wtorek, 30 grudnia 2014

Rozdział 11



         Kiedy stawiam stopę na ziemi czuję niewiarygodną ulgę. Jak dobrze móc znaleźć się na lądzie! Nie boję się podróż samolotem, ale loty z Ameryki do Europy trwają długo, więc są bardzo męczące i nudne. Ile można męczyć uszy nadmiernym słuchaniem muzyki oraz oczy czytaniem. W powietrzu za oknem nie ma nic wartego większej uwagi. Owszem, cudownie znaleźć się w przestworzach, czuć to, jak samolot leci, tysiące kilometrów nad ziemią. Jednak po ośmiogodzinnej podróży masz tego po prostu dosyć. Dlatego nie mogę powstrzymać szczerego uśmiechu, gdy widzę, ile dzieli mnie od centrum Londynu.
         Ruszam przed siebie. Idę jako ostatnia za pozostałymi pasażerami i tak jak oni, muszę pokonać zdecydowanie zbyt dużą przestrzeń zewnętrznej części lotniska. Wchodzę do budynku i kieruję się do miejsca, w którym odbiorę swój bagaż.
  Docieram do wielkiej... kolejnej wielkiej przestrzeni. Kurczę, to jest jak sala gimnastyczna. W zeszłym roku znajdowałam się na innym, znacznie skromniejszym lotnisku. I żałuję, że znów nie mogę tam być. Otacza mnie wielka gromada ludzi, a po taśmie przesuwają się chyba setki walizek i torb. Mozolnie wpatruję się w każdą z nich, szukając wzrokiem swoich własności. Chcę stąd wyjść jak najszybciej.
Po kilku minutach szybko zabieram bagaż i dziękuję Bogu, że trwało to tylko tyle.
W tym roku nie prosiłam brata o odebranie mnie z lotniska. Wraz z Sarą bardzo nalegał, ale uznałam, że jestem o bardzo niekomfortowej porze, w dodatku we wtorek. Niall przecież pracuje, Sara w sumie też, ale jako początkująca dekoratorka wnętrz może robić to w domu. A ten spokrewniony ze mną, farbowany blondyn musi obowiązkowo być w firmie. Na razie nie robi nic konkretnego poza byciem asystentem swojego przełożonego i organizowaniem z nim różnych "imprez",  jednak to ważna i nieźle płatna robota, dlatego nie chcę, aby przeze mnie coś z tego tracił.
Łapię pierwszą lepszą taksówkę i starannie odczytuję kierowcy zapisany w telefonie nowy adres zamieszkania mojego brata. Z małego domku na przedmieściach przenieśli się do samego centrum miasta i mieszkają w jednym z tych droższych apartamentowców. Będę musiała przyzwyczaić się do nowego otoczenia. A szkoda, bo pokochałam ich stary dom.
Pół godziny później wysiadam z taksówki. Przede mną znajduje się wysoki, szary budynek. Na wprost widzę szerokie, szklane drzwi. Biorę głęboki oddech, chwytam walizkę i wchodzę do środka, nagle znajdując się w przestronnym, przytulnie urządzonym lobby. Być może nie jest tu tak źle.
Podchodzę do windy, ale natychmiast zostają zatrzymana przez jakiegoś mężczyznę. Jest niewysoki, dosyć tęgi o miłej twarzy. Dałabym mu około czterdziestu lat.
- Przepraszam, ale nie może pani tak po prostu wejść do windy.
- A co mam zrobić, aby to było możliwe?
- Zapisać się.
- Zapisać? - powtarzam, marszcząc brwi.
Od kiedy należy się gdzieś zapisać, aby wejść do windy?
- Pani wybaczy. Trochę niedokładnie się wyraziłem - mężczyzna rumieni się lekko, a ja od razu zaczynam go lubić. Nie jest nadętym i pewnym siebie starszym zgredem - Aby wejść do windy i skierować się na jakiekolwiek piętro, musi pani podać mi swą godność, a następnie godność osoby, którą pani odwiedza,
- Och - mruczę - W takim razie ja również przepraszam. Nie powinnam się tak... panoszyć - bąkam, nieco zakłopotana.
- Nic się nie stało - macha ręką i rusza za swoje biurko, chwyta długopis i posyła mi wyczekujące spojrzenie - To..
- Och, no tak. Chloe Horan. Przyjechałam do brata...
- Nialla Horana? To taki zabawny młodzieniec - uśmiecha się, co odwzajemniam.
- Tak, ma ten swój urok i talent do dowcipów.
Chichocze i dzwoni gdzieś, jak się potem okazuje do Nialla i informuje, że przyjechałam.
Po niecałej minucie mój brat tuli mnie do siebie mocno tak, że lekko unosi moje ciało nad szkarłatnym, przeplatanym złotą nitką dywanem. Musi być drogi.
- Jak lot? - pyta, gdy wchodzimy do dźwiga.
- W porządku - odpowiadam - trochę mi się to dłużyło.
- Najważniejsze, że dotarłaś. Cała i zdrowa - obejmuje mnie jedną ręką i całuje w czoło - Jak na spędzenie tutaj większości swojego życia, za dużo tych bagaży to ty nie masz.
- Ach, wiesz, że nie potrzebuję tony ubrań, butów czy kosmetyków. Poza tym tata wpłacił mi dużo waluty, więc jeśli będę chciała, będę mogła kupić sobie coś nowego tutaj - uśmiecham się szeroko.
- Jak ja tu przyjeżdżałem, ojciec nie dał mi żadnych pieniędzy - burczy.
- Bo ty już miałeś pracę. A ja ją dopiero muszę znaleźć.
- Pamiętaj, że ani ja ani Sara nie oczekujemy tego od ciebie. W sumie to jutro masz rozpoczęcie roku na uniwersytecie, więc musisz zająć się nauką. A ja dobrze wiem, że nie jest to takie łatwe.
- Nie chcę, abyście mnie utrzymywali.
- Ale nie chcemy też, abyś miała problemy ze studiami - w tym momencie wiem, że lepiej nic już nie mówić.
        Oczywiście, że znajdę sobie pracę. Pomimo jego sprzeciwów, i tak to zrobię. Nie czułabym się komfortowo jako utrzymanka Nialla i Sary. Poza tym niezależność jest ważna, a niezależność finansowa - to jedno z moich życiowych celów.
         Po dotarciu do nowego apartamentowca mojego brata zostaję wyściskana przez Sarę. Dziewczyna zadaje podobne pytania, co Niall oraz prowadzi mnie do MOJEGO pokoju. Wow! Nie spodziewałam się tego. Myślałam, że będę im okupować salon.To bardzo miłe, że będę miała własną sypialnię, dzięki czemu też prywatność i przestrzeń. Postanawiam, dopóki mam chęć i siłę, rozpakować swoje rzeczy, przynajmniej częściowo.
- Cieszę się, że znowu z nami jesteś - wzdycha Sara, gdy wchodzę do kuchni, aby czegoś się napić - Nawet nie wiesz, jak bardzo tęskniłam. Brakowało mi naszych rozmów.
- Mnie również - uśmiecham się i otwieram lodówkę i krzywię się, kiedy nie znajduję żadnego źródła, które ugasiłoby moje pragnienie.
- Niestety nie mamy nic do picia.
- Mogę skoczyć i...
- Nie - macha ręką - Niall, rusz się do sklepu!
- Po co? Przecież zrobiłem wczoraj zakupy - jęczy z salonu.
- Nie mam sklerozy - prycha moja przyjaciółka - Ale przecież musiałeś wszystko wypić!
- Jezu... - chichoczę.
- Ja naprawdę...
- Chloe, jesteś naszym gościem, a zadaniem gospodarzy jest zapewnić ci wszystko, co potrzebne. Dlatego to twój leniwy brat ruszy tyłek z kanapy, a ty pójdziesz się odświeżyć i odpoczniesz. Ja natomiast zajmę się przygotowaniem kolacji.
Kiwam głową.
         A po chwili znajduję się już w łazience.
- Nieźle się urządzili - mruczę z podziwem, gdy zauważam wannę z hydromasażem - Mogli też zainwestować w prysznic.
Oczywiście takie cudeńko jak wanna jest wspaniałe, ale na długie, odprężające kąpiele, a ja chcę tylko wziąć szybki prysznic.
Odkręcam wodę i rozbieram się, składam rzeczy, następnie kładę je na szafkę obok umywalki. Chcę wejść do wanny, ale nagle moja podświadomość proponuje, abym jednak skorzystała z tej przyjemności relaksu. W sumie to Sara powiedziała, że mam odpocząć.




"(...) pójdziesz się odświeżyć i odpoczniesz"




Z uśmiechem nalewam więcej wody i zanurzam się w gorącej cieczy. Nie jestem pewna, ile czasu tam spędzam, ale gdy woda staje się już chłodna wychodzę szybko i ubieram się w przygotowany dres i luźną koszulkę, wiążę włosy w wysoki kucyk, po czym opuszczam zaparowane pomieszczenie.
        Po kilku godzinach spędzonych na rozmowie, oglądaniu telewizji, nabijaniu się z ludzi w telewizji i poinformowaniu rodziców, że jeszcze żyję, wszyscy siadamy do stołu, aby zjeść przygotowaną przez Sarę kolację. To zapiekanka warzywna. Pachnie wyśmienicie! Chyba nigdy nie dorównam jej talentem kucharskim. Niall nalewa nam wina, a ja marszczę brwi. Od kiedy oni piją do tego posiłku alkohol?
- Jesteś gotowa, Chloe? - pyta mój brat.
- Na co?
- Nie wiesz, po co tu przyjechałaś?
- Musisz wyrażać się konkretniej. Wiem, że jest tutaj ledwo co dziewiętnasta, ale ja jestem cholernie zmęczona i nie myślę trzeźwo.
- Biedactwo - udaje troskę i bierze do ust pierwszy widelec dania.
- Zamknij się Horan - warczę, po czym oboje zaczynamy się śmiać.
         W podobnej atmosferze spędzamy resztę wieczoru. Chyba sięgam zdecydowanie za dużo razy po butelkę tego przepysznego czerwonego wina, ale nie potrafię nic poradzić na rozkosz czerpaną z każdej jego kropli na moim języku i "alkoholowy głód".  Ostatni raz naprawdę upiłam się podczas jednej z imprez szkolnych, która odbyła się jakoś w kwietniu tego roku. Miałam na nią pójść razem z kilkorgiem moich znajomych. Nie znałam ich za dobrze, ale mieliśmy razem wspólne zajęcia, a ja czasem im pomagałam w zadaniach domowych, więc zaproponowali mi spędzenie z nimi dyskoteki w liceum. Ale kiedy wyszłam z domu, po drodze zobaczyłam jakiś bar. Udało mi się tam wejść i wypić drinka. Uznałam, że lepiej być trochę wstawioną dla rozluźnienia. Poznałam tam też jakąś dziewczynę. Niestety nie zapamiętałam jej imienia, ale, jak wspominałam, impreza w liceum trwała w najlepsze, a ja bawiłam się jeszcze lepiej pijąc szoty raz za razem w jej towarzystwie.
Od tamtego czasu moje kubki smakowe prawie w ogóle nie zasmakowały alkoholu. Ten jednorazowy wybryk był dla mnie bardzo upokarzający.
       

         W Londynie jest godzina dwudziesta pierwsza, a ja nie mogę zasnąć. Wcześniej byłam zmęczona, a po spożyciu mnóstwa kieliszków tego wyśmienitego nektaru doskwiera mi bezsenność.
Dopiero koło pierwszej udaje mi się zasnąć na dobre.
       


                                                                         *   *   *



         Budzi mnie głośny dźwięk alarmu ustawionego na moim telefonie. Szukam aparatu, który zawieruszył się gdzieś pod poduszką. Po wyłączeniu już znienawidzonej melodii, podnoszę się z ociąganiem do pozycji siedzącej i od razu tego żałuję. Czuję kłucie w moich skroniach. Jęczę i wstaję, aby wziąć szybko jakieś proszki. Dzisiaj rozpoczęcie roku na studiach, nie mogę uczestniczyć w apelu, mając kaca! Po co tyle wczoraj piłam?
- Dzień dobry! - wita mnie Niall.
- Ta, cześć - jęczę i biorę od niego kubek z kawą. Och dobra! - Masz coś na ból głowy?
- Wiesz, po takim niemiłym powitaniu powinienem cię olać, ale z racji tego, że jesteś moją młodszą siostrzyczką i darzę cię jakąś namiastką czegoś na kształt miłości, odpowiem: tak, mam.
- Ratujesz mi życie - prawie kładę się na chłodnym i przyjemnym blacie kuchennym.
- Aż tak boli cię głowa?
- Niestety - wzdycham ciężko.
- No tak. Zapomniałem, że wczoraj sama opróżniłaś prawie dwie butelki wina.
- Daruj sobie - posyłam mu mordercze spojrzenie. Podaje mi tabletkę przeciwbólową i szklankę soku pomarańczowego - Dzięki.
- O której masz rozpoczęcie roku?
- O 11.00.
- Zawieźć cię? - kiwam głową - Zrób sobie w końcu prawo jazdy.
- Zarobię, to zrobię.
- Wierzę ci na słowo. To nie tak, że mam dość wożenia cię, ale nie zawsze będę przy tobie obecny.
- Rozumiem, Niall - uśmiecham się słabo, biorę tabletkę i zjadam szybko coś na śniadanie, a następnie ruszam do łazienki.
Myję szybko włosy, potem całe ciało, golę miejsca, które tego wymagają, po czym ubieram się w przygotowane ubrania. Uważam, że obcisłe jeansy i czarna, prześwitująca w rękawach do łokci koszula będą odpowiednie. Zostawiam luźno odpięte dwa guziki  satynowego materiału, który osłania górną partię mojego ciała i zakładam srebrny łańcuszek. Suszę włosy, robię z nimi porządek, myję zęby, po czym maluję rzęsy i opuszczam łazienkę.
         Po dwudziestominutowej jeździe docieramy do wielkiego ceglanego budynku z tarczą zegarową na szczycie. Ten widok wprost zapiera dech w piersiach. Jestem taka szczęśliwa, że przyjęli mnie tu na studia! Już od jutra zacznę uczyć się, jak zostać lekarzem. Jestem niewiarygodnie podekscytowana! Wysiadam z samochodu, wcześniej oczywiście żegnając się z Niallem i ruszam przed siebie. Wchodzę po szerokich schodach aż docieram do wielkich, dwuskrzydłowych drzwi. Biorę głęboki oddech i z uśmiechem na twarzy wchodzę do środka.Wnętrze jest bardzo klasyczne, ograniczone do różnych odcieni brązu i beżu z dodatkiem czerwieni i bieli.Mimo to jestem zachwycona.
         Od razu po wejściu odbieram od czarnoskórego chłopaka ubranego w koszulkę z logo college'u jakąś ulotkę. Co więcej, okazuje się ona mapą całego uniwersytetu. Cudownie! Teraz szanse zgubienia się zmalały prawie do zera.
Odnajduję na kartce pomieszczenie, w którym za dziesięć minut ma odbyć się apel powitalny. Na moje szczęście sala mieści się we wschodniej części budynku, daleko ode mnie, dzięki czemu mogę zagospodarować jakoś pozostały mi czas i poświęcić więcej uwagi wnętrzu.
         Spaceruję spokojnie szerokim, jasnym korytarzem wraz z innymi przyszłymi studentami. Chyba tylko ja wyglądam na taką podekscytowaną, ale co mogę na to poradzić, skoro kontynuowanie nauki w tym miejscu jest moim marzeniem. I już jutro się spełni! To niemożliwe, że jestem prawie studentką. Jeszcze trzy miesiące temu prowadziłam życie zwykłej licealistki. W takim niedowierzaniu i podnieceniu wchodzę do wielkiej, marmurowej sali przepełnionej uczniami płci żeńskiej i męskiej. Jest tu dość chłodno, ale gdybym nie miała na sobie skórzanej kurtki, pewnie byłoby gorzej.
- Proszę o uwagę, moi drodzy - od razu przenoszę wzrok z tłumu na starszego mężczyznę na środku wielkiej sceny, ubranego w garnitur. Mówi do mikrofonu postawionego na statywie. Wszyscy milkną i uważnie słuchają tego, jak mniemam, ważnego profesora.
- Dziękuję. Zacznę od tego, że jestem naprawdę szczęśliwy, móc poprowadzić ten apel i ujrzeć tyle obiecujących, nowych twarzy. Pragnę was również powitać na naszym uniwersytecie. Obiecujemy nauczyć was tego, czego od nas oczekujecie i pomóc rozwinąć w pełni wasze potężne skrzydła - to są takie miłe, choć nieco wymuszone, to wciąż miłe dla ucha słowa - Już jutro zaczniecie tutaj naukę. Wierzę, że sprawi wam ona dużo radości i pomoże. Wierzę, że będziecie usatysfakcjonowani każdym dniem. Dobrze wiem, że pewnie sądzicie, iż tylko mówię coś, co zapisane jest na jakimś papierku. Jednak prawda jest taka, że nic przy sobie nie mam, jak zresztą widać. Myślicie sobie "Co z tego, facet mógł nauczyć się tej przesłodzonej gadki na pamięć" - na te słowa w sali rozlegają się chichoty, ja również nie mogę się nie uśmiechnąć - Prawda jest taka, że zawsze staram się dobrze dogadywać ze studentami i dawać z siebie wszystko, bo wiem, że to wy, młodzi, jesteście przyszłością. Rozejrzyjcie się. Tę salę zaprojektował jeden z naszych absolwentów inżynierii. Jak widać, to pomieszczenie nie jest podobne do pozostałej części budynku. Jest nowe i piękne. Zamierzamy w podobnym stylu wyremontować cały uniwersytet. Rzecz w tym, że ten młody utalentowany mężczyzna sam wykonał projekt, który pomyślnie został wykonany. Chciałbym jeszcze raz podziękować mojemu uczniowi - profesor uśmiecha się i odwraca w moje prawo. Nie bardzo wiem, co dzieje się dalej na scenie. Nie widzę - Zayn, dziękuję w imieniu wszystkich pracowników uniwersytetu - słucham? - Moi drodzy, Zayn Malik. Wspaniały młody inżynier. Mam nadzieję, że...
Nie skupiam się już na przemowie profesora. Zamieram, gdy widzę Zayna obok niego.



Błagam, powiedzcie, że to tylko koszmar.
       

-------------------------------------------------------

Witajcie, kochani! :*
Przepraszam, że tak długo nie dodawałam tego rozdziału. Były święta, a ja czekałam też na te upragnione 20 komentarzy i CHOLERNIE DZIĘKUJĘ, ŻE JEST ICH WIĘCEJ! <3
Wiem, że rozdział nie jest pełen jakiejś super akcji, ale nie każdy musi taki być. Poza tym, warto trochę przeczekać. Z czasem wszystko się rozkręci^^


20 KOM -------------------------> NEXT :)


- Nina xxx

19 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm... Rozumiem, co czujesz, bo sama czytam blogi, których niektóre rozdziały też mnie nudzą. Jednak napisałam pod rozdziałem, że to jest właśnie jeden z takiego typu rozdziałów. Przykro mi, że po jednym może mniej udanym rozdziale zgadzasz się z tamtą anonimową osobą...? Jeśli będziesz to jeszcze czytać, to niestety takie rozdziały będą się pojawiać. Historia, którą tu przedstawiam jest praktycznie ułożona i nie zmienię tego wszystkiego.
      Nina.

      Usuń
    2. Nina przepraszam ale nie dodalam takiego komentarza. Dopiero dzisiaj zobaczyłam, że dodałaś rozdział. I byłam pod większym wrażenie kiedy zobaczyłam, że dodałam taki komemtarz. Nie wiem skąd on się wziął tak samo jak na my black angel gdzie ty ocenilas rozdzial, a zaraz pod twoim komentarzem pojawila sie moja odpowiedz, w ktorej rowniez jestem hamska. Podejrzewam, ze nie wylogowalam sie z konta i ktos na zlosc pododawal takie komentarze. Jeszcze raz Cie przeprazam, a rozdzial ma u mnie duzego plusa, bo jest dlugi i czytajac twoja notatke pod rozdzialem w pelni sie zgadzam, ze nie kazdy rozdzial musi byc pelen akcji.
      P.S ja z anonimem nie moglabym sie zgodzic, bo yroche glupio najpierw z nim wojowac, a potem sie z nig zgadzac. Wiec jeszcze raz przepraszam i naparawde to nie ja dodalam powyzszy komentarz

      Usuń
    3. Okay, rozumiem to, ale nie denerwuj się! Ten komentarz mnie nie uraził. Odpowiedziałam na niego dlatego, żeby to trochę wyjaśnić. Naprawdę, nie poczułam się strasznie i cieszę się, że rozdział ci się podoba :) choć sama wiem, że jest nudnawy XD

      Usuń
  2. J chce juz nastepny..
    Booooski <3

    OdpowiedzUsuń
  3. No nieźle.... Jestem prawie pewna, że Zayn zerwal z nią bo jej ojciec tak mu kazał.... Ale mam nadzieję, że jakoś to się poukłada i dojdą do porozumienia. Chociaż...licze na wielkie awantury i spięcia pomiędzy nimi.... Proszę...nie rób mi tego i nie rób jej uległej, poddanej mu dziewczynie, która pomimo wszystko wybaczy mu wszystko przy pierwszym lepszym spotkaniu i jego czułych słówkach....
    Pozdrawiam i czekam na kolejny rozdział :D
    Mam nadzieję, że szybko się spotkają i będzie miała możliwość pokłócenia się z nim... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokladnie opisałaś moje odczucia!
      Fajnie będzie jak skończą jako para, ale żeby nie było to taki proste :D
      Już się nie mogę doczekać nowego :)
      Xoxo

      Usuń
  4. Bardzo ładny wpis : )


    Cześć chciałabym Cię zaprosić na bloga o różnorodnych opowiadaniach : )
    Opowiadania dotyczą One Direction, Little Mix oraz Demi Lovto. Serdecznie zapraszam na pierwszy jednopart z Jade Thirlwall oraz Zaynem Malikiem.
    Krótka zdrada doprowadzi do tragedii więcej niż kilku osób...
    http://mysterious-tales.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo podoba mi się twój blog i wspomnienia w nich pisane. Rozdzialy nie są nudne. Podoba mi się twój styl pisania oraz bardzo lubię główną bohaterkę. Nie rób nam tego i aby Chloe aż tak szybko nie wybaczyla zaynowi, idiota przelecial ja i zostawil uch! Jejku niech to trochę potrwa a na końcu mają byc razem! Bo ZABIJE <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialny rozdział :) życzę wesołego i pełnego weny nowego roku ;***

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny, masz talent dziewczyno! *-* mimo, że nie ma tu żadnych zwrotów akcji czy cos to sam koniec, kiedy pojawił się Zayn nadrobił cały rozdział :D szybko następny pls! :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Szukalam jakiegoś fajnego opowiadania i znalazłam :). Fabuła jest genialna, po tym jak Zayn zostawił Chole trochę się zalamalam :(
    Na poczatku Malik był kochający i w ogóle a w momencie, w którym ja zostawił był zimnym dupkiem. Nie lubię go takiego. Liczę, że miał bardzo wazny powód, żeby to zrobić, inaczej mu nie daruje.
    Postać młodej Horan bardzo mi się podoba. I ogolnie ją lubię :)
    Czekam na następny i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Boski!!! Dawaj dalej szybko <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Rozdział fajny. Przeczuwałam, że Malik będzie tam studiował ale i tak mnie to z lekka zaskoczyło.

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny! Jestem ciekawa reakcji Malika jak ją zobaczy;) Mam takie wrażenie, ze będzie go unikać;) Dee.

    OdpowiedzUsuń
  12. Super! <3 ciekawe czy się spotkają i będą gadać :D

    OdpowiedzUsuń
  13. JESTEM UZALEŻNIONA, tak jestem uzależniona od tego opowiadania. Brakuje mi przymiotników żeby je opisać, bo genialne to stanowczo za mało. To teraz postaw się w sytuacji UZALEŻNIONEJ mnie, która codziennie wchodzi na Twojego bloga z nadzieją na nowy rozdział, na który czasami trzeba sporo poczekać, ale nie ważne, bo jak mają one być takie to ja mogę poczekać, bo warto ! Ale jakby Ci się udało dodawać rozdziały trochę częściej to będzie mega. Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń