niedziela, 30 sierpnia 2015

Rozdział 24

       

         Kilka minut po zakończeniu przez ojca rozmowy, mój telefon dzwoni po raz drugi. Mając nadzieję, że to jednak tata, natychmiast odbieram, ale mylę się i nie cieszę z mojego rozmówcy.
- Kelly?
- Aha. Mam dla ciebie niespodziankę! – przyjaciółka piszczy, a ja słyszę obok niej również męski głos.
Michael?
- Przylatujemy cię odwiedzić. Ja i Michael! W tą sobotę!
         Co? Dlaczego tak szybko?
- Naprawdę? – dopytuję, głupio myśląc, że dziewczyna wybuchnie śmiechem i powie, że żartowała albo, że się przesłyszałam.
- Aha. W sobotę o dwudziestej będziemy na Heathrow w Londynie! Czy to nie wspaniale? – nie potrafię podzielić jej entuzjazmu.
         Oni nie mogą przyjechać tutaj w sobotę, to przecież zbyt szybko! Tak, wiem, jeszcze pięć dni. Ale jednak dla nich może to być pięć dni, dla mnie tylko.
         Jestem, szczerze mówiąc, w gównie. Nie wiem, czy wierzyć Zaynowi, chcę, ale nie mam pewności. Ojciec najwidoczniej nie ma zamiaru ze mną o tym rozmawiać, Sara jest i tak wystarczająco wkurzona, a do tego są potrzebni mi jeszcze oni.
         Błąd, wcale nie są mi potrzebni. Za mało mam problemów?
- Chloe? Jesteś tam?
- Tak, tak – wzdycham, opadając plecami na materac i zaciskając oczy, by powstrzymać uciekające łzy - Muszę kończyć, Kelly. Nie najlepiej się czuję.
- Okres? - wyobrażam sobie, jak się uśmiecha, co potwierdza śmiech Michaela.
To naprawdę nie jest dobry moment na jej żarty.
- Do zobaczenia. - rozłączam się
         Moi przyjaciele wiedzą o Zaynie. Oczywiście, że im powiedziałam. Po powrocie z Londynu w zeszłym roku byłam w dołku, a kto inny nie wesprze zranionej dziewczyny, jak jej najlepsza przyjaciółka? Michael dowiedział się jakiś czas później i z miejsca znienawidził Zayna. Na szczęście nie zna każdego szczegółu. Tylko Kelly. Jej ufałam wtedy najbardziej.


*     *     *


         Nagrałam się ojcu na sekretarkę, prosząc o rozmowę. Szczerą rozmowę. Nie wiem, czy dobrze zrobiłam, mówiąc mu o tym, czego dowiedziałam się od Zayna. Jestem strasznie zagubiona, nie wiem, co robić.
         Od dobrej godziny siedzę z Sarą w salonie. Opowiedziałam jej o wszystkim, na co poradziła mi poczekać na telefon od ojca. A co jeśli on nie zadzwoni w najbliższym czasie?
Chciałabym już poznać prawdę. Dowiedzieć się, czyja wersja nią jest. A najbardziej chciałabym być znowu z Zaynem, chciałabym znowu być jego; całować go, przytulać, głaskać po włosach, kochać się z nim. Tak bardzo za nim tęsknię.
         Moje przemyślenia i ciszę przerywa dźwięk otwieranych i zamykanych drzwi. Po chwili w salonie pojawia się Niall, a gdy nas dostrzega, od razu wyczuwa, że coś jest nie tak.
- Co się stało? - pyta poważnym głosem, siadając obok Sary.
- Źle się czuję. To wszystko. - kłamię, pocierając twarz.
Nie sądzę, że powiedzenie wszystkiego mojemu bratu byłoby dobrym pomysłem. Sama jestem rozbita, a co dopiero on, gdyby dowiedział się o prawdopodobnej intrydze naszego ojca.
- Jesteś chora? Masz okres? - wywracam oczami na jego pytanie.
         Dlaczego, gdy mówię, że źle się czuję, każdy podejrzewa okres?
         Co z nimi jest nie tak?
- Nie, nie mam żadnego okresu. - warczę na niego, co spotyka się z szokiem, który stopniowo formuje się na jego twarzy.
- Okej, okej. - unosi obie dłonie w obronnym geście - Po prostu się martwię.
- Przejdzie mi.
         Blondyn kiwa niepewnie głową, po czym idzie do swojej sypialni.
- Na pewno nic cię nie boli? - Sara kładzie swoją dłoń na moim kolanie i spogląda na mnie z uwagą i troską.
- Na pewno.
         Podnoszę się z miękkiej sofy, by zrobić sobie gorącą herbatę.
         Tego mi teraz trzeba.



*Perspektywa Zayna*



- Stary, co tak właściwie świętujemy? - bełkocze Harry, upijając kolejnego łyka z butelki swojego piwa.
         Które to już?
         Czwarte? Piąte?
         Przestałem liczyć.
- To, że się odważyłem - wzruszam ramionami i odchrząkuję - Które to już piwo?
- Nie mam pojęcia - również wzrusza ramionami i znowu przykłada butelkę do ust.
- Co tak właściwie się odważyłeś zrobić? - pyta Jenna siedząca obok mnie.
         Odwracam głowę w jej stronę, by na nią popatrzeć, a potem opieram głowę o zagłówek kanapy.
- Wyznać prawdę.
- Jaką?
         Nie odpowiadam przez jakiś czas, przypominając sobie całą moją rozmowę z Chloe. W tym momencie jestem tylko ja i ona, i moja żmudna nadzieja na to, że znów będę szczęśliwy.
         Milczę, dopóki chłodna ręka Jenny nie ląduje na moim udzie.
         Wracam do poprzedniej pozycji, by znów wpatrywać się w jej twarz.
- Całą prawdę. - chrząkam i zabijam suchość w moim gardle kolejną dawką piwa - Powiedziałem jej całą prawdę.
- Chyba nie masz na myśli... - Jenna zabiera rękę, by zakryć nią swoje rozszerzone usta.
- Tak, mam ją na myśli - odpowiadam i znów chrząkam - to znaczy Chloe.
- Prawda, Chloe wróciła, nawet raz z nią już gadałem - wtrąca Harry, ale oboje z Jenną go ignorujemy.
- No i co? - dziewczyna zaczyna masować moje udo, co nie podoba się ani mojemu rozumowi ani mojemu ciału.
         Nie chcę, aby ktokolwiek mnie teraz dotykał.
         Tylko Chloe.
- Czekam aż mi uwierzy.
- A nie wierzy?
- Niestety nie. Chyba woli swojego tatuśka.
         Jenna kręci głową, a jej ręka dalej mnie dotyka.
- Jest głupia. Ma do dyspozycji ciebie, a wybiera swojego starego. - przybliża się do mnie, a ja szybko zerkam na Harry'ego, który nie bardzo przejęty sytuacją, ogląda swoją butelkę - Musisz się czuć okropnie.
         Przełykam ślinę, nie wiedząc, co zrobić z jej bliskością. Jenna jest moją przyjaciółką, co ona, do kurwy, sobie myśli?
- Może mogłabym w jakiś sposób poprawić ci humor? - patrzy się na mnie, uśmiechając się lubieżnie, a ja tylko przez moment myślę o bzyknięciu jej na tej kanapie. Potem uświadamiam sobie, że jest moją przyjaciółką, a ja nie pieprzę przyjaciół.
         Po za tym ona nie jest Chloe.
- Nie widzę takiej potrzeby. - odsuwam ją od siebie - Wystarczy mi piwo. - unoszę butelkę w górę na znak potwierdzenia własnych słów.
         Niezniechęcona dziewczyna znowu dotyka mnie ręką, lecz tym razem muska palcami mojego fiuta przez spodnie.
         Spoglądam na nią z większym szokiem niż podnieceniem. Nigdy w życiu jej nie pocałowałem, nie dotknąłem w żadnym intymnym miejscu. Nasze największe zbliżenie polegało na przyjacielskim uścisku, a ona w tym momencie proponuje mi zrobienie laski?
         Gdzie się podziała ta Jenna, która jest moją przyjaciółką?
         Początkowo marzę o zepchnięciu jej z kanapy, ale gdy zaczyna mocniej masować mnie swoją dłonią, na moment zamykam oczy i odchylam głowę do tyłu, sycząc nisko.
- Mogę cię pocieszyć... - czuję jej oddech na mojej szyi i przez głowę przelatuje mi myśl, czy Harry to widzi - W końcu od tego są przyjaciele, prawda?
         Na te słowa wstaję, mierząc ją zdegustowanym spojrzeniem.
- Przyjaciele są od pocieszania, wspierania i dawania rad, Jenna. Od obciągania, bzykania czy czegokolwiek, kurwa, innego są przyjaciele z korzyściami, seks przyjaciele. A my tym nie jesteśmy i nigdy nie będziemy.
- Zayn... ja...
- Wyjdź z mojego domu Jenna.
         Parska śmiechem.
- Daj spokój, zamierzasz żyć w celibacie całe życie? Wiesz, że cię pragnę, że mogę być lepsza niż...
- Co? O czym ty mówisz? - od kiedy ona myśli w ten sposób?
         Czuję się, jakbym wcale jej nie znał.
- Ty też mnie pragniesz, jestem pewna, że cię podniecam. - podchodzi do mnie, ale odskakuję, jak oparzony, przez krótki moment chwiejąc się na nogach.
- Zachowujesz się jak dziwka, Jenna. Wynoś się stąd - warczę i kopię nieprzytomnego Harry'ego w łydkę. Podskakuje w miejscu, gapiąc się na mnie z niezrozumieniu.
- Co?
- Wyjdź już, stary. Koniec tego, chcę być sam.
- Zayn... - oboje z Jenną zaczynają mówić.
- Nie, macie stąd wyjść, bo kurwa zaraz coś mnie trafi!
         Pięć minut później zostaję sam z wyrzutami sumienia i złością. Mam ochotę coś rozwalić, ale chcę też się rozpłakać, jak małe dziecko.
         Jakiś czas później słyszę, jak drzwi frontowe się otwierają i niemal biegnę z głupią nadzieję, że to Chloe.
         Zastaję tam jednak Jessie i nie ukrywam, że czuję się zawiedziony. Mimo wszystko potrzebuję wsparcia, jakiego nie dostałem od moich przyjaciół... "Przyjaciółki"...
         Na tę myśl, przyciągam siostrę do siebie i wtulam się w nią, co odwzajemnia natychmiast.
- Co się stało? - pyta łagodnie, tak, jak tego potrzebuję.
         I zaczynam jej wszystko opowiadać.


-------------------------------------

W kolejnych rozdziałach będzie dziać się więcej, tylko troszkę cierpliwości ;-)

Pozdrawiam
- Nina ♥

Ważna informacja!


Witajcie z powrotem.

Długo mnie tutaj nie było, wiem i ogromnie Was przepraszam.
Zobaczyłam pod moim ostatnim postem bardzo nieprzyjemny komentarz i chciałabym się do niego odnieść na forum.
Przyznam, że ta historia w mojej głowie wydawała mi się o wiele lepsza, ale w praktyce tak nie jest. Napisałam ją od nowa, głównie z tego powodu byłam tutaj nieobecna, ale nie będę jej tutaj zamieszczać od nowa, bo treść jest poniekąd podobna, więc to byłoby bez sensu, a jest za późno by usuwać poprzednie rozdziały. Mogłabym je po prostu zmienić bez usuwania, ale wtedy trzeba by to przestudiować od nowa, a jak wspomniałam wcześniej - treść jest podobna.
Nie uważam, że spierdoliłam opowiadanie. Winię siebie za to, że byłam nieobecna oraz, że rozwijałam akcję dosyć wolno, przez co rozdziały mogły wydawać się trochę nudne, ale na pewno moja historia nie jest chłamem.
Piszę tą notkę nie przez jeden komentarz, bo potrafię przyjąć krytykę, ale myślałam nad tym blogiem bardzo dużo i okropnie się czuję z tym, że tak go zaniedbałam. Chcę, aby każdy czytelnik to wiedział.
Jeszcze raz bardzo przepraszam, zdaję sobie sprawę, że zawaliłam. Tyle czekać na rozdział... Znam to uczucie i nie cieszy mnie to, że postąpiłam jak hipokrytka.
No i kolejna informacja... Dzisiaj coś dodam. Prawdopodobnie za godzinę lub dwie najpóźniej. I postaram się dodawać w miarę regularnie.

Pozdrawiam wszystkim czytelników i liczę na odrobinkę zrozumienia...



środa, 8 lipca 2015

Rozdział 23




- Halo? – pytam niepewnie.
- Cześć, Chloe – głos mojego taty rozlega się w urządzeniu – Wszystko w porządku?
                Biorę głęboki oddech, rozważając, czy porozmawiać z tatą o tym, czego się dowiedziałam. Chciałabym, aby wszystko się wyjaśniło, ale nie sądzę, aby był to dobry temat do konwersacji przez telefon.
- Jasne – staram się mówić luźno – Spałam.
- W takim razie… Obudziłem cię? – jego głos jest taki zatroskany.
                Jak taki człowiek mógł mi wyrządzić tak wielką krzywdę?
- Nie, sama obudziłam się kilka minut temu – uśmiecham się lekko, mimo, że tata nie może tego zobaczyć.
                Zerkam na Sarę, która z nieodgadnionym wyrazem twarzy mi się przypatruje. Nawet teraz jest śliczna. Niestety pomimo swojej delikatnej urody, wiem, jak bardzo stanowcza i zdeterminowana potrafi być podczas jakiejkolwiek kłótni. I choć nie powinnam, to boję się, że może być zła o tę rozmowę z tatą.
- Rozumiem. Długo się do nas nie odzywałaś. Mama już wariuje – śmieję się razem z tatą.
- To tylko pięć dni, nic mi nie jest – uspokajam go.
- Ja to wiem, ale twoja matka groziła mi uduszeniem, jeśli bym do ciebie nie zadzwonił – tata chichocze – Jak w pracy? Płacą ci wystarczająco?
                Przewracam oczami.
- Tak, tato. Wszystko jest dobrze – przełykam ślinę – A jak u was?
                Chcę zmienić temat i zakończyć rozmowę. Nie jestem w nastroju na żarty i długie połączenia.
- Słonecznie – odparł krótko i zachichotał – Kelly i Michael chcieliby cię odwiedzić.
                Przeciągłe westchniecie opuszcza moje usta. To nie jest dobry pomysł. Oczywiście ucieszyłabym się na widok moich przyjaciół z Miami, ale niestety wiem, co czuje do mnie Michael. A najgorsze jest to, że tata od zawsze widział nas razem.
                Hm… Być może słowa Zayna są prawdą?
- Byłabym zachwycona – Sara uderza mnie w ramię, a ja patrzę się na nią zaskoczona – Muszę kończyć, tato. Zadzwonię jutro, dobrze?
- Chloe, czy coś się stało?
- Nie – wzrok Sary mnie pali – Muszę pilnie pomoc Sarze przy obiedzie.
- Rozumiem, pozdrów ją i tego mojego niezależnego syna.
- Oczywiście, tato, pa – rozłączam się i odrzucam telefon.
                Posyłam Sarze poirytowane spojrzenie, nie mając pojęcia, co ją ugryzło.
- Sara, co się stało?
- Co się stało? Co się stało? – unosi głos – Jak możesz tak spokojnie rozmawiać z ojcem po tym, czego się dowiedziałaś?
- Ale…
- Nie twierdzę, że Zayn mówi ci prawdę, ale w takim samym stopniu, jak mu nie wierzysz, nie możesz ufać swojemu ojcu.
- Sara, to jest mój ojciec i ciężko mi uwierzyć, że był zdolny celowo rozdzielić mnie z kimś, kogo kocham.
                Dziewczyna wznosi oczy ku górze.
- W takim razie, dlaczego go o to nie spytałaś?
- Przez telefon? – prychnęłam.
- Tak, przez telefon – stwierdza stanowczo – Pomyśl, Chloe. Twój tata mieszka w Miami, a ty w Londynie. Jeśli nie chcesz załatwiać tej sprawy telefonicznie, pozostaje tylko spotkanie się z nim, a kiedy zamierzasz to zrobić? Studiujesz, a twój tata pracuje. Chyba nie zamierzasz czekać do przerwy świątecznej.
- No… nie – mamroczę, niechętnie przyznając Sarze rację.
                W żadnym stopniu nie jestem gotowa na tę rozmowę.
- Zadzwoń do niego.
                Słucham?
- Słucham?
                Sara przewraca oczami, a ja uświadamiam sobie, że pierwszy raz widzę ją tak bardzo niemiłą i arogancką. Chyba poważnie się na mnie wkurzyła.
- Chloe, musisz to zrobić teraz, bo jeśli będziesz odkładała na później, nigdy tego nie zrobisz.
- Ale, Sara, ja jeszcze nie jestem gotowa.
- Dziewczyno, kocham cię, jak własną siostrę, ale pomyśl. Jeśli Zayn mówi cię prawdę, a to twój ojciec kłamie, chcesz zmarnować taką szansę? Możecie znowu być razem i chcesz kazać mu czekać tylko dlatego, że boisz się dowiedzieć prawdy?
                Nie mogę powiedzieć Sarze, że nie ma racji, ale to nie jej ojciec, osoba, którą kocha, która jest jej najbliższa, mógł zrobić coś takiego i ona nie wie, jak ciężko się z tym czuję.
                Chociaż z drugiej strony, Zayna także kocham i w zeszłym roku również stał mi się bliski, więc może faktycznie powinnam raz na zawsze rozwiązać tę sprawę?
- Daję ci godzinę, Chloe, potem sama zadzwonię do twojego ojca – ostrzega, po czym wychodzi z mojego pokoju.
                Spróbuję chociaż wymyślić, co mam mu powiedzieć…

                                                    *Perspektywa Zayna*


                Czuję się tak, jakbym na nowo ją stracił. Jednak wiem, że mnie kocha, a to o wiele gorsze od tego, gdybym jej nie odzyskał, bo mnie nienawidzi. Łatwiej bym się z tym pogodził.
                Chciałbym zasnąć. Chciałbym się upić. Chciałbym pobiec za nią i walczyć.
                Ale co mógłbym jeszcze zrobić?
                Wyznałem jej całą prawdę, wszystko, a ona nie potrafi mi uwierzyć. Nie będę jej na siłę przekonywał, bo to bez sensu, skoro Chloe i tak nie wybierze mnie, póki jej ojciec nie wyzna wszystkiego, nie potwierdzi moich słów. A doskonale wiem, że ten fiut nigdy tego nie zrobi.
                Zmieniam swoją pozycję na łóżku, kładąc się na boku i wzdycham. Jestem w tak wielkiej dupie i chyba tylko mogę czekać, aż wszystko samo się potoczy.
                Jakąś godzinę później jestem pijany. Piję dalej w towarzystwie Harry’ego i Jenny. Chyba tylko oni tak naprawdę mnie wspierali. Niall i Sara nie chcieli mnie znać, Louis podchodzi do mnie z wielkim dystansem, a tylko ta dwójka wierzy w moją niewinność.
                Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, co?



                                                   *Perspektywa Chloe*


- Chloe, coś się stało? – zaskoczony, lecz wciąż ciepły głos mojego ojca rozbrzmiewa w moim telefonie, a ja zaciskam oczy i przełykam ślinę – Chloe? Wszystko w porządku?
                Raz, dwa…
- Tato, ja… Musimy porozmawiać – brzmię tak żałośnie.
                Nie wierzę, że się go o to spytam.
- Oczywiście, to coś poważnego? Bo także muszę ci coś powiedzieć.
- Tak, to coś bardzo ważnego.
- To ja zacznę, pójdzie szybko – nie zdążam nawet zaprotestować, a on mówi coś, co mnie mocno irytuje – Michael i Kelly przylecą cię odwiedzić!
                Jest taki zadowolony, a ja mam ochotę rzucić telefonem o ścianę. Jakim prawem, bez uzgodnienia tego ze mną, pozwolił moim przyjaciołom tu przylecieć?
                „- Słonecznie – odparł krótko i zachichotał – Kelly i Michael chcieliby cię odwiedzić.
                Przeciągłe westchniecie opuszcza moje usta. To nie jest dobry pomysł. Oczywiście ucieszyłabym się na widok moich przyjaciół z Miami, ale niestety wiem, co czuje do mnie Michael. A najgorsze jest to, że tata od zawsze widział nas razem.
                Hm… Być może słowa Zayna są prawdą?
- Byłabym zachwycona – Sara uderza mnie w ramię, a ja patrzę się na nią zaskoczona – Muszę kończyć, tato. Zadzwonię jutro, dobrze?”
               
Wszystko jasne…
- Tato, to nie jest odpowiedni moment, aby…
- Kochanie, załatwiłem już rezerwację  w hotelu i zabukowałem bilety – w jedną godzinę?
- Tato, muszę poukładać sobie kilka spraw w… moim życiu, wiem, jak to fatalnie brzmi, ale tak jest, wiesz? Rozmawiałam z Zaynem. Powiedział mi wszystko, że to ty kazałeś mu ze mną zerwać, bo nie był dla mnie dobry, czy to prawda?
               
Cisza.
                Nie słyszę nawet jego oddechu.
- Tato…
                Nie słyszę już nic.
                Rozłączył się.


-----------------------------------------------

Dzień dobry :-)
Dodaję nowy rozdział i proszę o komentarze, których coraz bardziej ubywa...
DZIĘKUJĘ BARDZO OSOBOM, KTÓRE CZYTAJĄ MOJE FF I ZOSTAWIAJĄ PO SOBIE KOMENTARZE!
Ale reszta mnie trochę zawiodła...
Do następnego i miłego dnia!

Pozdrawiam
- Nina x

piątek, 26 czerwca 2015

Rozdział 22

*Perspektywa Zayna*


                Stoję i patrzę, jak moja ukochana rozpada się na moich oczach. Dosłownie metr przede mną. Z jej pięknych oczu co chwilę wypływają świeże łzy, usta drżą, a policzki pokrywają się czerwienią. Najchętniej przytuliłbym ją, powiedział coś, co pomoże jej się uspokoić, ale nie mam takiego prawa, przynajmniej na razie. Ale postaram się z całych sił, aby Chloe znów była moja.
                Sytuacja, w której się znaleźliśmy jest tak cholernie pogmatwana, a brunetka przede mną musi wybierać między własnym ojcem a facetem, którego, prawdopodobnie, kocha. Pewnie gdybym to ja był na jej miejscu, dawno zwiałbym z nią tam, gdzie pieprz rośnie, ale różnica między nami jest taka, że ja nienawidzę mojego ojca, a ona kocha swojego nad życie.
                Na początku myślałem, że skoro matka Chloe mnie zaakceptowała, to jej ojciec zrobi to samo. Jednak się wyraźnie przeliczyłem. Oczywiście, gdy ten dziad zaczął mi wciskać swoją opinię na temat moich tatuaży i stylu, stwierdziłem, że jest tylko gościem, który chodzi co niedzielę do Kościoła.
Ale naprawdę nie miałem pojęcia, że on dostanie jakiejś obsesji na moim punkcie.
- Zayn – odzywa się cicho Chloe, a ja podchodzę do niej o krok.
- Tak, skarbie? – szepczę, mając nadzieję, że tym pieszczotliwym określeniem spróbuję ją bardziej do siebie przekonać.
                Niestety dziewczyna tylko się ode mnie odsuwa.
                Nie, błagam.
- Ja… nie wiem – mówi skrępowana, a chwilę potem przeczesuje dłonią swoje włosy.
- Co to znaczy?
- Chcę to wszystko przemyśleć.
                Nie widzę w tym rozwiązaniu żadnych pozytywów, ale cieszę się, że ostatecznie nie kazała mi spierdalać.
                Ale mimo wszystko zamiast ulgi, czuję większe zdenerwowanie. Myślenie nie zawsze przynosi korzyści.
- Chloe… - zaczynam, chcąc ponownie prosić o kolejną szansę, ale jej błagalne spojrzenie mówi aż za wiele – Oczywiście – i dodaję coś, co z trudem przechodzi mi przez gardło – Dam ci tyle czasu, ile potrzebujesz.
                Chloe podchodzi do mnie wolno, staje na palcach i układa chłodne, delikatnie dłonie na moich szorstkich od zarostu policzkach. Jestem zaskoczony jej zachowaniem i, ku własnemu zdziwieniu, nie cieszę się z jej posunięcia. Nie chcę, aby robiła mi jakiekolwiek nadzieje, bo jeśli za chwilę stanie się to, o czym myślę, nie pozwolę jej stąd wyjść.
- Zayn, ja… - przełyka ślinę – Kocham cię – zamykam oczy, przyswajając jej słowa. Kurwa, nie powinna tego mówić – Ale nie mogę tak po prostu wybrać ciebie, póki nie porozmawiam z tatą.
                Mój oddech stał się nierówny, serce przyspieszyło. Nie wiem, czy to z nerwów czy z faktu, że Chloe była tak blisko mnie i moje ciało nie potrafiło reagować inaczej.
                Kilka chwil później, Chloe odchodzi, zostawiając mnie samego i zdezorientowanego.
                Czy mogę uznać jej ostatnie słowa za obietnicę?



*Perspektywa Chloe*



                Zatrzaskuję drzwi swojej sypialni i opadam na łóżko. Moja głowa co chwilę jest pełna najróżniejszych myśli, ale jedno pytanie wciąż nie daje mi spokoju: Dlaczego ja?
                Tak bardzo pragnę być z Zaynem. Oczywiście, to nie byłoby takie proste, bo zaczynalibyśmy prawie, że od początku, bo nieważne, co mój ojciec zrobił czy nie zrobił, Zayn zawiódł moje zaufanie.
Zdaję sobie sprawę, że to dziwne, jeszcze wczoraj go nienawidzić, a dzisiaj wyznawać mu miłość.
                Jednak czy naprawdę go nienawidziłam?
                Owszem, pewnie przez całą ostatnią klasę liceum, ale gdy go zobaczyłam… Złość wróciła z podwójną siłą, ale miłość również. Na dodatek, kiedy w barze wyznał, że wcale nie chciał ze mną zerwać, zaczęłam patrzeć na niego inaczej, myślałam nad daniem mu szansy.
                I dałam. Pozwoliłam mu się wytłumaczyć.
                Lecz czy mogę mu wierzyć?
                Wydawał się bardzo wiarygodny, ale czy wszystkie z jego słów były w stu procentach prawdziwe?
                Powinnam porozmawiać z moim ojcem, ale boję się, że on wszystkiemu zaprzeczy; jedna część mojego serca chce, aby tak właśnie się stało, a druga woli, by okazał się okrutnym człowiekiem. Ale jak to zrobię? Ojciec jest w Miami, a ja w Londynie.
                Pociągam kolejny raz nosem i zakrywam twarz dłońmi. Jestem taka rozdarta.
                Kilka minut później, drzwi do mojego pokoju się otwierają, a ja mam ochotę nawrzeszczeć na nieproszonego gościa za brak szacunku dla cudzej prywatności.
- Chloe? – głos Sary jest cichy i zaniepokojony – Wszystko w porządku?
                Przez dłuższą chwilę rozważam, czy jej się zwierzyć, czy nie. Wiem, że mogę jej ufać, ale być może powinnam trochę poczekać?
- Jasne – uśmiecham się – Jestem tylko trochę zmęczona.
                Materac ugina się pod ciężarem Sary, a ja wzdycham.
- Nie kłam, Chloe – zaciskam oczy, gdyż czuję kolejne łzy – Możesz mi powiedzieć.
                Mogę, ale nie powinnam.
                Czy może jednak powinnam?
                W końcu, jakbyśmy do siebie wrócili z Zaynem, pewnie i tak wszystko wyszłoby na jaw.
- Nic nie jest w porządku – wyznaję.
- Co? Co się stało? – zabiera ręce z mojej twarzy – Dlaczego płaczesz?
- Zayn, on…
- Co on ci znów zrobił? – wyczuwam w jej głosie złość.
- Byłam u niego i…
- Chloe, jak mogłaś do niego pojechać?!
- Jeśli nie dasz mi dokończyć, nie odpowiem na żadne inne pytanie – podnoszę głos, siadając. Sara spuszcza wzrok i kiwa głową na znak zrozumienia – Od dłuższego czasu chciał ze mną porozmawiać i dzisiaj w końcu dałam mu szansę. Pojechaliśmy do jego domu…
                Opowiadam jej wszystko, ze szczegółami. Jej twarz wyraża z każdym zdaniem więcej emocji, oddech przyspiesza, a mi udaje się nie rozpłakać.
                Zanim jednak dziewczyna zdąży cokolwiek powiedzieć, moja komórka rozbrzmiewa w pokoju.
Odszukuję ją w torebce i zerkam na wyświetlacz.
                Dzwoni mój ojciec.



