sobota, 24 stycznia 2015

Rozdział 14



         Budzi mnie ustawiony alarm. Szybko go wyłączam i pędzę do łazienki. Biorę prysznic i ubieram się w przygotowane wcześniej ubrania. Nie maluję się. Chcę być jak najbardziej odpychająca. Potem jem śniadanie, myję zęby i rozczesuję włosy.
         Jestem w auli jako jedna z pierwszych studentów, co bardzo mnie cieszy. Wyciągam słuchawki z torby i wkładam do uszu, po czym podłączam je do komórki i puszczam jakąś piosenkę.
Jestem zdeterminowana i nie będę dzisiaj myśleć o osobie, o której nie chcę myśleć. Ha! Udało mi się nawet nie pomyśleć jego imienia. To jakiś postęp!
         Jessie przychodzi kilka minut przed rozpoczęciem wykładu. Wita się ze mną mocnym uściskiem, jakbyśmy nie widziały się wiele lat. Nie, żebym się na to skarżyła. Coraz bardziej lubię tą laleczkę.
         Brad po raz kolejny gapi się na mnie, przez co czuję się bardzo niekomfortowo. No ile można? Co ja takiego mam? Nie należę do elity modelek Victoria's Secret albo do części studentek-tapeciarek. Jestem przeciętna i wkurzają mnie jego bezwstydne obserwacje.
         W końcu ta niezręczna godzina mija, a ja chyba pierwszy raz zapisałam tyle notatek. To mnie cieszy, więc nie potrafię nic poradzić na mały uśmiech na moich ustach.
- Brad ci się jednak podoba? - słyszę zaciekawiony głos Jessie.
- Co? - kręcę głową - Nie.
- To dlaczego się tak szczerzysz?
- A... mam dobry humor - zbywam ją. Dziewczyna kiwa głową i razem ze mną wychodzi z auli.
         Kilka minut później stoimy przed kolejną salą. Chcę do niej wejść, ale mojemu pomysłowi stanowczo sprzeciwia się Jessie.
- Jak chcesz, to sobie tu stój, ja idę zająć nam miejsca - mówię i zostawiam koleżankę. Po chwili dobiega mnie zza pleców znajomy głos. Męski. Ciepły. Czy to...?
- Hej, jesteś Brad, prawda? - pyta zalotnie Jessie.
Ach, no tak...
Wspominała, że chce się nim zająć.
Szybka jest!
         Ignoruję ich rozmowę i siadam na miejscu. Wyjmuję laptop i sprawdzam pocztę. Nic nowego. Potem facebook - też nic, poza tym, że kilka moich znajomych z Miami wstawiło zdjęcia z college'u. Prawie nadzy, opaleni, uśmiechnięci, a w tle słońce. W dłoniach trzymają zimne drinki z parasolkami. Ach, jak ja za nimi tęsknię! W Miami już dawno rzuciłabym się w Ocean, bawiła z nimi na plaży i delektowała się tymi przepysznymi napojami...
A tutaj... Jest dobrze, Londyn to fascynujące i urokliwe miasto, ale chodzi o mnie. Tutaj wyróżniam się swoją ciemniejszą skórą. Tam słońce wisi na niebie prawie cały dzień. W Anglii zdecydowanie rzadziej. Poza tym noszę ubrania w nieco odmiennym stylu.
Dlaczego przejmuję się takimi głupotami?
- Dobrze, że go nie chcesz! Straszny z niego palant! - z rozmyśleń wyrywa mnie wkurzona Jessie.
Powstrzymuję uśmiech.
- Co się stało?
- Powiedział, że nie jestem w jego typie!
- Tak, faktycznie, dupek - stwierdzam lekko ironicznie.
- Słuchaj, nie mam fioła na punkcie własnej osoby, ale jeszcze nigdy faceci mi nie odmówili spotkania! Poza tym starałam się zrobić na nim jak najlepsze wrażenie! - krzyżuje ręce pod biustem i jęczy - Co ze mną nie tak?
- Nic, Jessie. A skoro uważasz go za palanta to nie warto się nim przejmować.
Zła kiwa stanowczo głową i również wyjmuje komputer.
         Reszta zajęć mija mi bardzo przyjemnie. Poznałam kilku tutorów: od ekonomii, biologii, anglistyki i jest jeszcze jakiś od inżynierii, ale nie był dziś obecny. Zresztą mnie interesują tylko ci dwaj pierwsi panowie. Oczywiście, nie mam żadnych problemów z nauką, powtarzam wszystko systematycznie, a to dopiero początek semestru pierwszego roku, ale wolę wiedzieć, do kogo udać się po pomoc w razie takiej potrzeby.
- Chcesz iść na kawę? - pytam moją koleżankę, gdy wychodzimy z budynku.
- Jasne - uśmiecha się i poprawia swój kaszmirowy płaszczyk. Dzisiejszy dzień jest dosyć chłodny. Sama mam na sobie gruby sweter i kurtkę z futerkiem w środku.
         Zaprowadzam ją do tej kawiarni, w której spotkałam Harry'ego. Pijąc gorące napoje pełne kofeiny, rozmawiamy, znowu, o tym, jakim to Brad jest "bezmózgim i narcystycznym idiotą". Tak właściwie, to Jessie cały czas mówi, a ja z trudem powstrzymuję się przed głośnym krzykiem.
W końcu dopija swoją kawę i mówi, że ma jeszcze jeden wykład.
- Do jutra - żegnam się z nią, a ona mnie przytula. Znowu. Czy ja jestem w liceum po raz kolejny?
- No pa, trzymaj kciuki, żebym nie spotkała tego palanta - wywracam oczami, na co stuka mnie w pierś.
- Hej! - obrzucam ją gniewnym spojrzeniem i kładę dłoń na bolącym wzgórku mojej piersi.
Podstępna z niej małpa.
- Będę cię tak trzepać po cyckach za każdym razem, jak będziesz przewracać na mnie oczami.
Celowo znowu to robię. Druga pierś. Cholera! Nie żartowała.
- Masz swoje! - mówię i dźgam ją w biust.
Chichocze i znowu mnie przytula.
- Sorry, ale brat ma mnie powoli dosyć i nie mam się komu wygadać - układa usta w podkówkę i garbi ramiona - W ten weekend będę zmuszona na jego towarzystwo. Może chcesz przyjść do mnie? Albo pójdziemy do kina i wtedy do mnie? Wszystko tylko nie on i jego mina w stylu "Nienawidzę was wszystkich, skurwysyny" - krzywi się, a po chwili obie wybuchamy głośnym śmiechem.
- Jest aż tak źle? - pytam, wciąż utrzymując uśmiech na ustach.
- To zależy od sytuacji, ale przeważnie ma taką minę, nawet jeśli nie jest zły, więc już tylko to sprawia, że nie chce mi się żyć.
- Chyba nie miałaś nigdy myśli samobójczych? - pytam, naprawdę zmartwiona.
- No coś ty! - prycha, machając ręką - Gorzej jest u mnie w domu niż z nim. Mam jeszcze dwie siostry i rodziców razem w jednym domu. Często przesiadują u nas ciotki, więc zdecydowanie wolę mieszkać z bratem. Dlatego właśnie wybrałam uczelnię w Londynie. I ona na szczęście mnie również.
         Kiwam głową, a Jessie nagle sztywnieje i zerka na zegarek.
- Kurwa! - jęczy - Mam dziesięć minut. Módl się, żebym zdążyła. Pa!
I zostawia mnie samą przy stoliku. Dopijam kawę i wyjmuję z torby laptop, żeby poszukać kilka ofert pracy. Zamawiam jeszcze jedną kawę, wysyłam SMS do Nialla, że wrócę później i wygodnie siadam w fotelu, bo wiem, że trochę to potrwa...



                                                                      *  *  *


         Następny dzień. Piątek. Mój humor jest do bani.
Wczoraj przeszukałam mnóstwo stron internetowych, na których, jak sądziłam, mogłam znaleźć jakąś dobrą pracę. Niestety większość z nich wymagała albo kilkuletniego doświadczenia albo specjalnego wykształcenia, albo znajomości językowych. A ja nie mam żadnej z dwóch pierwszych rzeczy, a znam tylko ojczysty język, dość dobrze francuski i kilka słów z niemieckiego.
         Owszem, kilka ofert było naprawdę atrakcyjnych, ale niestety mój harmonogram zajęć totalnie z nimi nie współgrał. Na przykład praca w kawiarni. Dobra, spokojna, okazja do zawarcia nowych znajomości, ale kawiarenka to nie klub nocny i musiałabym pracować tam za dnia, a wtedy przecież mam wykłady.
         Niall zawozi mnie na uczelnię i informuje, że pracuje dzisiaj do późna. Z tego, co wiem, to Sara też, więc po powrocie do domu będę sama jak palec w ich apartamencie. Oczywiście zrobię to, co czynię od początku studiów - powtórzę notatki. Być może poszukam jeszcze pracy. O i zadzwonię do mamy... Nie wiem tylko, jaka będzie u niej godzina. Muszę to obliczyć.
         Podczas wykładu z biologii jestem całkowicie zaskoczona, zniesmaczona i zaniepokojona jednocześnie, gdy Brad przegania jednego ze studentów po mojej lewej stronie i sam zajmuje to miejsce. Wita się ze mną, posyłając mi bardzo ciepły uśmiech, ale mój żołądek wciąż się skręca z nerwów. Czego on, do diaska, chce?
         Jessie wywraca oczami i krzyżuje ręce pod biustem, teatralnie odwracając głowę na bok. Nie potrafię powstrzymać uśmieszku, który ciśnie mi się na usta. Ta dziewczyna ma swoją godność. Podoba mi się to.
         Co jakiś czas Brad mruczy do mnie jakieś rzeczy, pyta, jak się czuję i czy mam jakieś plany na ten weekend. Wykręcam się, tłumacząc, iż moimi planami są Jessie i jej brat. Pochmurnieje lekko, ale zaraz potem sili się na coś na kształt uśmiechu i kiwa głową, zapewniając mnie, że rozumie.
Chyba będę musiała powiedzieć mu prosto w twarz, że nie jestem nim zainteresowana w TEN sposób.
         Tym razem to Jessie kończy zajęcia szybciej i mówi, abym dała jej znać, czy spotykamy się w ten weekend. Obiecuję, że to bardzo prawdopodobne. Uśmiecha się szeroko i przytula mnie, znowu, na pożegnanie.
         Wchodzę po kawę do mojej kawiarenki, po czym spaceruję do domu, sącząc gorącą kofeinę. Dzisiaj jest wyjątkowo wietrznie. Unoszę szal do twarzy, aby ochronić policzki przed tym chłodem. Po drodze przechodzę obok kilku sklepów spożywczych, butików, barów i klubów. Na jednym z tych ostatnich wisi karteczka z napisem: POSZUKUJEMY KELNEREK.
Zanim zdążę cokolwiek pomyśleć, moje nogi prowadzą mnie w głąb klubu aż do lady barowej. Zerkam pospiesznie na kwadratowy zegar z neonowymi cyframi, który wisi nad półką z różnego rodzaju alkoholem. 16.00. O tej porze to miejsce świeci pustkami. Mężczyzna za ladą wyciera wszystkie szklaneczki i gdzieś je chowa. Podnosi na mnie wzrok i marszczy brwi, po czym od niechcenia rzuca:
- W czym mogę pomóc?
Kręcę lekko głową, wychodząc z osłupienia.
- Poszukujecie tutaj kelnerek do zatrudnienia, prawda?
- Tak - kiwa głową i spogląda na mnie uważnie, wyraźnie zainteresowany. Taksuje moją sylwetkę wzrokiem swoich błękitnych oczu i uśmiecha się pobłażliwie - Odpada.
- Słucham?
- Nie nadajesz się na kelnerkę w tym miejscu. Idź, poszukaj pracy w jakiejś kawiarni czy coś.
Krzywię się.
Nagle dopada mnie chęć udowodnienia temu barmanowi, jak bardzo tu pasuję.
- Nie możesz wiedzieć, czy się tu nadaję czy nie - mruży oczy i przestaje wycierać szklanki - Chcę tutaj pracować.
Parska śmiechem, odchylając głowę do tyłu, po czym kręci głową z rozbawieniem.
- Uwierz mi, słonko. To nie jest miejsce dla ciebie.
- Mylisz się, słonko - warczę - Potrzebuję tej pracy. I chciałabym porozmawiać z właścicielem tej knajpy. To on zadecyduje, czy mnie przyjąć czy nie.
- Cóż - przeciąga - Właśnie na niego patrzysz. Brian Richards.
Ściskam jego wyciągniętą dłoń i czuję, jak moje policzki pokrywa szkarłat.
On jest właścicielem...
Cudownie...
- Ja... Um...
- Spokojnie - uśmiecha się - Po prostu się przedstaw.
- Chloe Horan.
- Słodkie imię, słonko. A więc chcesz tu pracować?
- Tak, panie Richards.
- Brian.
- Tak, Brian.
- Dobrze. Zapraszam do biura.
Prowadzi mnie na zaplecze i tam odbywa ze mną rozmowę kwalifikacyjną. Nie jest źle. Jego wymagania nie są jakąś utopią. Chyba mam tę robotę!


                                                                       *  *  *


         W domu przekazuję Niallowi i Sarze, że dostałam pracę. Oczywiście, zadają mi sto pytań, gdzie będę pracować, kiedy, za ile, czy to normalna robota, czy pogodzę ją ze studiami...
         Ogólnie plan jest taki: pracuję 3 razy w tygodniu - poniedziałek, piątek i sobota - wieczorami, w pierwszy dzień od 18.00 do 23.00,a w pozostałe dwa od 19.00 do 24.00, będę zarabiać 9/h, a Brian będzie wypłacać mi tygodniówki. Ten układ jest wprost idealny. Moja praca ma polegać na obsługiwaniu klientów, czasami jako kelnerka, a czasem jako barmanka. Nic trudnego!
         Takie same informacje podaję tej młodej parce. Nie wiem, jakie jest ich zdanie na ten temat, ale ja uważam to za świetny plan. Mój humor jest zdecydowanie lepszy.
         Zaczynam od jutra.
     
- Jakby co, masz do swojej dyspozycji wszystkich ochroniaży - tłumaczy mi Brian - Każdy niechciany dotyk czy choćby słowo, facet wylatuje - pokazuje kciuk i odwraca go za siebie.
- Jasne. Poradzę sobie.
Patrzy na mnie dość niepewnie, po czym uśmiecha się bez przekonania.
- Zobaczymy.
Odwraca się i wraca do swojego biura.
         Przez cały dzisiejszy dzień uczyłam się robić drinki, sprawnie poruszać się w tłumie, jak być cierpliwą wobec niecierpliwych i natrętnych klientów, a także, w jaki sposób obchodzić się z pijakami lub zboczeńcami. I mam szczerą nadzieję, że nie będę musiała dzisiaj użyć tej ostatniej umiejętności.
         Z Jessie widzę się w przyszły weekend. Mam na myśli oczywiście spotkanie poza uniwersytetem. Wyjaśniłam jej to samo, co Niallowi i Sarze, tylko w skrócie i na szczęście zrozumiała.
         Sobota. Mój pierwszy dzień w pracy. Staram się zachować kamienny wyraz twarzy, ale jestem tak cholernie podekscytowana! Niedługo pierwsza wypłata. Potem zaprzyjaźnię się z personelem (a bynajmniej mam taką nadzieję) i być może moje życie wróci do normy.
         Dwie godziny później, czyli o 21.00, klub jest pełny. Obsłużyłam mnóstwo osób przy barze, niestety nie szło mi za dobrze, ale Adam, doświadczony barman, pomógł mi i polecił, abym zajmowała się tylko stolikami. Od razu się zgodziłam. Posada barmanki jeszcze trochę poczeka.
Byłam już przy wielu pojedynczych stolikach, drogich i dużych lożach, a nawet wynajętych pokojach dźwiękoszczelnych. Po co chodzić do klubu, skoro i tak pragnie się ciszy?
Dziwaczne.
         Mam wrażenie, że ktoś ciągle mnie obserwuje, ale nie potrafię odnależć owej osoby. Staram się nie zwracać na to uwagi. Z marnym skutkiem, bo z każdą minutą odczuwam coraz większy niepokój.
         Podczas przyjmowania zamówienia w jednej z loży, klient zdecydowanie za bardzo pokazuje, jak mu się "podobam". Gapi się raz na mój biust, raz na tyłek, oblizując przy tym usta. Chyba zaraz zwymiotuję.
         I prawie to robię. Omal nie wydzieram się w niebogłosy, gdy ten mężczyzna niespodziewanie, siłą sadza mnie na swoich kolanach. Wyrywam mu się, grzecznie odmawiając chęci na takiego typu zachowania. Odwracam się szybko na pięcie i ruszam w stronę baru.
Ale zanim zdążam odejść od loży i tego napaleńca, czuję mocne uderzenie między pośladki, jego wielką łapę na swoim tyłku i charakterystyczny dźwięk, jaki towarzyszy każdemu klapsowi. Krzywię się z bólu, gniewu i przerażenia. Cofam się szybko w jego stronę, gotowa na kłótnię, ale w ostatniej chwili postanawiam go zignorować i wrócić do baru.
- Jedno piwo - słyszę obok siebie. Czy ten gość jest ślepy? Nie przyszłam do niego, aby przyjąć zamówienie, tylko przechodziłam obok jego stolika. Tu jest tak tłoczno, że nie ma innej drogi. Trzeba się przepychać między stolikami.
         Nie chcę, aby klienci skarżyli się na mnie już pierwszego dnia, dlatego odwracam się w jego stronę, gotowa by ładnie zapisać "piwo" w moim notesie i zapytać, czy coś jeszcze, ale zamiast tego stoję i z szeroko otwartymi oczyma wpatruję się w Zayna, który omiata znużonym spojrzeniem cały lokal, poza mną.
- Czy... Czy coś jeszcze panu podać? - głos mi drży.
Podnosi na mnie wzrok i od razu marszczy brwi.
- Co ty tutaj robisz?
- Pracuję.
- To nie jest miejsce dla ciebie - warczy.
Moja wściekłość i nonszalancja wracają.
- A jednak mnie przyjęli - klaszczę w dłonie - Niespodzianka!
- Nie żartuj sobie ze mnie. Masz się natychmiast zwolnić.
Co, kurwa?
- Nie ma mowy. Nie ty decydujesz o tym, gdzie pracuję! - syczę i idę do baru.
         Przekazuję Adamowi zamówienia i czekam, aż je przygotuje. Nie mam najmniejszej ochoty znowu patrzeć na Zayna. Czy ten człowiek choć raz może nie wchodzić mi w drogę?
- Chloe - zaciska dłoń na moim ramieniu i przybliża usta do mojego ucha - Porozmawiajmy.
Zaciskam usta w cienką linię. Nie, nie, nie, nie, nie, nie. Nie!
Ale ja kiwam głową i proszę inną kelnerkę, aby na chwilę zajęła się moimi stolikami.
         Wyrywam się mu i idę na zewnątrz, na tyły klubu. Krzyżuję ręce pod biustem, starając się nie okazać, jak bardzo mi zimno. W roztargnieniu nie wzięłam nawet kurtki! Dochodzę również do wniosku, że ubieranie krótkiej spódniczki też nie było dobrą decyzją. Cholera, nie myślę tego wieczoru.
         Zayn staje na przeciwko mnie i... Dlaczego on jest taki piękny?
Ciemne włosy są jeszcze bardziej roztrzepane niż ostatnim razem. Oczy wpatrują się we mnie zaciekle, z zainteresowaniem i złością, szczęka jest mocno napięta. Wygląda tak drapieżnie. Lepiej nie opisywać fantazyjnych obrazów, jakie tworzą mi się w głowie.
- O czym chcesz ze mną porozmawiać? - przerywam tą ciszę.
- Mówiłem poważnie - zaczyna - Znam to miejsce lepiej niż ty i na twoim miejscu nie zatrudniłbym się tutaj.
- To dlaczego ty tutaj przebywasz? - rzucam wyzywająco.
- Bo pracowanie tutaj a spędzanie wieczoru to dwie różne rzeczy - warczy i podchodzi bliżej. Moja pewność siebie maleje, a w ustach robi się jak na pustyni.
- Naprawdę chcesz takiej pracy? Chcesz zarywać noce i dawać obmacywać się klientom? Prędzej czy później zaczniesz się tutaj upijać, a kto wie, co się wtedy stanie. Napalony facet wykorzysta okazję. I nie skończy się to tak, jak w zeszłym roku. Tylko policja cię wtedy uratowała - robi przerwę i wypuszcza cicho powietrze. Ciepły oddech muska moje policzki, sprawiając, że na chwilę opuszczam powieki - I ja.
Oddycham płytko, pozwalając na to, by jego zapach w cudownie uzależniający sposób docierał do moich nozdrzy i zaspokajam mój organizm. Pozwalam sobie nawet na przypomnienie, jak Zayn wspaniale zajął się mną, po tym, jak znalazł mnie pobitą na ziemi przed tamtym klubem.
         Nagle ujmuje dłońmi moją twarz, a ja natychmiast otwieram oczy. Mój mózg krzyczy, rozkazuje, stara się przywołać mnie do porządku. Natomiast moje serce chce tylko Zayna.
Jak zaczarowana podziwiam głęboki kolor jego oczu, idealnie zarysowaną linię szczęki, piękne, zachęcające, lekko uchylone usta. Napajam się błogim dotykiem jego miękkich palców na mojej skórze i ponownie zamykam oczy.
- Nie wyobrażasz sobie, jak bardzo zabolało mnie, gdy nie odwzajemniłaś tamtego pocałunku. Odepchnęłaś mnie, a ja nie potrafiłem się pozbierać. Wciąż nie potrafię - szepcze, pocierając kciukiem moją dolną wargę - Przepraszam, skarbie. Tak bardzo żałuję tego, co ci zrobiłem - muska subtelnie moje usta swoimi wargami i szybko się odsuwa - Przepraszam.
Ale ja chcę więcej.
Chcę go całować już na zawsze.
Pragnę jego bliskości, jego ciepła i wsparcia.
Pragnę jego.
Pragnę Zayna. I niczego więcej.
Obejmuję go za szyję i przyciągam do siebie, aby wpić się w jego usta i pozwolić sobie choć na chwilę zapomnieć o konsekwencjach.


----------------------------------------------
Dzień dobry, Kochani ;)
Dzisiaj krótko:
Dziękuję Wam za taką ogromną liczbę wyświetleń. Jesteście wprost cudowni!
Liczę na aprobatę odnośnie rozdziału, nie bójcie się, to nie skończy się tak dobrze, jak się wydaje^^
Czytajcie, komentujcie i polecajcie mojego bloga :)

Pozdrawiam, miłego dnia :*

- Nina xxx

7 komentarzy:

  1. Jaaa! Co za genialny rozdział :3

    Ta praca! Bardzo dobrze niech Chole wszystkim pokaże. Takie podejście mi się podoba. Szkoda tylko, że nie wie w jakie kłopoty się pakuje...ehh. Co ten Zayn?! Zostawia ją? Traktuje jakby nic dla niego nie znaczyla! A teraz? Mówi jak bardzo żałuję tego co zrobil...bardzo mnie wkurzyla takim zachowaniem, mimo, ze w głębi duszy go kocham <3. Co ten człowiek ma w głowie??
    Rozdział genialny czekam na następny
    xoxo

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział jest mega !! Czekam na next.

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże ! Pocalowala go ! Pocalowala go! O may gad! Oba go pocalowala ! Aaaa! Yeah ! Ona go pocalowala ! Boże nie wiesz nawet jak sie ciesze! Ona go pocalowala! Ona kurwa go pocalowala! O ja pierdole ona go pocalowala! /J

    OdpowiedzUsuń
  4. u mnie pojawił się kolejny rozdział:http://reallyiloveyou.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudeńko ;)
    Nie mogę się doczekać nexta :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kocham *---*
    Mam nadzieję że wybaczy Zaynowi :3

    OdpowiedzUsuń
  7. Wspaniałe :3 już nie mogę się doczekać następnego♥

    OdpowiedzUsuń