wtorek, 6 stycznia 2015

Rozdział 12


          
                                                *Proszę, przeczytajcie notkę pod rozdziałem*





         Jak to możliwe? Co on, do diaska, robi obok profesora? W dodatku jest kimś ważnym! O ile dobrze pamiętam, Zayn nie miał żadnych studiów.... Chociaż z drugiej strony nic takiego mi nie wspominał. Może je skończył, ale nic mi o tym nie powiedział? Nie mam pojęcia! Jestem taka zdezorientowana...
         Najgorsze jest to, że podczas gdy ja za wiele się nie zmieniłam, on wygląda zupełnie inaczej, a może nawet lepiej niż w zeszłym roku. Jego twarz jest nieco szczuplejsza, przez co wydaje się bardziej podłużna. Brakuje mi jego zarostu, ale nadrabiają to dłuższe, sięgające karku czarne, rozdzielone na środkowym przedziałku włosy. Jednak nie są nudnie zaczesane, tylko luźne i roztrzepane, jakby dopiero co wstał z łóżka. Sylwetka Zayna wydaje się zdecydowanie szczuplejsza, ale za to bardziej muskularna. Nie dostrzegam jego tatuaży, bo tors i ramiona opina czarna bluzka z długim rękawem. Cholera, dlaczego pragnę ją z niego zdjąć?! To niedorzeczne! Chloe, idiotko, ten facet cię skrzywdził, uspokój się!
         Nie potrafiąc wytrzymać tego napięcia, staram się spokojnie i na tyle cicho, na ile jest to możliwe opuścić salę. Czuję, jak kropla potu spływa w dół mego kręgosłupa, gdy zdaję sobie sprawę, że mam na stopach buty na obcasie. Ich irytujący stukot towarzyszy mi aż do wyjścia, ale na szczęście mało kto przejął się moją nieobecnością. Uff!
         Dzwonię do Nialla, aby po mnie przyjechał, jeśli to nadal możliwe. Zgadza się. Jego głos wyraża czyste zdumienie, ale ja nie zamierzam mu się tłumaczyć, a już zwłaszcza przez telefon. Taka rozmowa jest niestosowna przez aparat.
Czekam przed budynkiem od kilku minut. Jestem zdenerwowana. Nie chcę go więcej widzieć, nawet jeśli on nie wie, że coś takiego miało miejsce. Bo nie wie, prawda? Mam taką nadzieję. Robi mi się coraz chłodniej, a moje ciało zaczyna lekko drżeć. Muszę się jakoś uspokoić. Przecież nic złego się nie wydarzyło. Zayn mnie nie zobaczył. Nie musiałam z nim rozmawiać. A to był tylko powitalny apel. Jestem pewna, że część przemowy profesora, na której już nie byłam nie zawierała nic istotnego. Otrzymałam mapę college'u i dzięki niej poradzę sobie z odnalezieniem wszystkich auli. Liczę również na zawarcie nowych znajomości. W razie potrzeby będę mogła zwrócić się do tych osób i poprosić o jakąkolwiek pomoc. Wszystko powinno być dobrze...
         Moje myśli przerywa podwójne trąbienie i wykrzyknięcie mojego imienia. Podnoszę głowę i kieruję swój wzrok na czarne BMW brata. Ruszam w tym kierunku, wsiadam do pojazdu, a chłopak odpala silnik i włącza się do ruchu na ulicy.
- Coś się wydarzyło? - odzywa się po kilku minutach ciszy.
- Nie, wszystko w porządku - kłamię - Dlaczego pytasz?
- Dosyć krótki był ten apel - milknie, skręca w lewo, po czym wraca do rozmowy - Nie zdążyłem nawet dojechać do domu.
Przełykam ślinę i biorę głęboki oddech.
- Przepraszam za to zamieszanie - zaczynam - Okazało się, że jeden z profesorów chciał tylko nas powitać paroma ciepłymi słowami. Przez to apel był krótszy niż myślałam. Uznałam, że nie będę dalej zwiedzać kampusu, bo zrobiłam to przed apelem.
- Okej, czaję - odpowiada i staje na czerwonym świetle. Wzdycha i opiera głowę o zagłówek skórzanego fotela.
Przez chwilę milczymy, aż w końcu Niall przerywa ciszę.
- Sara jest w pracy, ja za godzinę też muszę być w firmie. Chcesz jechać do domu czy może gdzieś indziej?
- Do domu - odpowiadam zdecydowana.
- Na pewno? Zanudzisz się tam na śmierć.
- Poradzę sobie - posyłam mu słaby uśmiech - Znajdę jakiś dziewczyński film i po sprawie.
Niall parska śmiechem.
- Będziesz potrzebować sporo tych dziewczyńskich filmów.
- Coś wymyślę - mruczę, a Niall ponownie rusza w stronę apartamentu.
         Wchodzę do mieszkania, zamykam drzwi i pierwsze, czego chcę to coś zimnego do picia. Wyjmuję z lodówki sok pomarańczowy i napełniam szklankę. Wypijam wszystko za jednym razem. Boże! Uwielbiam sok pomarańczowy!
Idę załatwić swoje fizjologiczne potrzeby, a następnie siadam na wygodnej sofie. Zdecydowanie zbyt wygodnej i usypiającej. Nawet nie wiem, kiedy odlatuję do krainy Morfeusza.



                                                                               *  *  *



- Chloe - słyszę szept przy moim uchu - Obudź się, Chloe.
To chyba Sara.
Nie! Chcę spać!
- No chodź, zrobiłam kolację - szarpie mnie delikatnie za ramię.
Błagam, chcę snu!
- Już wstaję - mówię nieco zachrypniętym głosem. Odchrząkuję i przecieram zaspane oczy. Podnoszę się i próbuję przyzwyczaić swój wzrok do intensywnego światła.
- Co tu tak jasno? - mruczę pod nosem, ziewam i idę do stołu.
- Dobry wieczór, siostrzyczko - mówi Niall, ale ledwo mogę go dostrzec - Jak tam te dziewczyńskie filmy? Oglądałaś czy od razu padłaś na kanapie?
Słyszę, jak Sara nakłada mi coś na talerz, ale niestety słabo ją widzę.
Poważnie, albo mam coś ze wzrokiem albo tu jest za jasno!
- To drugie - chrypię.
- Mówiłem, że się tu zanudzisz, siedząc tyle godzin w samotności.
- Zaraz. Nie powinnaś być na kampusie? - pyta Sara.
- Apel był krótszy - wyjaśniam zwięźle - A zasnęłam raczej ze zmęczenia niż z nudy.
- To prawie to samo - Niall macha ręką i zaczyna konsumować posiłek.
- Przepraszam. Powinnam zrobić coś pożyteczniejszego niż spanie.
- Daj spokój, Chloe. Miałaś prawo do odpoczynku. Tak w ogóle mam małą propozycję. Jutro kończę szybciej i mogę odebrać cię, jak skończysz zajęcia. Potem mogłybyśmy pójść na spacer, do kina, do centrum na zakupy. Gdzieś, żeby urozmaicić sobie życie.
- Pewnie - zgadzam się i zaczynam jeść to pysznie pachnące spaghetti.



                                                                               *  *  *



         Wchodzę do auli, w której mają się odbyć moje pierwsze zajęcia - z biologii.
Wcześniej nie znosiłam tego przedmiotu, ale w ostatniej klasie szkoły średniej dostrzegłam w nim coś pięknego i fascynującego. Spodobało mi się to, że mogłabym dzięki temu uratować komuś życie, wymyślić nowe lekarstwo. Jako lekarka będę w przyszłości umiała bardziej pomóc swoim dzieciom. Będę wiedziała, w jaki sposób mam je badać, zajmować się nimi i troszczyć się o nie. Ten zawód sprawi, że będę lepszą matką, a przede wszystkim lepszą osobą dla innych ludzi.
         Zajmuję miejsce mniej więcej na środku, w jednym z tylniejszych rzędów. Układ siedzeń jest prawie taki, jak w kinie. W auli nie ma jeszcze wielu studentów. Mam nadzieję, że moi sąsiedzi będą normalni i jakoś się z nimi dogadam.
         Nie mam pojęcia, czy pracować na laptopie czy na zwykłym notatniku, dlatego wzięłam ze sobą obie te rzeczy. Wolałabym chyba to pierwsze, ale potrafię się dostosować. Po prostu pisanie na komputerze jest szybsze i mam pewność, że moje notatki nigdzie się nie zgubią.
         Kilka minut przed rozpoczęciem zajęć do auli wchodzą studenci. Wielu z nich już ze sobą rozmawia. Ciekawe, czy znali się wcześniej, czy po prostu każdy z nich potrafi szybko złapać taki kontakt.
- Cześć - słyszę z prawej strony bardzo dziewczęcy i delikatny głos. Odwracam się w stronę mojej sąsiadki i uśmiecham.
- Hej - odpowiadam.
Dziewczyna jest naprawdę śliczna. Ma długie (dłuższe od moich) jasnobrązowe włosy związane w wysoki kucyk. Odwzajemnia mój uśmiech, tylko jej jest znacznie większy, a ja dostrzegam dwa dołki w policzkach. Jej ciemnobrązowe oczy są otoczone bardzo długimi rzęsami i błyszczą od podniecenia. Dziewczyna ma ciemniejszą karnację od mojej. I, po dokładniejszej analizie jej twarzy, być może jej makijaż jest trochę za mocny, ale mimo to moja nowa znajoma jest czarująca.
- Jestem Jessie.
- A ja Chloe - ściskam jej wyciągniętą dłoń. Jessie emanuje radością i pewnością siebie. Zauważam, że wyłącza swojego iPhona i chowa do czarnej, skórzanej torebki.
- Co robisz dziś po zajęciach? - pyta, opierając podbródek na dłoni.
- Słucham?
- Chcę cię lepiej poznać, Chloe. Przy okazji, śliczne imię!
- Dziękuję - odpowiadam zdumiona. Jessie wydaje się naprawdę miła, ale czy jej pytanie nie jest za szybkie?
- To jak?
- Niestety dzisiaj jestem już umówiona i...
- Z kim? Jak on wygląda?!
- Ciszej, zaraz zaczną się zajęcia.
- Sorki - chichocze.
- A odpowiedź na twoje pytanie brzmi: on jest moją koleżanką. Ma na imię Sara.
- Wyjątkowo męskie imię - teraz to ja się śmieję - To może jutro?
- No zgoda.
- Super! - wyciąga laptop z torby i stawia przed sobą. Gdy zauważa, że się jej przyglądam, mówi:
- Zdecydowanie wolę robić notatki tutaj.
- Ja też - uwalniam mojego małego, białego MacBook'a.
Po chwili w auli pojawia się doktor Maxfield, bo tak każe nam siebie nazywać i rozpoczyna swój wykład.



                                                                             *  *  *



         Reszta zajęć mija mi wyjątkowo szybko i dosyć ciekawie. Większość wykładów mam razem z Jessie, więc zdążyłyśmy się już trochę do siebie zbliżyć. Siedzi obok mnie na wszystkich wspólnych zajęciach, co bardzo mi się podoba. Niestety nie każda moja sąsiadka lub sąsiad okazali się tacy mili, jak ona. Mimo to, jeszcze się nie zniechęcam. To dopiero pierwszy dzień.
         Opuszczam samotnie kampus (Jessie ma jeszcze wykład) i podekscytowana szukam wzrokiem Sary. Na dziedzińcu nie jest tłoczno, dlatego zaczynam się martwić, gdy nigdzie jej nie widzę. Po kilku minutach stania w miejscu jak kołek, dzwonię do niej.
- Chloe tak bardzo cię przepraszam - jej zdenerwowany głos rozbrzmiewa w aparacie po 2 sygnale - Mój szef to niezły kawał chuja i nie mogę się teraz wyrwać - fuka cicho. Podejrzewam, że nie chce, aby ktoś podsłuchał jej obelgi skierowane w stronę jej przełożonego.
Zaraz, zaraz... Wyrwać?
- Czy to znaczy, że nie kończysz dzisiaj szybciej?
- Niestety nie - wzdycha - Miałam, ale musimy tutaj dokończyć jeden z projektów, który powinien być gotowy na jutro, a Charles...
- Kto to Charles? - pytam, opierając rękę na biodrze.
- Ten niezły kawał chuja - chichocze, ale szybko poważnieje - Więc Charles uwięził nas na jakieś 3 godziny. Naprawdę mi przykro.
- W porządku, rozumiem - zapewniam dziewczynę, że nie jestem zła, bo nie jestem - Miłej pracy, do zobaczenia.
- Pa, Chloe - rozłączam się i wzdycham ciężko. Co mogę teraz porobić?
A. Pójść do domu i się nudzić.
B. Pójść sama do centrum.
C. Zaczekać na Jessie.
Od razu wybieram ostatnią opcję. Ale mam tak po prostu stać tu i czekać godzinę?
Po dłuższym zastanowieniu się, postanawiam zajrzeć do pobliskiej kawiarni. Droga zajmuje mi niewiele, więc chyba znalazłam miejsce, do którego będę często wpadać między zajęciami.
         Po wejściu do środka moje ciało ogarnia przytulne ciepło, a nos rozkoszuje się intensywnym zapachem kawy. Zamawiam małe espresso i zajmuję stolik. Usadawiam się wygodniej w fotelu i wyciągam z torby laptop, kładę na kolanach i zaczynam przeglądać różne "interesujące" strony.
          Po jakimś czasie słyszę charakterystyczny dźwięk dzwoneczka, który świadczy o przybyciu kolejnego klienta. Coś w mojej głowie nakazuje mi to sprawdzić. Odrywam się od ekranu laptopa i spoglądam na drzwi. Potrząsam delikatnie głową na widok Harry'ego. A to dopiero...
- Chloe?!
...przypadek.
- Harry! - udaję entuzjazm.
To nie tak, że go nie lubię. Chodzi o to, że przyjaciele mojego brata przypominają mi o Zaynie. A ja zwyczajnie pragnę wyrzucić go ze swojej głowy. Dlatego też spotkanie Harry'ego mi nie pomaga.
- Dziewczyno, rok cię nie widziałem - mówi lekko zaskoczony i chyba... Zachwycony - Wypiękniałaś.
- Daj spokój, aż tak bardzo się nie zmieniłam - uśmiecham się nieśmiało.
- Żartujesz? Ślicznotka z ciebie.
- Okej, okej - chrząkam - Zmieńmy temat. Co u ciebie?
- Całkiem nieźle. Poza tym, że wylali mnie z pracy i nadal jestem singlem, czuję się fantastycznie.
- Och, przykro mi... Z powodu pracy.
- To nic. Szybko znajdę nową.
- Gratuluję pewności siebie - zauważam i dziękuję kelnerce za kawę. Upijam łyk i nie przeszkadza mi jej temperatura. Jest pyszna!
- Jestem Harry Styles, osób w moim zawodzie jest mnóstwo, ale ludzi z moim charakterem niewielu. Sami do mnie zadzwonią.
Nie potrafię powstrzymać śmiechu. Teraz wiem, za co uwielbiam tego gościa.
- W takim razie trzymam kciuki - podnoszę filiżankę do góry, jakbym chciała złożyć toast i unoszę brwi w podziwie.
- A tsk przy okazji to jestem tu umówiony z Louisem.
- To gdzie on jest?
- Przyszedłem wcześniej - wzdycha - Zawsze czekam na tego ćwoka.
- Współczuję ci. Oj, biedaku.. .
- Aż tak źle nie jest. Gdyby nie to, nie spotkałbym ciebie - uśmiecha się, co odwzajemniam i odstawiam pustą już filiżankę na spodeczek.
- To dziwne - macham rękoma, wskazując jednocześnie na Harry'ego - Wy w kawiarni.
- Cóż... Kilka rzeczy się pozmieniało. Ale dosyć już gadania o mnie. Co ty tutaj robisz?
- Przyleciałam dwa dni temu, aby rozpocząć studia. Teraz czekam na moją nową znajomą.
- Ładna?
- Serio? Harry, właśnie psujesz swój wizerunek tym powierzchownym pytaniem.
- Jestem facetem - rozkłada ręce w geście bezradności i uśmiecha się łobuzersko - Nawet jeśli udam, że nie obchodzi mnie wygląd, w głębi i tak ciekawi mnie, czy jest ładna. Dlatego nie będę się z tym krył. Człowiek musi poszerzać swoją wiedzę.
- Żartujesz, prawda?
- A czy wyglądam, jakbym żartował? - unosi brwi, a ja wybucham śmiechem - Dobra, nie odpowiadaj.
- Która to już godzina? - pytam, gdy w końcu przestaję się z niego nabijać.
- Dokładnie... 15.43.
- Muszę już iść - szybko zamykam komputer i go chowam. Za kilkanaście minut Jessie kończy zajęcia. Zakładam skórzaną kurtkę i zapinam do połowy.
- No tak, dekolt trzeba zaprezentować - komentuje Harry i bezwstydnie gapi się na moje piersi.
- Boże - wzdycham - Do zobaczenia kiedyś, Harry.
- Mam nadzieję, że szybciej niż kiedyś.
- Ja też - uśmiecham się i przytulam go na pożegnanie.
         Wychodząc patrzę na zegar w komórce, po czym spoglądam ostatni raz na bruneta, przez co wpadam na kogoś.
Karcę się w duchu za nieuwagę i podnoszę telefon z ziemi.
- Przepraszam - mamroczę i nie chcąc patrzeć na twarz tej osoby wymijam ją pospiesznie.
- Chloe, poczekaj! - o nie! Nie, nie nie! Przyspieszam, modląc się, aby to jednak nie był on.
- Chloe - łapie mnie za ramiona, ale wyrywam mu się i ruszam dalej.
- Kurwa spójrz na mnie - warczy, łapiąc mnie za nadgarstek i odwracając do siebie tak, że na moment przywieram do jego twardej klatki piersiowej. Spoglądamy na siebie, a ja z trudem nie odwracam wzroku - Dlaczego przede mną uciekasz?
- Nie uciekam.
- A wczoraj? Wyszłaś z sali, kiedy tylko pojawiłem się obok profesora Andersona - milczę i odsuwam się od niego o kilka kroków.
- Porozmawiaj ze mną - jego głos jest taki zdesperowany... Mam to gdzieś, niech poczuje się tak, jak ja.
- Nie mam ochoty - odwracam się szybko i dalej idę w stronę uniwersytetu.
- Chloe, proszę - rusza za mną - Musimy porozmawiać. Muszę ci wyjaśnić mnóstwo rzeczy. Proszę.
         Co on sobie wyobraża?! Jeśli sądzi, że przygnębiony głos i nadmierne używanie słowa "proszę"  sprawią, że zmięknę to grubo się myli. Po tym, co mi zrobił niech cieszy się, że obdarzyłam go chociaż spojrzeniem.
         Zatrzymuję się i odwracam do niego.
- Nie musisz mi nic wyjaśniać, rozumiesz? - podchodzę bliżej - A ja nie chcę cię nawet słuchać - jeszcze bliżej - Wyświadcz mi przysługę, Zayn i daj mi spokój - syczę.
         Chłopak przyciąga do siebie moje małe ciało, mocno trzymając mnie za ramiona i całuje. Jestem tak niewyobrażalnie wściekła, dlatego gniew i moja własna duma wygrywają z rozkoszą i ciepłem, które próbują mnie obezwładnić. Wyczuwam w tym pocałunku desperację, potrzebę, ból i pożądanie, lecz nie odwzajemniam tej pieszczoty. Pewnie znowu chce mnie tylko przelecieć. Niestety Zayn, nie tym razem.
- Nie dotykaj mnie! Nie pozwoliłam ci na to!
         Patrzę się na niego z obrzydzeniem i odczuwam satysfakcję z jego zaskoczonej miny. Potem jego twarz wyraża już tylko ból. A ja naprawdę mam ochotę zaśmiać mu się prosto w twarz. Co on ze mną zrobił? Nie dość, że złamał mi serce i prawdopodobnie przez wiele lat nie będę wstanie nikogo pokochać, to na dodatek stałam się zawistna. Nie lubię tej części siebie, ale nic nie poradzę na fakt, że Zayn zasłużył sobie na takie traktowanie. Jest samolubnym dupkiem i nigdy mu nie wybaczę!
         Odwracam się od tego zrozpaczonego i znacznie wyższego ode mnie faceta, po czym prawie biegnę pod uniwersytet. Pieprzę Jessie, pieprzę Zayna, pieprzę Sarę i Charles'a. Mam w dupie cały świat! Marzę tylko o łóżku i alkoholu.
         Nie! Nie mogę nic wypić! Jestem studentką, odpowiedzialną i dorosłą osobą i nie mogę pozwolić sobie na taką chwilę słabości jak upicie się do nieprzytomności. Przeklinam Zayna i samą siebie. Idę do domu i nie wychodzę z pokoju do jutra!



