wtorek, 7 października 2014

Rozdział 2

         Następnego dnia już o 04.00 stoję wraz z rodzicami przed kasą biletową, gdzie będę mogła oddać swój bagaż. Mam tylko godzinę, aby pożegnać się z mamą i tatą. Tak ogromnie będzie mi ich brak.
- Nie denerwuj się, skarbie - pociesza mnie moja mama, która jedną ręką głaszcze moje ramię, a w drugiej trzyma kawę, aby nie zemdleć na lotnisku.
- Jest w porządku - mówię - Nie musieliście przyjeżdżać ze mną, widzę, jak zmęczona jesteś.
Krzywi się i wyrzuca kawę do pojemnika na odpadki kilka metrów dalej.
- Wcale nie! - uśmiecha się i mocno mnie ściska. Nie potrafię powstrzymać mojego śmiechu.
- Moje panie - słyszę tatę zza pleców mamy - Musimy się rozstać. Za chwilę oddać walizkę i pójdziesz na odprawę, Chloe.
- Tak, tak, wiem - bąkam, w środku trochę zawiedziona postawą ojca, choć wiem, że mówi mi to ze szczerą troską.
- Chodź tu do mnie - rozkłada ramiona, a ja natychmiast w nie wpadam.
To naprawdę trudne do zniesienia wyjechać i zostawić swoją rodzinę w swoim rodzinnym mieście, na rzecz kariery. To tak egoistycznie brzmi. Będzie mi brak moich rozmów z mamą, oglądania telewizji z tatą, moich znajomych - wszystkiego. Kocham to miasto, ten kraj całym sercem i duszą, dlatego nie potrafię opisać tego bólu, który odczuwam w sercu. To niemożliwe. To po prostu piekielnie boli.
- Kocham cię, tatusiu - mruczę, a pojedyncze łzy spływają po mich policzkach.
- Ja ciebie też, Chloe - całuje mnie w czoło i ponownie oddaje w ręce mamy.
Otacza mnie ramionami, przez co czuję jej ostre, ale za to bardzo ładne perfumy. Dostałam od niej takie same, na gwiazdkę. Uśmiecham się na tę myśl i również wyznaję jej moją miłość.


                             * * *

- Za kilka minut startujemy, proszę sprawdzić swoje pasy bezpieczeństwa - dobiega mnie głos pilota.
Pozostało mi tak mało, aby pożegnać się z moją ojczyzną. A potem długi, męczący lot, aby wrócić do miejsca, w którym doznałam prawdziwej miłości oraz, gdzie ją utraciłam i żyć w nim, udając, jak bardzo cieszę się z nowego życia. Moje podejście wydaje się być zbyt pesymistyczne, jednak nie potrafię myśleć inaczej. Z każdą sekundą, która przybliża mi start, obawiam się, że to zły pomysł, aby studiować właśnie tam. Czy nie mogłam wybrać jakiejś szkoły w stanie?
Po chwili samolot jest już tysiące metrów nad ziemią, a ja patrzę się beznamiętnie w małe, przybrudzone okienko po mojej lewej stronie. Błękit przeplata się z puszystymi, białymi chmurami, a ląd widoczny jest tylko w mniejszości. Teraz już tylko wielki, nieprzewidywalny Ocean Atlantycki dzieli mnie od Londynu. "Tylko" to pojęcie niezwykle względne, gdyż w rzeczywistości czeka mnie 8 godzin samotnego lotu...

Zapinam moją bluzę i podkulam nogi na siedzeniu, gdy tylko pilot informuje pasażerów o możliwości swobodnego poruszania się po pokładzie. Wiem, że tylko muzyka pomoże mi przetrwać tą podróż. Wyjmuję słuchawki i nakładam je, po czym wybieram jakąś piosenkę i kontynuuję ponure wypatrywanie czegoś ciekawszego za oknem niż chmury.
Kiedyś chmury znaczyły dla mnie dużo. Lubiłam na nie patrzeć i odgadywać, do czego ich abstrakcyjne kształty są podobne. Uśmiecham się delikatnie na tę dziecinną myśl. Kto by pomyślał, że tak naprawdę mogłam robić to jeszcze rok temu?

Z nim.

Nie, cholera, dlaczego o tym myślę? Nie chcę, nie w ten sposób!
Tyle, że nie mogę inaczej. Mimowolnie on sam przychodzi do mojej głowy i miesza mi tam, wołając: "Hej, jestem tutaj, pomyśl o mnie!". Jakieś żarty...

Ale, jakie żarty! Okres, który z nim spędziłam, był najlepszy w moim całym dziewiętnastoletnim życiu. Wystarczyły dwa miesiące, abym poczuła, że go kocham, że to ten jedyny.
Ze szczerym uśmiechem na ustach przypominam sobie nasze pierwsze spotkanie...


#Wspomnienie

- Chloe - zawołał mój starszy brat, na co ja wpadłam mu w ramiona - Jak lot?

- Dobrze, bardzo dobrze - uśmiechnęłam się szeroko i pocałowałam go w policzek, po czym pobiegłam do Sary. Uścisnęła mnie mocno i, o ile dobrze pamiętam była wzruszona moją wizytą.
- Pójdę po twój bagaż, Chloe - powiedział Niall i zniknął z pola widzenia. Miałam to gdzieś. Wciąż tuliłam Sarę, jego przeuroczą i niezwykle inteligentną dziewczynę.
- Tęskniłam za wami - wyszeptałam, a dziewczyna obdarzyła mnie delikatnym uśmiechem, po czym pocałowała w czoło i jeszcze raz przytuliła.
- Jesteś taka śliczna, kiedy to się stało? - spytała, udając zdziwienie i dotykając moich brązowych włosów.
- Przestań - bąknęłam - Nie musisz kłamać.
Skrzywiła się.
- Ja..
- Idziecie? - przerwał Niall. Kiwnęłyśmy głowami i ruszyłyśmy za nim do samochodu. 
Po drodze zadawali mi pytania dotyczące lotu, warunków w samolocie, za co byłam im bardzo wdzięczna, ponieważ wyczuwałam szczerą troskę, czego bardzo mi brakowało ostatnimi czasy.
Kiedy dojechaliśmy do domu mojego brata, postanowiłyśmy z Sarą, że kupimy coś na kolację. Zwykle jadali na mieście albo zamawiali do domu na wynos, mimo, iż Sara potrafiła gotować. Wynikało to z częstej pracy do późna, czyli braku czasu na pichcenie kulinarnych rarytasów. Tym razem Niall i Sara wzięli kilka dni urlopu z okazji mojego przyjazdu, dlatego też dziewczyna chciała ugotować dla mnie coś dobrego.
- Wrócimy za pół godziny, kochanie - zaalarmowała Sara, po czym wyszłyśmy.
Pogoda całkiem dopisywała, biorąc pod uwagę położenie klimatyczne Londynu. Pojechałyśmy do jakiegoś sklepu, przed którym stał motocykl. Nie byle jaki motocykl!
Mój tata często opowiadał mi o tym modelu. Nie do końca interesowała mnie nazwa, bo była trochę skomplikowana, dlatego też nie pamiętałam jej. Ale byłam 100% pewna, że to ten sam, co na fotografiach ojca. Zawsze, kiedy mi o tym opowiadał byłą taki podekscytowany, a oczy świeciły mu się, jak u małego chłopca, który miał za chwilkę dostać lizaka.
- Hej, mała - usłyszałam miękki, przepełniony mocnym akcentem głos za plecami. Podskoczyłam z zaskoczenia, a moje serce zaczęło bić tysiąc razy szybciej - Chciałabyś się przejechać?
Odwróciłam się i wtedy go ujrzałam. Szczupłego, wysokiego chłopaka ubranego na czarno z papierosem między wargami, czemu towarzyszył jego seksowny uśmiech.

"Nie znoszę palaczy!" pomyślałam wówczas "On jest straszny, lepiej pójdę do Sary!".

- Nie - odparłam - Ja tylko oglądam...
Uśmiech znikł z jego twarzy.
- Radzę ci, abyś w przyszłości więcej tak tylko nie oglądała - burknął i podszedł do mnie, po czym usiadł szybko na motocykl - A teraz spadaj.
- Ale ja...
- Ja chciałbym odjechać, a ty pewnie nie chciałabyś, aby ktoś poturbował ci tę buźkę. Lepiej odejdź - założył kask na głowę  odpalił silnik, a towarzyszący temu dźwięk był taki mocny. Na pewno miał porządny silnik. Patrzyłam się na niego, urażona i skrępowana, a on na mnie, ponury i obojętny, póki nie odjechał. To było takie dziwne uczucie. Oczywiście nie żadne motylki w brzuchu czy coś podobnego.
        W sumie nigdy przedtem nie miałam w brzuchu przysłowiowych motyli, ale to na pewno ich nie przypominało. To uczucie było czymś w rodzaju czystej ciekawości pomieszanej z podnieceniem.
        Uważałam go wtedy za sarkastycznego dupka, który świadomie niszczy swój organizm, choć w głębi czułam, że mnie przyciąga.

       To dość absurdalne, bo rozmawiałam z nim tylko minutę. Hm... Nawet nie jestem pewna, czy można to zaliczyć do jakiejkolwiek konwersacji. Jednak tak się wtedy czułam i nie mogłam nic na to poradzić...


------------------------------------------------------------------------------

Dzień dobry ;)
Udało mi się go dodać przed szkołą i nawet mi się podoba ten rozdział.
Nie wiem, czy ktoś to teraz przeczyta, ale tak czy siak, miłego dnia wszystkim i liczę na jakieś komentarze :)

- Nina xx

2 komentarze: