poniedziałek, 27 października 2014

Rozdział 6

#Wspomnienie.

         Byłam w siódmym niebie. Zayn tak cudownie całował. Nie miałam dużego doświadczenia, ale bardzo starałam się dorównać jego płynnym i szybkim ruchom warg. Och, były takie pyszne! Nie przeszkadzała mi moja ograniczona ruchowo pozycja. Wtedy liczyły się tylko nasze połączone usta i jego ręka, która mocno owinęła się wokół mojej talii.
         Penetrował językiem wnętrze moich ust i robił to tak wspaniale. Nie walczyłam. Po prostu pozwoliłam, aby jego język mnie zdominował i tylko delikatnymi muśnięciami mojego języka odpowiadałam na jego ruchy. Przyciśnięta do ściany w pewnym momencie poczułam, jak moje podniecenie wygrało i zaczęłam instynktownie kręcić biodrami. Poza tym tak bardzo pragnęłam zatopić swe palce w jego aksamitnych włosach, ale silna dłoń Zayna mi na to nie pozwalała. 
         W pewnym momencie jego ręka, która nie pilnowała moich, zaczęła wciskać się pod moją bluzkę, powoli, jakby nie była pewna swoich ruchów lub tego, czy może. Kiedy tylko chłód z dłoni Zayna objął kawałek rozgrzanej skóry mojego brzucha wydałam z siebie drżący jęk. Prosiłam w swoich myślach, błagałam, aby uniósł ją wyżej. Dotychczas pewnie nie pozwoliłabym na to nikomu, jednak Zayn rozpalał we mnie takie uczucia i emocje, których nie potrafiłam opanować.
         Nagle Zayn oderwał się ode mnie i odszedł w tył kilka kroków. Poczułam się wtedy niechciana. Pomyślałam, że zrobiłam coś nie tak. Ale doszłam też do wniosku, że to raczej mało prawdopodobne, skoro to on mnie pocałował. 
- Cholera - warknął i przeczesał dłonią nerwowo swoje włosy. Byłam bardzo zdezorientowana i zawstydzona. Nie miałam odwagi na niego patrzeć, dlatego wbiłam wzrok w dywan i próbowałam przestać dyszeć. 
Chłopak zaczął krążyć po salonie. 
- Co się stało? - spytałam w końcu, żądna wyjaśnień. 
Kroki ustały i zajęło mi kilka sekund, zanim zorientowałam się, że Zayn patrzy się na mnie. 
- Co się stało? Co się stało?! - krzyknął. 
- Tak. Ogłuchłeś? - też podniosłam głos i spojrzałam mu w oczy. 
- To wszystko jest do dupy. 
- Co? Co jest do dupy? Twoje zachowanie jest do dupy. Nie wiem, czego chcesz. Przychodzisz tu i mnie całujesz, a potem narzekasz, że jest to do dupy. Zdecyduj się! 
- Po prostu ty jesteś młodszą siostrą mojego kumpla! - zmarszczyłam brwi w niezrozumieniu. Czy byłam przez to gorsza? 
- Powinnaś być irytująca, niedojrzała i wszędzie za nami łazić - ciągnął dalej - A tymczasem jesteś totalnym przeciwieństwem. 
- Cóż… Nie mam 10 lat, Zayn - warknęłam i dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że mój oddech się unormował, ale policzki były nadal czerwone, jeśli nie bardziej. 
- Wiem, kurwa. 
Zamilkłam i czekałam, aż to rozwinie. 
- Nie wiem, dlaczego, ale cholernie podoba mi się całowanie ciebie. A tak nie powinno być. 
- Dlaczego? - w głębi duszy zrobiło mi się przykro. Przecież to nic złego, że się całowaliśmy. A on powiedział to tak, jakby to był grzech, coś zakazanego. 
- Bo to strasznie popieprzone. 
- Dlaczego tak uważasz? 
- Nie zadawaj tylu pytań! - jęknął i znowu szarpnął za swoje włosy - jestem zdezorientowany. 
- Ale… Mi też się podobało. To nie musi tak być. 
- Na co liczysz? 
- Nie rozumiem - przyznałam.
- Myślisz, że będziemy kochającą się parą? - spytał sarkastycznym tonem. 
- Nie, tylko uważam, że to nic złego. 
- A ja tak. Jeszcze zaczniesz coś do mnie czuć. Nie możemy tego powtórzyć i nikt nie może się o tym dowiedzieć, rozumiesz? 
         Nic do niego nie czułam i nie zamierzałam poczuć, ale skłamałabym, mówiąc, że nie podobało mi się, jak mnie całował i dotykał. A kiedy go widziałam, czułam potrzebę podziwiania jego urody niczym u greckiego boga w czarnej wersji. Poza tym miał, choć do tamtej pory tylko raz go słyszałam, cudowny śmiech. A to, jak przygryzał swoją wargę budowało napięcie w moim wnętrzu… 

Okej! Pociągał mnie fizycznie, co było dla mnie zupełnie nowym odczuciem, ale to nie było równoznaczne z opcją obdarzenia go jakimiś głębszymi uczuciami.

- Nie, nie rozumiem, dlaczego zachowujesz się jak dupek! 
- Co?! Nie zachowuję się, jak dupek! - krzyknął i podszedł do drzwi.
- Masz zamiar teraz wyjść? Po tym, co się stało?
- Tak. I nie mów mi, co mam robić, już to ci kiedyś powiedziałem - warknął i wyszedł, trzaskając drzwiami.
         Szybko pobiegłam na górę, powstrzymując łzy, które nie miałam pojęcia, dlaczego w ogóle się pojawiły. Rzuciłam się na łóżko i skuliłam, po czym rozpłakałam jak małe dziecko. 
   

         Myślałam, że już więcej go nie zobaczę, a jak już to tylko kilka razy. Minął ponad tydzień. Przez całe dwa dni chodziłam jak struta. Biło ode mnie przygnębieniem na kilometr. Sara i Niall zatruwali mi życie, pytając, czy wszystko w porządku, ale ja tylko milczałam lub zbywałam ich zdawkowymi odpowiedziami "Tak" lub "Nie". O nic więcej nie pytali. Oczywiście doceniałam, że obdarzali mnie swoją troską, tylko, że mój smutek był tak silny, że miałam ochotę zamknąć się w pokoju i nigdy z niego nie wychodzić. Nie zdawałam sobie sprawy, że byłam w nim zakochana. A nawet jeśli, za nic w świecie nie chciałam tego do siebie dopuścić.
         Kolejne dni były weselsze. Sara zabrała mnie na zakupy i doradziła kupno kilku nowych ubrań, nieco różniących się od tych, które zwykle nosiłam. Dwie sukienki, nowa para spodni i chyba zbyt obcisła, błękitna bluzeczka. Nie byłam przekonana, ale Sara zapewniała, że wyglądałam wspaniale. Pewnego dnia zajrzałam też do księgarni niedaleko centrum. Znalazłam ciekawą powieść fantastyczną "Gone: Zniknęli". Nie sądziłam, że będzie tak niezwykle wciągająca. Przeczytałam ją w trzy dni. Zakończenie było dziwne; zorientowałam się, że ta powieść dzieli się na tomy. 
          W sobotę postanowiłam pójść i kupić drugą część. Tak bardzo mnie ciekawiła, że usiadłam w jakiejś kawiarni i oddałam się lekturze. Nawet nie spostrzegłam się, kiedy zaczęli zamykać. Dopiero kelnerka mi to powiedziała. Ubrałam płaszcz, wzięłam książkę i wyszłam. Postanowiłam się przejść do domu. Szłam, czytając. 
           Minęłam kilka przecznic, aż weszłam w ciemniejszą uliczkę. W jednym z klubow było nieznośnie głośno. Przyspieszyłam kroku, ale i tak jacyś goście zaczęli na mnie gwizdać. 

Ugh, nie znosiłam takiego zachowania! 

- Hej, laleczko, dokąd idziesz? - zawołał jeden. Uznałam, że najlepiej ich zignorować. 
- Hej! - tym razem usłyszałam krzyk i po kręgosłupie przeszły mi ciarki. W głowie zaczęłam się modlić, aby nic mi nie zrobili. 



Na próżno...



- Jak, kurwa, pytam to odpowiadaj, suko - poczułam ostre szarpnięcie za ramię i zostałam brutalnie odwrócona, aby stanąć twarzą w twarz z jakimś obrzydliwym, pijanym facetem. 
          Nogi się pode mną ugięły. 
- Zostaw mnie - pisnęłam przerażona i chciałam się mu wyrwać, ale przycisnął mnie do ściany jakiegoś budynku tak, że mocno uderzyłam o nią plecami. Syknęłam z bólu.
- Może się zabawimy - mruknął i zaczął mnie całować. Nie odwzajemniałam tego, nie chciałam. Myślałam, że zwymiotuję. Był taki śmierdzący i ohydny!
- Puść mnie... proszę - jęknęłam i zaczęłam bić go po plecach, ale szybko chwycił moje ręce i przycisnął je do swojego krocza. Zadrżałam i zabrałam je natychmiast - Zostaw mnie! Pomocy!
        

Wtedy mnie uderzył. Wcisnął łapy pod mój sweter i dobrał się do moich piersi. Nie zważając na wielką gulę w gardle i łzy spływające obficie po moich policzkach błagałam o pomoc, która nie nadchodziła. Dlaczego wybrałam drogę piechotą? Dlaczego nie udałam się na tamten pieprzony autobus?


Przygotowałam się na najgorsze...


Bezczelnie mnie obmacywał, całował i gadał jakieś świństwa. Nie mogłam krzyczeć, bo zakrył dłonią moje usta. 
- Lubisz duże fiuty? - zapytał z szyderczym uśmiechem. 
Załkałam. 
- Wiem, że tak. Zaraz tak cię zerżnę..  
- Evan! - usłyszałam nagle. 
- Czego kurwa?! 
- Spadamy, gliny jadą! - popłakałam się jeszcze bardziej. Nie wiem, czy ze szczęścia. Po prostu tak się stało. 
          Mój napastnik odsunął się ode mnie. Myślałam, że sobie pójdzie. Modliłam się o to do do wszystkich świętych. 



Ale ten pijany mężczyzna ze mną nie skończył. Rzucił się na mnie i zaczął okladać pięściami. 
- Evan, idioto! - to było ostatnie, co usłyszałam…


Jeszcze 4 godziny. Wytrzymam. Zamykam oczy i próbuję zasnąć pomimo warkotu silników i gadatliwych pasażerów. 


- Chloe - usłyszałam znajomy głos. Nie potrafiłam otworzyć oczy. To było za trudne - Chloe, słyszysz mnie? 
Chciałam odpowiedzieć, ale nie mogłam nawet otworzyć ust. 
         Po chwili poczułam, jak ktoś bierze mnie na ręce i gdzieś ze mną idzie. Oparłam głowę o ramię mojego wybawcy i poczułam się bezpiecznie. 


- Proszę mi pomóc. Znalazłem pobitą dziewczynę! - znowu ten anielski głos. 



Chyba jestem w szpitalu, pomyślałam. 


- Chloe, obudz się - tym razem zdołałam unieść ciężkie powieki i ujrzeć twarz Zayna. Uśmiechał się do mnie słabo i trzymał za rękę. Było mi zimno. A jego chłodne dłonie pogarszały tylko sytuację. Lecz mimo to kurczowo zacisnęłam na niej swoją i cieszyłam się jego dotykiem. 
- Co się stało? - spytałam i próbowałam się podniesć, ale on szybko mnie w tym wyręczył. Okazało się, że leżałam na kanapie. Posadził mnie na swoich kolanach i przytulił. A ja zaniemówiłam. Nie mogłam uwierzyć w to, co sie dzieje.
- Zostałaś pobita przed jednym z klubów. Nie pamiętasz? - pokręciłam głową - Znalazłem cię i zawiozłem do szpitala.
Nie zorientowałam się nawet, że do oczu napłynęły mi łzy. 
- Na szczęście nie zostałaś mocno poturbowana, a siniaki nie będą długotrwałe - westchnął, jakby z ulgą - Całe szczęście. 
- Gdzie…
- Przywiozłem cię do siebie, bo było bliżej. Nie martw się, aniołku. Już jesteś bezpieczna - wyszeptał, a ja objęłam rękami jego szyję i wtuliłam w niego mocno, cicho płacząc. Otulił mnie swoimi ramionami i zaczął głaskać po plecach pocieszająco. 
         Naprawdę w to wierzyłam. Przytulal mnie do siebie. Nazwał mnie "aniołkiem". Zdziwiło mnie to, ale moje serce płakało razem ze mną z radości. Gdyby nie Zayn, pewnie nadal leżałabym tam nieprzytomna albo tamten facet wyrządziłby mi większą krzywdę. To wszystko dzięki niemu. 

- Dziekuje ci - szepnęłam, desperacko wtulając głowę w zagłębienie pomiędzy jego szyją, a ramieniem. Zayn obdarował moje czoło delikatnym pocałunkiem, a ja przez ten jeden moment poczułam się naprawdę szczęśliwa.



------------------------------------------------------------
Witajcie, kochani!  :)
Oto kolejny rozdział, który bardzo mi się podoba. Przepraszam, że tyle czekaliście, ale miałam małe urwanie głowy w szkole. Wybaczcie mi również błędy, jesli są, ponieważ pisałam rozdzial na telefonie. 

Dziekuję za komentarze i wyświetlenia!  Liczę, że z czasem przybędzie ich dużo więcej. Komentujcie, oceniajcie, czekam niecierpliwie ;*


~ Nina xxx

5 komentarzy:

  1. genialny<3 pisz szybko kolejny , bo nie wytrzymam :*
    Aaa no i zapraszam na mój blog o Maliku : http://reallyiloveyou.blogspot.com/
    Pozdrawiam Nobody :* xoxo

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudne <3
    Zapraszam do siebie: http://hope-zaynmalik-1d.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń