niedziela, 12 października 2014

Rozdział 3

Z moich wspomnień wybudza mnie jedna ze stewadess, która zwróciła się do mnie z ofertą kupienia ich firmowych kanapek. Nie zgadzam się, a kobieta nieco zawiedziona rusza dalej, dręcząc tym samym pytaniem innych pasażerów samolotu.
         Ponownie wkładam do uszu słuchawki i powracam do mojej przeszłości...


#Wspomnienie.

O godzinie 8.00 stałam wyspana w kuchni wraz z moim bratem ubrana jeszcze w piżamę i próbowałam się dowiedzieć, kiedy Niall oprowadzi mnie po Londynie. 
- Niall, pójdziemy dzisiaj na małą wycieczkę? 
- Sorry, Chloe - wzruszył ramionami - Dzisiaj urządzamy z Sarą małą imprezę i odpada. 
- Co? Dlaczego? 
- Bo trzeba wszystko przygotować, kupić i to wymaga czasu. Kiedy indziej cię oprowadzę. 
- Super - bąknęłam rozczarowana - To sama się oprowadzę - wytknęłam mu język. 
Niall przewrócił oczami i wyjął sobie sok z lodówki, po czym wchłonął 3/4. To takie niehigieniczne pić z butelki zamiast nalać sobie do szklanki. 
- Co ty taka niecierpliwa, co?  - spytał po chwili. 
- No bo... Po prostu chciałabym zobaczyć trochę więcej tego miasta. 
- Aha. Przyjechałaś wczoraj. Czy to zwiedzanie następnego dnia jest takie konieczne? 
- Bardzo. 
Wzdycha.
- Jutro, okej? - kiwnęłam głową. 
- A dzisiaj poznasz moich kumpli. Na pewno ich polubisz. Może nawet któryś ci się spodoba - uniósł znacząco brwi i uśmiechnął się - Chodź, pojedziemy po alkohol. Tylko się najpierw ubierz. 
- Wow, dzięki za radę! - rzuciłam sarkastycznie - Co ja bym bez ciebie zrobiła? 
Niall zachichotał, zmierzwił mi włosy i wyszedł z pomieszczenia. 


- Niall, otwórz! - zawołała Sara z łazienki, gdy w domu rozległ się dzwonek do drzwi. 
         To pewnie ci jego znajomi przyszli na tą jego imprezę. Nie wiedziałam wtedy, czy lepiej byłoby pójść na górę i nie przejmować się tym wszystkim, czy jednak zostać i spróbować ich polubić. 
         Wybrałam drugą opcję, bo może jacyś znajomi, nawet kumple mojego brata, mogliby być też moimi znajomymi, co nie byłoby takie złe, biorąc pod uwagę, że spędzę tutaj prawie 2 miesiące. 
         Siedziałam wtedy w ich małym, ale gustownym i nowoczesnym salonie i przeglądałam telefon, tylko dlatego, aby to wyglądało jakoś naturalnie. 
- Siema - usłyszałam w korytarzu różne męskie głosy i chyba jakieś damskie też. Niall zaczął im coś opowiadać, a po chwili wszyscy wybuchnęli śmiechem. 
         Po kilku sekundach mój brat w końcu ich przyprowadził do salonu, a ja uniosłam głowę znad telefonu, schowałam go do tylnej kieszeni moich jeansów i zamarłam, gdy jakieś 2 metry ode mnie, za Niallem stał tamten chłopak od unikatowego motocyklu. Moje usta ułożyły się w delikatną literkę "o". On też był nieco zdziwiony, może nawet zły, tak sądziłam po jego wyrazie twarzy; pociemniałym i tak już brązowym oczom i obniżonym brwiom. 
- Hej, ludzie, to jest moja młodsza siostra - Niall podszedł do mnie i położył mi rękę na ramieniu - Chloe. Przyjechała do mnie na jakiś czas. 
- Cześć - zobaczyłam wyciągniętą rękę jednego z chłopaków. 


"Na pewno jest znacznie starszy" pomyślałam wtedy. 


- Hej - uścisnęłam jego ciepłą dłoń. 
- Ja jestem Louis - przyłożył drugą dłoń na płasko do swojej klatki piersiowej. 
- Chloe - posłałam mu uśmiech. 
         Tak samo przywitali się ze mną pozostali. I tak poznałam jeszcze Harry'ego, Jennę, Luke'a, Jasona i Jessicę. 
         Tylko tamten chłopak był jakiś dziwny. 
- Hej - podałam mu moją rękę, ale po jego ostrym lodowatym spojrzeniu chciałam ją cofnąć. 

- Zayn - powiedział, choć może przypominało to warknięcie. W każdym razie po prostu wypowiedział swoje imię i poszedł do reszty, zostawiając mnie zdezorientowaną i urażoną z wciąż wyciągniętą dłonią.


         O bardzo późnej porze, nie pamiętam, która to była, większość z nich była pijana, nieźle pijana, a często padały różne przekleństwa, Niall wparował do mojego tymczasowego pokoju i poprosił o pomoc. Zgodziłam się. Nie wiadomo, co by się stało, gdyby nie pomoc jedynej trzeźwe osoby.
- Musimy to wywalić i musisz zadzwonić po taksówkę, żeby ich stąd zabrali, bo jeszcze puszczą nam pawia i będzie cuchnąć i... No i nie wiem, gdzie jest Zayn, ale on też musi nam pomóc, bo nie pił, chuj jeden. No a potem ja pójdę spać, nie? - jego bełkot szczerze mnie rozbawił. A po drugie fakt, że ten tajemniczy Zayn nie pił dosłownie zwalił mnie z nóg.

"Dziwne" pomyślałam i zaczęłam zbierać puste butelki po piwie i winie i wrzucać je do plastikowego worka na śmieci. Reszta coś tam mówiła i siedziała albo chodziła i sprzątała i mówiła. W sumie byli spokojni, niegroźni i całkiem mili nawet w stanie odurzenia. Pomimo tych przekleństw i ohydnego smrodu, jako tako pomagali i potrafili powiedzieć coś zabawnego. Oczywiście pomijając podteksty seksualne w tych dowcipach.
         Wyszłam na zewnątrz, aby wyrzucić ciężki worek śmieci. Kiedy się odwróciłam w kierunku wejścia, zobaczyłam na ganku tego chłopaka, jak opierał się o ścianę, przymrużał oczy i zaciągał się papierosem. Podeszłam do niego powoli. Czułam, że mnie nie lubił, ale musiałam go poinformować o tym, że zaraz muszą wracać do siebie oraz, aby nam pomógł.

- Czego chcesz? - spytał, nawet nie spoglądając na mnie. W sumie to nadal miał zamknięte oczy.
- Um... Niall kazał ci powiedzieć, że musisz im pomóc - nie patrzyłam się na niego. Miał takie oschłe oczy.
Zaśmiał się i tym razem jego powieki się uniosły.
- Jak zawsze - mruknął - Przekaż mu, że zaraz do nich przyjdę.
Już chciałam odejść i całkowicie zignorować go do momentu, aż opuści dom mojego brata. Tylko ten papieros mi nie odpowiadał. To w sumie było dość głupie, ale nie myślałam wtedy zbyt rozsądnie.
- Wyrzuć to - powiedziałam, tym razem twardo na niego spoglądając.
Odwrócił głowę w moją stronę, po czym zerknął na czynnik śmierci, jaki trzymał pomiędzy palcami i znowu wrócił do mnie. Uniósł wysoko brwi i głęboko, podejrzewam, że celowo, zaciągnął się dymem i dmuchnął mi ten smród prosto w twarz.
- Fuj - pisnęłam i zaczęłam machać ręką przed moją twarzą.
- Nie mów mi co mam robić.
- Nie pal na mojej posesji.
- To nie twój teren, ale Nialla.
- Ale jestem jego siostrą, więc mam większe prawa niż ty, dlatego jak mówię "nie pal" to tego nie rób.
Rzucił mi ostre spojrzenie, które z trudem wytrzymałam.
- Nie wiem, czy aż tak się wkurzyłaś, czy tak cię onieśmielam czy podniecam. Jesteś czerwona. Oby ci głowa zaraz nie wybuchła.
- Co? 
- Zarumieniłaś się - wymruczał ze słodkim uśmiechem, który w tamtym momencie uważałam za obrzydliwy.
- Ugh, idź i im pomóż, okej? - szybko zmieniłam temat.
Wciąż się śmiejąc dokończył papierosa i położył końcówkę na mojej dłoni, którą siłą do siebie przyciągnął. Miał zimne dłonie, lodowate. Jako jedyny ze wszystkich ludzi w tym domu i poza nim. Przeszedł mnie dreszcz.
- Wiesz, nie chcę śmiecić, pani pedantko, dlatego zrób z tym coś - kiwnął głową na pozostałości po papierosie na mojej dłoni. Wyczuwałam okropny sarkazm w jego głosie.

Wtedy wiedziałam, że stał się moim wrogiem numer jeden...

---------------------------------------------------------------------------
Rozdział pojawił się dosyć szybko moim zdaniem, zwłaszcza, że w szkole mam teraz niezły zapieprz :/
Mam nadzieję, że się Wam podoba :)
Dziękuję bardzo za wyświetlenia i mam nadzieję, że z czasem będzie ich więcej, tak jak komentarzy :*

- Nina xx

1 komentarz: