piątek, 16 stycznia 2015

Rozdział 13

OD TEGO ROZDZIAŁU ZASADA MINIMALNEJ LICZBY KOMENTARZY ZOSTAJE ZDJĘTA  



         Nie do końca opanowana stoję na dziedzińcu przed uniwersytetem, próbuję przypomnieć sobie drogę do domu i modlę się, aby znowu nie spotkać dzisiaj Zayna.
Nie tylko dzisiaj.
Już nigdy więcej.
         Nie mam pojęcia, jak trafię do apartamentu. Przebyłam tę drogę tylko trzy razy. Cóż... W normalnych okolicznościach zapamiętałabym ją i pewnie tak się już stało, ale teraz jestem roztrzęsiona i za cholerę nie panuję nad myślami. Z jednej strony chcę wybuchnąć żałosnym płaczem, ale z drugiej rozpiera mnie złość i nie potrafię się zdobyć na to pierwsze.
          Słyszę za sobą głośne rozmowy i śmiechy, a gdy odwracam się widzę studentów. Najwyraźniej skończyli zajęcia...
A to oznacza, że Jessie również. I w każdej chwili może pojawić się obok mnie. A ja przecież nie chcę jej teraz widzieć.
         Zdenerwowana i przerażona ruszam przed siebie i skręcam tam, gdzie zrobił to Niall, gdy mnie stąd zabierał.
No właśnie... Gdyby nie był zajęty mógłby po mnie przyjechać, ale jest w pracy. I byłabym na siebie totalnie wkurzona, gdybym go z niej wyciągnęła.
         Droga strasznie mi się dłuży, choć w drodze samochodem trwała tylko 20 minut. Chyba powinnam pomyśleć o prawie jazdy już teraz. Posiadanie tej licencji i własnego samochodu jest bardzo przydatne. Oczywiście wiem to już od dawna, tylko że nigdy wcześniej nie było mi tak bardzo potrzebne, jak teraz. W Miami było ciepło, szkoła leżała dość blisko mojego domu. W nocy było prawie tak samo bezpiecznie jak za dnia, a przede wszystkim znam to miasto jak własną kieszeń. I teraz trochę za nim tęsknię...
         Dochodzę do świateł. Zawsze tutaj Niall skręcał w którąś z ulic. No właśnie... W którą?
Ugh, gdyby nie Zayn, poszłabym gdzieś z Jessie i spędziła w tym miejscu tyle czasu, aż Niall mógłby po mnie przyjechać. I nie ryzykowałabym teraz zgubieniem się. Po prostu cudownie!
Wybieram prawą stronę, mając nadzieję, że przy końcu ulicy ujrzę wysoki budynek i park na przeciwko niego. Błagam, Boże, błagam! Pomóż mi trafić do domu!
         Idę już łącznie jakieś czterdzieści minut. Przynajmniej tak odczytałam z mojego telefonu. Jest już prawie 17.00 i na szczęście jeszcze się nie ściemna. Oby nie nadeszło to za chwilę, kiedy pomyślałam te słowa. Wracać do domu w takich czeluściach to nie jest dobry pomysł, dlatego to musi być ta droga. Musi.
         Ale, do cholery, nie jest! Na końcu ulicy nie ma mojego domu, tylko jakieś kino i kilka pubów. Ugh... Czyli powinnam skręcić w lewo? Najwyraźniej tak. Jak będę wracała na pieszo zejdą mi pewnie ze dwie godziny. A ja jestem głodna, zmęczona i nieco zmarznięta, w końcu to niedługo październik.
         Łapię szybko taksówkę i mam gdzieś, ile będę musiała zapłacić kierowcy. Chcę do domu!
Boże, ale ja marudzę...
To przez Zayna. Znowu...
Nie, to nie jego wina, że wybrałam złą ulicę.
Ale gdyby nie on, byłabym teraz z Jessie.
Jestem taka rozdarta...



                                                                             *  *  *



- Gdzieś ty się podziewała?! - krzyczy Niall z wyrzutem, gdy tylko jestem obok niego w salonie.
- Ja... Zgubiłam się - bąkam zawstydzona.
- Co? Nie mogłaś zadzwonić? - wskazuje na moją torbę, w której trzymam swój aparat.
- Byłeś w pracy.. . Nie pomyślałam o tym - rumienię się jeszcze bardziej i przestępuję nerwowo z nogi na nogę.
- Wiem. Ale mógłbym ci chociaż powiedzieć, jak tu trafić na piechotę.
- Przepraszam - czuję się, jak nastolatka, która wróciła do domu później, niż żądali tego rodzice.
Niall przytula mnie mocno i głaszcze po plecach.
- W porządku po prostu się martwiłem - wzdycha - wróciłem do mieszkania jakieś 20 minut temu i nie zastałem Sary ani ciebie. Zadzwoniłem do niej i dowiedziałam się, że ten dupek, Charles, jej świrowaty szef nie da jej wyjść wcześniej.
Niall też zna Charles'a. Ten facet jest popularny.
- Tak, słyszałam... Ale poszłam do jednej z pobliskich kawiarni i spotkałam tam Harry'ego.
Unosi brwi w zaskoczeniu i posyła mi enigmatyczny uśmiech.
- Co się tak szczerzysz?
- A tak.. Sara wróci za dobrą godzinę, więc musimy sami coś ugotować.
- To brzmi, jakbyśmy byli dziećmi - mój brat chichocze, a mi przypominają się fragmenty naszego dzieciństwa. Rozszerzam oczy - nie mów, że wciąż nie umiesz gotować?
- To bardzo prawdopodobne - siada na tej sofie Morfeusza - Nigdy nie pobierałem takich nauk.
- Będziesz okropnym mężem - mięsień na jego policzku drga niebezpiecznie, a on przygląda mi się beznamiętnie. Nie wiem, o co chodzi, ale nie chcę na razie w to wnikać.
- Zamówimy pizzę? - zmieniam temat.
- Tak, pewnie - uśmiecha się słabo i wyciąga swoją komórkę z tylnej kieszeni jeansów.



                                                                               *  *  *



         Leżąc w łóżku, przypominam sobie cały ten dzień i próbuję ustalić, czy zaliczyć go do tych gorszych. Ma kilka plusów... A mianowicie tylko 3: poznanie Jessie, spotkanie Harry'ego w tej kawiarni... No proszę, jest 4 zaleta tego dnia - znalazłam miejsce, do którego na pewno będę zaglądać w przerwach między zajęciami. Kolejny plus to pocałunek Zayna. Nie chodzi o samą pieszczotę tylko o to, co się za nią kryje. Nie jestem pewna, co to właściwie jest, ale musi być czymś pozytywnym, bo gdyby Zayn całkowicie sobie mnie odpuścił, chyba by mnie nie całował? Nie chcę go już w swoim życiu, a bynajmniej tak myślałam aż do dzisiaj. Mam teraz w głowie mętlik. Raz mówi, że cię nie kocha i, że się tobą znudził, a potem chce z tobą rozmawiać i na dodatek całuje cię. Co ja ma myśleć? Jedynie to, że Zayn coś musi do mnie czuć. Nie chcę, ale to mnie w jakimś stopniu cieszy, ponieważ ja sama jeszcze się z niego nie wyleczyłam. A to znaczy, że nie jestem w tym tylko ja.
         Czy to normalne, że mam wyrzuty sumienia? Wiem, że Zayn zasłużył nawet na o wiele więcej, ale jeśli też cierpi tak, jak ja? Nie powinnam chyba być taka brutalna w stosunku do niego.
         Oczywiście, że powinnaś, Chloe! Nie pamiętasz, że sam brutalnie cię potraktował? Oszukiwał przez cały czas i czekał tylko, aż rozłożysz dla niego nogi.
Moja podświadomość ma rację. Poza tym, nawet jeśli chciałby to naprawić to miał na to calutki rok. Nic nie zrobił. Czyli miał mnie gdzieś.
         To dlaczego mnie pocałował?
Nie potrafię rozgryźć, co nim kieruje, gdy zachowuje się, tak jak się zachowuje. I chyba nigdy nie będę do tego zdolna.
         Tej nocy udaje mi się zasnąć od razu, mając w głowie obraz przystojnego mulata.



                                                                                   *  *  *



- Dzień dobry, Chloe - słyszę głos Jessie, a tuż po tym czuję, jak owija swoje drobne ręce wokół mojej szyi - Co tam?
- W porządku, dziękuję - nadal dziwi mnie jej... Szybkość?
- To dobrze. Idziemy dzisiaj po zajęciach do centrum? Jeszcze tam nie byłam - mówi podekscytowana i wyjmuje z torby laptop.
- Nie? - marszczę brwi.
- Niestety - układa usta w podkówkę, lecz zaraz się uśmiecha - Ale za kilka godzin już nie.
- Co nie?
- Nie nie będę tam.
- Pogubiłam się - wzdycham przeciągle - Ale tak, pójdziemy do centrum - wyginam usta w półuśmiechu.
- No to super, nie chcę spędzać z bratem reszty dnia.
Ma brata?
- Ja też mam brata. Właściwie to u niego mieszkam.
- Naprawdę? Hej, tak się składa, że ja też - chichocze i pochyla się w moją stronę i szepcze - Niestety to totalny gbur i ma problemy.
- Jakie problemy? - odszeptuję.
- No właśnie nie wiem - wywracam oczami z uśmiechem na ustach.
- Coś ty brała?
- Jeszcze nic - porusza zabawnie brwiami.
        Potem do auli wchodzi profesor i zaczyna wykład.
        Czuję na sobie czyjś wzrok przez większą część zajęć i nie czuję się z tym komfortowo. Co jakiś czas zerkam na tego chłopaka w nadziei, że już nie patrzy, ale on dalej to robi. Skupiam się na notatkach i słowach wykładowcy, ale to na nic. On ciągle na mnie patrzy. Rozglądam się po sali, ale większość wydaje się pochłonięta słowami profesora. Nawet Jessie. Cholera, muszę go zignorować. Już więcej nie wracam do tego studenta i czekam aż te 50 minut minie jak najszybciej.
       Nareszcie! Informuję Jessie o tym, że muszę pójść do łazienki oraz, że spotkamy się pod aulą, w której odbędą się zajęcia hiszpańskiego. Tak, ona też wybrała ten język... Czy to nie dziwne?
- Hej - słyszę za sobą i odwracam się na pięcie w kierunku osoby, która do mnie mówi. Okazuje się, że to ten "podglądacz".
- Umm... Cześć - odpowiadam niepewnie.
- Wybacz, że tak się na ciebie gapiłem, ale jesteś bardzo ładna.
O kurwa!
- Dzięki - mruczę i poprawiam torbę na ramieniu, nerwowo przygryzając wargę.
- Jestem Brad - wyciąga do mnie rękę, którą od razu ujmuję. Jeju, jest taka wielka w porównaniu do mojej -  A ty?
- Chloe - patrzę się w jego duże, jasnobrązowe oczy. Są piękne...
- Co studiujesz?
- Eee... Medycynę. A ty? - on cały jest całkiem przystojny. Ale niech nie liczy na żadne randki.
- Też - ta rozmowa jest niezręczna.
Kurczę, a chłopak wydaje się być w porządku.
Gdybym nie była taka nudna to...
- Nie jesteś stąd, prawda? - uśmiecha się. Ma naprawdę uroczy uśmiech.
- To aż tak widać? - odwracam wzrok i zakładam włosy za ucho - Przyjechałam tu z Miami.
- Poważnie? Super, faktycznie jest tam tak ciepło?
Rozluźniam się.
- Jest gorąco - mówię z lekką nutką zrzędzenia -  Ale kocham to miasto.
- Jeśli jest tam tyle dziewczyn takich, jak ty, pewnie też bym je pokochał - przygryza wargę i unosi jeden kącik ust do góry, mrużąc lekko oczy.
On. Ze. Mną. Flirtuje.
O cholera!
- Ja... Muszę już iść, mam eee zaraz eee hiszpański.
Na pewno jestem czerwona.
Zawsze wszystko spapram!
- Odprowadzę cię - proponuje, więc kiwam głową i ruszamy - Pierwszy rok? - pyta nagle.
Kiwam głową.
- Ja jestem na trzecim. Chcę zostać tu tutorem.
- Pomysłowe.
- Myślałem, że imponujące.
- No trochę tak.
- Tylko trochę?
- Aż trochę - śmieje się i chowa ręce do kieszeni swoich jasnych jeansów. Pod białą koszulką dostrzegam jego umięśnioną klatkę piersiową.
Nie ma tatuaży.
A szkoda...
W ogóle jest bardzo wysoki i szczupły.
- To tu, dzięki - mówię i patrzę w jego miodowe tęczówki. Kurczę, ten kolor jest naprawdę zjawiskowy - Nosisz szkła kontaktowe?
Cholera.
Chloe, idiotko!
- Nie - odpowiada z enigmatycznym uśmieszkiem - Miłego dnia, Chloe - żegna mnie ochrypłym, męskim głosem, po czym odwraca się i skręca w prawo.
Nawet się z nim nie żegnam.
To było dziwne...
Ale miłe.
Zadowolona z nowego znajomego wchodzę do auli i dołączam do Jessie.



                                                                             *  *  *



         Spacerujemy po centrum handlowym i pijemy kawy ze Starbucks. Niedawno tutaj przyszłyśmy, a po takiej dawce zajęć kofeina jest niezbędna.
- Kim jest ten chłopak, który dzisiaj z tobą rozmawiał? - pyta nagle, zwracając oczy w moim kierunku i pociągając kolejny łyk kawy.
- Ma na imię Brad. Też studiuje medycynę i chyba jest tylko znajomym - odpowiadam, nie będąc pewna ostatniej części zdania - Idziemy na pierwsze piętro?
- Jasne.
Kierujemy się w stronę ruchomych schodów. Kładę dłoń na barierce i opieram się o nią. Zerkam na Jessie, która badawczo się mi przygląda.
- Dlaczego chyba tylko znajomym?
Wzdycham.
- Ponieważ on może chcieć ode mnie czegoś więcej - tłumaczę, a Jessie rozszerza oczy i uśmiecha się szeroko.
- To wspaniale! Umów się z nim!
Schodzimy ze schodów i ruszamy prosto, a obok nas zaczyna się pojawiać sporo sklepów z bielizną.
- Nie chcę - kręcę głową.
Szatynka przewraca oczami.
- Czemu nie? Brad jest wysoki, przystojny i mądry, skoro studiuje medycynę. Dlaczego go nie chcesz?
Zaciskam usta i chcę wybić sobie z głowy obraz Zayna.
- Nie szukam na razie chłopaka.
Bo czekam na Zayna...
Nie! Wcale nie! Nienawidzisz go, Chloe!
- Okej. To mogę się nim zająć? - pyta podekscytowana.
- Pewnie - silę się na uśmiech, ale zaraz coś sobie uświadamiam - Ale chyba będę musiała powiedzieć mu, że nie jestem do wzięcia.
- No tak - przyznaje -  Wow!
- Co wow? - marszczę brwi, a dziewczyna pokazuje palcem na sklep z bielizną przed nami.
Robi wrażenie.
Nigdy nie miałam na sobie ekskluzywnej bielizny. W bieliźnie nie wyglądam nawet seksownie, a podobno to ona ma dodawać kobiecie tego uroku. Cóż...
Może ładniejszym ode mnie, z chudym, wysportowanym ciałem tak. Ale ja się do tych kobiet nie zaliczam.
- Zawsze chciałam sobie coś takiego kupić - wzdycha z zachwytem Jessie - W takim staniku i takich majtkach stałabym się boginią seksu!
Chichoczę na jej wyznanie.
- Chciałabym móc przychodzić tu i kupować tą piękną bieliznę i podniecać facetów. Masz już coś takiego?
- Nigdy nie myślałam o tym w ten sposób, ale na pewno dobrze by było mieć jedną z tych rzeczy - mówię szczerze.
- Nooo - wzdycha przeciągle i opiera głowę o moje ramię. Nadal stoimy przed tym sklepem. I ludzie zaczynają się na nas gapić. O matko.
- Jakbym miała chłopaka, ale takiego, którego bym kochała, codziennie mogłabym pokazywać mu się w takiej bieliźnie.
         Momentalnie zaczynam się zastanawiać, jaka byłaby reakcja Zayna, gdyby mnie w czymś takim zobaczył...
Nie, nie obchodzi mnie to!
- Chodźmy dalej - mamroczę i pociągam Jessie w przeciwną stronę. Dość gadania o bieliźnie, bo mój mózg szwankuje.


         Dwie godziny później żegnam się z Jessie lekkim uściskiem i wsiadam do samochodu Nialla. W ciszy wracamy do domu. A to źle. Nie mogę przez to myśleć o tym ciemnowłosym, wytatuowanym... mężczyźnie? Chłopaku? Nawet nie wiem, jak mogę go nazywać, aby było to stosowne do jego wieku
Cudownie...
Po kolacji przeglądam swoje notatki, próbując odwrócić dzięki temu uwagę od Zayna. Nie rozumiem, dlaczego wciąż czasami przejmuje kontrolę nad moim umysłem. Dlaczego odkąd ponownie go spotkałam, czuję się dziwnie, niepewnie, jakbym miała go spotkać w każdej możliwej chwili.
To niedorzeczne!
Na cholerę przejmuję się tym, że istnieje szansa na zobaczenie go znowu. Nawet jeśli, to co? Ma do tego prawo, aby przebywać w tej samej kawiarni, centrum handlowym czy uniwersytecie, prawda?
Oczywiście, że tak!
Muszę po prostu przestać się nim przejmować i zacząć myśleć o tym, o czym myśli studentka pierwszego roku - o nauce, o innym chłopakach, o imprezach, dobrej zabawie, alkoholu, o zrobieniu prawa jazdy. Tak, na tym ostatnim szczególnie muszę się skupić, ale najpierw znajdę pracę. Jutro zacznę szukać czegoś w okolicy.
         Mam nadzieję, że to mi pomoże...


-------------------------------------------
Cześć, moi Drodzy :)

Od teraz postaram się dodawać rozdziały znacznie szybciej. I liczę także na komentarze i jeszcze więcej wyświetleń, niedługo będzie 10 000!! *.*
Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodoba, Brad to dosyć ważna postać ^^

Pozdrawiam

- Nina xxx

8 komentarzy:

  1. Nie ma Zayna :-:
    Ale rozdział mi się podoba XD
    Dobrze, że go tak potraktowała...
    Mimo wszystko należało mu sie :P
    Czekam na nowy rozdział XD
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział super, ale ja chcę już naszego Z!

    OdpowiedzUsuń
  3. Zayn czyżbyś sie w końcu zmienil? To musialo byc ukartowane :D takkkk :** haha ;3 nnext

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie rozumiem co w tej głowę ma Zayn...skomplikowany człowiek. Skoro Brad to ważna postać to może Chole coś do niego poczuje? Może Malik się o tym dowie i BĘDĄ KŁOPOTY ;3 fajnie by było. Ale to tylko rozmyślania, rzeczywistość na pewno będzie inna. Ale coz...
    Rozdział bardzo mi się podobał, mimo, że nie było naszego ciemnowlosego bohatera xd czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem dlaczego, ale po opisie Jessie mam wrażenie, że wspomnianym bratem jest właśnie Zayn.... Świetny rozdział dawaj szybko następny <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialny rozdział ♥ czekam na next ☼

    OdpowiedzUsuń
  7. Czyżby Zayn zrozumiał że zrobił źle...
    Rozdział Bardzo ciekawy ;)
    Czekam na nexta :D
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajny rozdział. Szkoda, że nie ma w tym rozdziale Malika ale pojawił się Brad! Jestem ciekawa co wyniknie z tej znajomości i czy Zayn to zauważy

    OdpowiedzUsuń