---------------------------------------
Cześć, kochani :) 
Mam do Was 3 ważne sprawy i będę wdzięczna, jeśli na to pójdziecie ;) 
1. Postać Jessie jest już w zakładce "Bohaterowie". 
2. Zwracam się tutaj do Bernadki G i wszystkich czytelników w podobnej sytuacji. Wiem, że rozdziały nie są dodawane za często, ale pod każdym ustalam minimalną liczbę komentarzy, aby pojawił się nowy rozdział. Dlatego szybkość dodania nowego posta zależy tylko od Was. 
3. Mogę zdjąć tę zasadę, ale pod warunkiem, że będziecie komentować tak samo albo i lepiej. Jeśli się zgadzacie to odpowiedzcie w komentarzu, jeśli zechcecie też skomentować rozdział. Jakby co to tą zasadę wywalę od kolejnego rozdziału, dobrze? 

Po staremu: 20 kom - - - - - - >NEXT

20 komentarzy:

  1. Genialny i taki ciekawy, że nie mogę się doczekać następnego.
    Czekam :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Naj naj oj biedna Chloe :c zayn dupku xd haha ach ta jessie :D rozdzial zajebisty , bardzo mi się podobal i oby takich wiecej :P

    OdpowiedzUsuń
  3. O matko, o matko, o matko! :O Nadal ją kocha...Słodko, ale..naiwny jest, jeżeli myśli, że po tym wszystkim ona tak po prostu z nim pogada i odda mu pocałunek. I to pytanie, dlaczego go unika..No nie się domyśli kretyn, Hello! :/ A ogólnie to mam nadzieję, że mu za szybko nie ulegnie i oczywiście pisz szybciutko kolejny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajny rozdział. Jassie jaka bezpośrednia. Szybko dawaj nexta!

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialny rozdział :) chloe, tak trzymaj ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspałanie, cudne, genialne.! Chce następne *,*

    OdpowiedzUsuń
  7. Ooj biedny Zayn x

    OdpowiedzUsuń
  8. Swietny :) czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny rozdział.
    Myślałam, że Chole wpadnie na Louis'a w tej kawiarni nie na Zayn'a. Ehh...podoba mi się to jak potraktowała Mulata zasłużył na to! Skruszona mina nie robi na niej wrażenia i dobrze! :)
    Czekam na następny :>

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeju, śliczny. Ja już chcę następny :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny rozdział! Fajnie, że Chole z Zaynem się spotkali ale szkoda, że Chole tak zareagowała. Ale należało mu się! Fajnie gdyby rozdziały były dodawane częściej ale tak też nie jest źle

    OdpowiedzUsuń
  12. Piękny. Pisz następny ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Super. Podoba mi się postawa Chloe.

    OdpowiedzUsuń
  14. To jest jedno z moich ulubionych opowiadań. Uwielbiam twój styl pisania i to jak przedstawia tą historię. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału <33

    OdpowiedzUsuń
  15. Proszę o kolejny rozdział bo umieram z ciekawości

    OdpowiedzUsuń