piątek, 3 października 2014

Rozdział 1

- Chloe! - woła mnie matka, przypominając, abym w końcu się spakowała. 
Jutro zostawiam  moje ukochane, gorące Miami i wyprowadzam się do Londynu, w którym będę studiować i mieszkać wraz z moim starszym bratem.
- Chloe! - ponownie słyszę kobietę, która na pewno jest w tym momencie niczym tykająca bomba i jednocześnie jest moją matką. Domyślam się, co się stanie, jeśli do niej nie pójdę. Wolę nie ryzykować.
Wstaję z mojej ukochanej, wygodnej kanapy w salonie i kieruję się do mojego pokoju. Niestety już jutro nie będzie mój...
- Chloe Rosalind Horan, jeśli za dziesięć sekund nie...
- Już jestem, mamo - przerywam jej, chichocząc na widok czerwonych policzków i zmarszczonych brwi.
- To dobrze - bąka, chyba nieco zażenowana swoim wybuchem, po czym wzdycha, kładąc swoje dłonie na biodrach - Spakuj się i...
- Już dawno to zrobiłam, mamo - mówię i dodaję, za nim zdąży powiedzieć coś, co powtarza od wczoraj - I jestem absolutnie pewna, że niczego nie zapomniałam.
- Mam nadzieję, Chloe - rysy jej twarzy stają się delikatne i ciepłe, jak zawsze. Moja matka jest naprawdę piękną i mądrą kobietą. 
Posyłam jej łagodny uśmiech i znów wracam na moją kanapę. Tak trudno będzie mi się z nią pożegnać. To bardzo wygodna sofa, jeśli nie najwygodniejsza ze wszystkich na świecie!
Wyłączam telewizję, po czym chwytam mój kubek z letnią już herbatą i siadam po turecku na kanapie. Owijam się szczelniej moją bluzą i opieram głowę o zagłówek. Po raz ostatni podziwiam zjawiskowy widok z mojego balkonu. Od dziecka darzyłam go szacunkiem. Zbyt wiele nie zwiedziłam, ale jestem pewna, że Miami, a już zwłaszcza to, co właśnie widzę jest najpiękniejszym miejscem na naszej planecie.
Od lewej strony rozciąga się stalowy most, dzięki któremu mieszkańcy z mojej dzielnicy mogą przedostać się do centrum miasta. W oddali dokładnie widzę magicznie oświetlone biurowce i hotele, a także plażę, która pod wpływem granatowego nieba oraz iskierek odbijających się od tafli oceanu wydaje się być tęczowa, zachęcająca do przyjścia i skorzystania z jej usług. 
- Chloe - oznajmia matka, wchodząc do pomieszczenia - Lepiej połóż się już do łóżka. Jutro o piątej rano masz samolot.
Zawsze była taka opiekuńcza, choć od roku niepotrzebnie. Mam dziewiętnaście lat i jestem odpowiedzialna. Nie widzę potrzeby, aby tak bardzo się o mnie martwiła. Mimo to, od jutra zaczynam nowe życie, więc mogę jej pozwolić na bycie doskonałą matką ten jeden dzień dłużej.
- Dobrze, mamo - uśmiecham się do niej i wypijam szybko napój - Myślisz, że Niall cieszy się z mojego przyjazdu?
- Oczywiście, Chloe - odpowiada od razu, siada obok mnie i kładzie swoją ciepłą dłoń na mojej chłodnej - On cię uwielbia! Pamiętasz, co było w zeszłym roku?
Kiwam głową i mówię sobie, aby nie płakać. To moja przeszłość, pora skupić się na przyszłości. Nie mogę za każdym razem płakać i zarażać innych moim przygnębieniem z powodu tamtego dnia. Okrutnego dnia. Lecz mimo to, moja mama nie zasługuje na zły humor, ponieważ wciąż nie zapomniałam o nim. 
Moja matka, wspominając zeszłoroczne wakacje, ma na myśli to, z jaką dziecinną radością mój starszy brat, Niall, pokazywał mi Londyn oraz, jak mógł się mną zaopiekować. Natomiast w mojej głowie zaczynają pojawiać się niechciane, lecz wciąż świeże i wyraźne obrazy mojej pierwszej i chyba jedynej miłości. To było tak dawno, ale dokładnie pamietam każdy szczegół.
- Prawda? - przerywa mi podniecony głos mojej rodzicielki. 
Kompletnie nie wiem, o czym do mnie mówiła.
- Yyy, tak - rumienię się, a po moim kręgosłupie spływa kropelka potu, przez co od razu mi cieplej. Kto by pomyślał? Mogłam wcześniej zacząć tę rozmowę, a oszczędziłabym sobie tej bluzy, koca i ciepłej herbaty. 
Dzisiejszy wieczór jest wyjątkowo chłodny. A może po prostu ja jestem takim zmarźlakiem, że inni wokół mnie odczuwają przyjazne ciepło, a ja chłód? Nie wiem.
- Pójdę już - informują ją i całuję w policzek, na co obdarza mnie tym swoim czarującym uśmiechem w stylu Jennifer Horan; proste, białe zęby, pełne, zabarwione czerwoną szminką usta i małe dołki w jej policzkach. Któż by jej nie uległ?
Na to pytanie, idąc do pokoju wywracam oczami. Co za ironia. Każdy, kto ujrzałby moją matkę, z pewnością stwierdziłby, iż muszę być taka jak ona - piękna, inteligentna i urocza. Niestety dzieli nas prawie wszystko poza inteligencją. Nie mam długim, gęstych blond loków ani błękitnych oczu o tak czystej i zachwycającej barwie, niczym Atlantyk, jaki otacza Miami. Nie jestem tak chuda, jak ona ani nie mam tej wspaniałej śniadej cery, co ona. Jestem jej totalnym przeciwieństwem. 

A jednak on się w tobie zakochał.

Przypomina mi podświadomość, znowu przywołując myśli o nim. 
Nie mam nawet ochoty wymieniać jego imienia czy nazwiska. Poza tym, nie odwzajemniał moich uczuć, przecież sam to powiedział. 
Byłam taka głupia. Wierzyłam w każde "kocham cię", jakie wyszło z jego ust. Byłam żałosna. Cóż... Chyba nadal jestem , skoro pozwalam sobie o tym myśleć. Tyle, że nie znam lekarstwa, które oczyściłoby mi pamięć lub wyleczyło z miłośći, którą nadal, nawet po roku, go darzę.
Otulam się szczelnie moją kołdrą i próbuję myśleć o czymś innym, na przykład o tym, jak bardzo ubóstwiam Londyn i mojego brata, dzięki któremu mogę tam studiować. Zdecydowanie lepiej! Jednak czuję, że wymówienie jego imienia czy wspomnienie jakiejś sytuacji z nim w roli głównej zabiłoby mnie wewnętrznie, a z moich oczu wypłynąłby strumień słonych, nieprzerwanych łez... 


----------------------------------------------------------------------------------
Myślę, że rozdział pierwszy choć trochę Was zaciekawi i przysięgam, że kolejne będą znacznie ciekawsze ;)


Jeśli możecie to na powitanie zostawcie coś po sobie :)

- Nina xx

1 komentarz:

  1. bardzo fajny rozdział :)
    podoba mi się twój sposób pisania *.*
    oby tak dalej kochana ;-)

    OdpowiedzUsuń