać.
Co?
Ktoś musiał mi coś dosypać, bo ja już się pogubiłam.
- To... to po co... Nie rozumiem - przyznaję i obejmuję się ramionami.
- Zostałem, cóż, zmuszono mnie...
- Kto?
Przełyka ślinę.
Już otwiera usta i już prawie wypływa z nich potok wyjaśnień, gdy nagle w drzwiach pojawia się Brian.
- Wszystko w porządku? - mierzy Zayna uważnym spojrzeniem, po czym przywołuje mnie gestem ręki.
- Przepraszam, już wracam - mamroczę, ale on kładzie mi na ramionach ręce i posyła mi ciepły uśmiech.
- Nic się nie stało. Pomyślałem, że może masz kłopoty, a Adam powiedział, że wyszłaś na zewnątrz tylnym wyjściem. Zdajesz sobie sprawę, że stąd nikt by cię nie usłyszał?
Wybucham nerwowym śmiechem. Zerkam na Zayna z ukosa, ale on tylko gapi się w swoje buty z rękami w kieszeniach i głośno sapie.
- Ja... tylko rozmawiałam z... - nie mogę dokończyć.
- Ze mną - wtrąca Zayn z uśmiechem. Ale to nie jest miły uśmiech. Raczej grymas.
- A ty to? - pyta ostro Brian, krzyżując ramiona.
Już otwieram usta, ale on znowu mi przerywa.
- Jestem jej facetem - mruczy Zayn i przyciąga mnie do siebie - Do zobaczenia w domu, skarbie - całuje mnie w policzek.
Jestem oniemiała.
Otwieram szeroko oczy, ale nie chcę, aby mój szef coś złego sobie o mnie pomyślał oraz, aby Zayn miał jakieś kłopoty, dlatego wymuszam uśmiech.
- Tak, cześć - cedzę fałszywie, ale z zewnątrz wyglądam na szczęśliwą, przynajmniej tak mi się wydaje.
- Kocham cię - brak mi powietrza, a mój żołądek jest ściśnięty do granic możliwości.
Czy Zayn przed chwilą wyznał mi miłość? Przed moim szefem? Kiedy nawet nie jesteśmy razem?
Ja... po prostu... Chyba wyjdę z siebie i stanę obok.
Cholera!
         Nic mu nie odpowiadam, tylko uśmiecham się jeszcze szerzej. Dlaczego moje ciało rozgrzewa się, kiedy pomyślę o jego cudownym... przeklętym wyznaniu? Dlaczego pragnę usłyszeć je ponownie?
         Chyba uśmiecham się ze względu na te słowa... Tak, cieszę się, że to powiedział. Szkoda tylko, że w najgorszym możliwym momencie. Macham mu z tym irytującym uśmiechem przyklejonym do mojej twarzy. Jedna część mnie pragnie wykrzyknąć "Ja też cię kocham, Zayn", a druga chce go pobić. Ostatecznie nic nie mówię i stoję w miejscu, przed Brianem.
- Długo jesteście razem? - pyta, a mnie zalewa potworna fala gorąca.
- J-jakiś czas - jąkam się, mrugając oczami.
- Gdybym wiedział, nie naskoczyłbym tak na niego.
- To... nic. Już wracam do pracy, przepraszam.
- W porządku, Chloe - uśmiecha się - miłość jest piękna i trzeba się nią cieszyć.
Kiwam głową oszołomiona i wracam do klubu.
         Podejrzewałam, że krzywo na mnie spojrzy, że się wścieknie, że pobije Zayna, a tymczasem... W jego oczach dostrzegłam tylko szczerość w tym, co mówił. Jestem cholernie zagubiona.
         I nie podoba mi się to.

         Cały następny tydzień w ogóle nie widziałam Zayna. Ani Jessie. Czy to nie dziwne? Napisała mi, że babcia jej zmarła i wraz z bratem musieli wrócić do rodzinnego miasta...
         Wraz z bratem...
          Zayna i Jessie nie ma przez tydzień w tym samym momencie... To znaczy on może jest, ale skoro nie daje znaku życia, niewykluczone, że mógł wyjechać...
          Siedzę spokojnie na ostatnim wykładzie w piątek i wyjątkowo nic nie notuję na laptopie. Zapomniałam go podładować wczoraj wieczorem. Rysuję jakieś wzorki na podręczniku, myślami będąc wokół Jessie.
           Jessie przyjechała do Londynu, aby studiować. Obecnie mieszka u starszego brata. Hmm... Zayn jest starszy, mieszka w Londynie, chyba sam. Jessie wyjechała na tydzień z bratem... A Zayn się nie odzywa, więc mogę założyć, że też nie ma go w mieście. To tylko jedna z wielu opcji, ale nawet w tłumie bym go rozpoznała. Specjalnie chodziłam w różne miejsca, w nadziei, że może się na niego natknę, ale... Owszem, może po prostu go nie znalazłam, nie dostrzegłam, choć to dziwne. Nigdy nie widziałam kogoś podobnego do niego. Nikt nie mógłby podrobić jego uśmiechu, ust, włosów ani oczu... Ach te oczy i ich przepiękny kolor... Zupełnie taki sam, jak u...
         O. Kurwa! Nie! Nieee!
          A co, jeśli bratem Jessie jest Zayn?! Nie podała mi jego imienia, wieku ani wyglądu, więc to niewykluczone! Cholera, muszę się tego natychmiast dowiedzieć!


                                                     

                                                                      *  *  *


         W pracy z całych sił próbuję nie myśleć o tej dwójce. Kiedy sądzę, że jest lepiej, nagle oni wracają i nie mam ani chwili spokoju. Na szczęście na nikogo jeszcze nic nie wylałam, na nikogo nie nakrzyczałam (nie żebym była do tego zdolna w pracy), ani nie pomyliłam zamówień. To chyba oznacza, że aż tak bardzo mi jeszcze nie odbija.
         Po kilku godzinach bycia kelnerką, Brian wręcza pracownikom wypłaty i salutuje im, na co wszyscy chichoczą i zbierają się do domu. Ja również. I znajduję duży plus tej sytuacji. Moja pierwsza wypłata! Jutro od razu wpłacę pieniądze na swoje konto w banku. Chyba pierwszy raz będę tam mieć swoje własne i uczciwie zarobione pieniądze. Jak dobrze, że doczekałam się tego przed dwudziestką!

       
         Weekend mija mi spokojnie i w sumie całkiem miło. Lepiej poznałam moich znajomych z pracy i już ich uwielbiam! Są tacy wyluzowani i zabawni. Poza tym udaje mi się wreszcie wyjść gdzieś z Sarą. Nabywam w centrum przylegający bordowy sweterek z dekoltem w serek i szare, obcisłe jeansy. Poza tym smakuję sushi pierwszy raz w życiu i, tak jak podejrzewałam, jest ohydne. Za to Sara je uwielbia.
W poniedziałek rano biorę szybki prysznic, myję włosy i wyjątkowo chcę wyglądać inaczej. Dlatego właśnie ubieram się w nowe ubrania, a do tego używam eyelinera i tuszu do rzęs. Poprawiam włosy i wychodzę z pokoju. Niall mnie komplementuje, po czym odwozi na uniwersytet.
         Ku mojemu zdziwieniu Jessie siedzi na swoim miejscu zdecydowanie za wcześnie. Mamy jeszcze dwadzieścia minut do pierwszego wykładu, a ta dziewczyna z senną miną opiera głowę na dłoniach i krąży wzrokiem po auli. Powoli do niej podchodzę.
- Cześć - mówię i siadam - Jak... Dobrze się czujesz?
Kiwa głową.
- A mogłabyś odpowiedzieć mi za pomocą słów? - proszę, badawczo ją obserwując.
Zaprzecza ponownym ruchem głowy.
Wzdycham. Stukam przez chwilę paznokciami o blat i myślę, co takiego mogłabym zrobić...
Ach, tak. To przecież oczywiste. Chloe, idiotko!
         Podnoszę się i obejmuję dziewczynę ramionami, na co ta od razu się we mnie wtula i zaczyna cicho łkać. Ojej.
- Przykro mi, Jessie - szepczę, głaszcząc ją pocieszająco po plecach.
         Na pewno długo wstrzymywała te łzy. Przypuszczam, że przyjechała tutaj tak wcześnie ponieważ chciała zdążyć wypłakać się na moim ramieniu. To sprawia, że... Czuję się, jakbyśmy były sobie znacznie bliższe niż jesteśmy. To przyjemne uczucie. Od początku studiów zauważyłam, że Jessie ma kilkoro znajomych, ale tak naprawdę chyba ze mną spędzała najwięcej czasu. Może Jessie widzi we mnie przyjaciółkę? To znaczy, ja też mogłabym się z nią przyjaźnić, ale czy nie powinno minąć trochę więcej czasu?
- Jak było... um... na pogrzebie? - pytam niepewnie.
Odsuwa się ode mnie i spogląda mi w oczy. Jej smutne, zapłakane, moje ciekawskie i współczujące.
- Koszmarnie - wyrzuca z siebie i szybko ociera łzy.
Marszczę brwi.
- Dlaczego?
- Wszyscy byliśmy przybici i prawie ze sobą nie rozmawialiśmy. Babcia zmarła dosyć młodo. Wiesz... Jednego dnia ją widzieli, a następnego już nie. Miała udar... Nie pierwszy zresztą - bierze głęboki oddech - Po tej całej ceremonii mój brat chciał już jechać, ale mama namówiła go, żeby został do końca tygodnia, ponieważ długo go nie widzieli. Zgodził się, ale oczywiście już następnego dnia zaczął się kłócić z rodzicami. Zresztą z całą rodziną, bo naprawdę dużo ich wszystkich tam było. W napiętej atmosferze wytrzymaliśmy do soboty i wróciliśmy do Londynu.
         Wow! To naprawdę nieprzyjemne... Pocieram jej ramię i próbuję się do niej uśmiechnąć, ale chyba mnie tak samo zasmuca jej sytuacja, bo z moich starań powstaje tylko jakiś grymas, który szybko znika.
- Czasami nie rozumiem swojej rodziny. Mają mojemu bratu za złe, że wyjechał tak dawno i przez trzy lata go nie widzieli. Przeszkadza im też to, że rzucił studia, że pali, że ma tatuaże... No i co z tego, że je ma? Wiem, że mógłby nie mieć ich aż tyle, że mógłby odejść od nałogu, ale gdyby moja rodzina była bardziej tolerancyjna, na pewno mieliby z nim o wiele lepszy kontakt.
Kiwam głową w zamyśleniu. Jej brat ma tatuaże i pali, zupełnie jak Zayn. Ale Zayn skończył studia, a jej brat nie. Muszę coś jeszcze wiedzieć.
- A ty masz dobre relacje z bratem?
- Oczywiście. Wiesz, to nie tak, że wszyscy go nienawidzą. Mama i moje młodsze siostry są w porządku. Nasz wujek też... Czasami. Najwięcej szkód przynosi mój ojciec i kuzyni. W sumie długo by wymieniać, kto jest okej, a kto nie. Mam na myśli to, że moja rodzina sama jest sobie winna.
- Rozumiem. To musi być dla niego trudne.
- Owszem, ale tego nie pokazuje. Albo obraca to w żart albo ze wszystkimi się kłóci i bije. Dlatego każdy myśli, że ma serce z kamienia.
- Ile lat twój brat jest starszy od ciebie?
- O cztery.
O cztery? O cztery! O. Boże.
- Mój też.
         To podłe, że takim kosztem chcę dowiedzieć się, czy jej bratem jest Zayn, ale to silniejsze ode mnie.
- Pewnie twój brat nie zachowuje się jak zbuntowany nastolatek, któremu szaleją hormony.
- Co? Nie, chyba nie... Myślę, że to dlatego, że ma dziewczynę i wymagającą pracę. W sumie Sara też jest wymagająca.
- Sara? To ona jest dziewczyną twojego brata?
Kiwam głową.
- No nieźle - uśmiecha się lekko - Mimo wszystko nie ważne, dlaczego twój brat jest normalny. Ważne to, że jest.
- Hej, twój brat na pewno nie jest taki zły - może coś jeszcze mi o nim opowie.
- Ogólnie nie, ale ma te dni, kiedy bym go zatłukła - wybucham śmiechem, ale szybko się opanowuję, bo w miejscu, w którym jesteśmy nie wolno krzyczeć - Poważnie. W zeszłą sobotę był naprawdę miły, zabrał mnie do kina i na kawę. Potem poszedł do jakiegoś klubu i jak wrócił, myślałam, że wszystko zniszczy. Zamknął się w pokoju i nie wychodził z niego aż do rana, kiedy mama zadzwoniła, informując o śmierci babci. Widzisz? Nastolatek, a ma dwadzieścia trzy lata.
         Jestem na 99% pewna, że jej bratem jest Zayn. W zeszłą sobotę był w klubie, w którym pracuję. Miał powód, żeby być wściekłym, kiedy go opuścił. Ma dwadzieścia trzy lata, tatuaże i pali, zupełnie jak opisany przez Jessie jej brat. Tylko kwestia studiów jest kłopotliwa, chociaż jego rodzina nie musi wiedzieć, że jednak je skończył.
         Co to by było, gdyby moje przypuszczenia okazały się prawdą? Nie mam pojęcia, ale chyba nie chciałabym tego.
         Moje przemyślenia przerywa doktor Maxfield, który wchodzi do auli i rozpoczyna wykład. Nie potrafię się na nim skupić, zwłaszcza z powodu mojej rozmowy z Jessie i Brada, który co chwilę na mnie zerka. To będzie chyba długi dzień...


--------------------------------------------------
Cześć wszystkim! :)
Przepraszam, że tyle czekaliście na ten rozdział. Myślę, że jest okej, bynajmniej ja uważam go za całkiem niezły, ale mam nadzieję, że Wam również przypadnie do gustu.
CZYTAJCIE I KOMENTUJCIE!

Pozdrawiam
- Nina xxx

3 komentarze:

  1. Jejku Zayn taki słodki <3
    Kto niby szantażował Zayn'a? I dlaczego miałby to robić? Przecież to, że spotykał się z Chole to nic złego, prawda? A tak w ogóle to fajnego ma tego szefa. Taki opiekuńczy :3 martwił się o nią :)) i te słowa, które powiedział zwaliły mnie z nóg ^^
    Jessie i Zayn rodzeństwem? Jak to możliwe? Czy Chole nie wie jak jej przyjaciółka ma na nazwisko? Czy może po prostu przeoczyła ten fakt?
    No tak czy inaczej rozdział genialny <3 uwielbiam tą dwójkę. Z niecierpliwością czekam na następny i życzę dużoo weny :))
    xoxo

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak piszesz, to aż człowiekowi chce się czytać, Oby następny rozdział był jak najszybciej

    OdpowiedzUsuń