---------------------------------------------------------

Witajcie, kochani ♥

Od razu PRZEPRASZAM za długość rozdziału...
Po prostu kilka takich będzie i kropka •

Coraz mniej komentarzy... Smuci mnie to. Nie podoba Wam się już moja historia?
Chcielibyście, abym coś w niej zmieniła?

Dajcie mi jakieś wskazówki :c

Nina x

wtorek, 16 czerwca 2015

Rozdział 21

               

               Odrywamy się od siebie po kilku sekundach, aby zaczerpnąć trochę świeżego powietrza. Cały czas trzymam go za kark i patrzę mu w oczy.
- Nie obchodzi mnie, czy chcesz, ale musimy sobie coś wyjaśnić.
                Bez dłuższego zastanowienia odpowiadam:
- Wiem.
                Zayn wygląda na zaskoczonego, ale zaraz potem uśmiecha się delikatnie i chwyta moje ręce, by odsunąć mnie od jego ciała.
- Musisz zrezygnować z dzisiejszych zajęć – informuje mnie, dosyć stanowczo.
                Mrugam kilkakrotnie, nagle przypominając sobie, że jestem w auli. Dyskretnie rozglądam się dookoła, ale na szczęście nikt się nami nie przejął.
                Zdaję sobie sprawę, że musimy z Zaynem w końcu normalnie porozmawiać, bo nawet mnie zaczęło to wszystko wkurzać. Nie wiem, jaka relacja będzie między nami po tej rozmowie, ale jestem zdeterminowana i gotowa, by go wysłuchać.
                Dlatego beż żadnych oporów kiwam głową na „tak”. Zayn chwyta moją prawą dłoń i zmierza w kierunku wyjścia. Czuję na sobie wzrok Brada, ale udaję, że go nie widzę.
                Mulat prowadzi mnie do swojego samochodu, otwiera drzwi, bym zajęła miejsce przy kierowcy, a następnie sam wsiada i odjeżdża spod dziedzińca.
- Gdzie jedziemy? – pytam cicho.
- Do mnie – kiwam głową, czując ulgę. Naprawdę wolę rozmawiać z Zaynem u niego niż w jakimkolwiek innym miejscu i nie mam pojęcia, dlaczego. Może czuję się tam bezpiecznie?
                Zaczął padać deszcz i moja wyobraźnia tworzy same złe scenariusze. Przeklinam ją w duchu i zaczynam myśleć o tym, że mój szef chce dać mi dodatkowe zadanie, abym więcej zarobiła. Tak, to coś pozytywnego.
- Trochę się rozpadało – stwierdza Zayn, gdy parkuje samochód przed swoim domem – Masz jakąś kurtkę?
- Między samochodem a twoim mieszkaniem jest tylko kilka metrów, nie rozpuszczę się – wzruszam ramionami – To tylko deszcz.
- Nie chciałbym, żebyś… - urywa – Chodźmy.
                Sama wychodzę z pojazdu i od razu biegnę do domu Mulata. Zayn wyjmuje klucze, a mi nagle coś się przypomina.
- Zayn, a Jessie?
- Jest na wykładach, możesz być spokojna.
                Otwiera przede mną drzwi. Z mieszkania ulatnia się tak dobrze zapamiętany przeze mnie zapach. Krzyżuję ramiona na piersiach i lekko się zaciągam. Tłamszę uśmiech, przygryzając wargę, a następnie powoli wchodzę do środka. Rozglądam się dookoła, jakbym poznawała to miejsce na nowo. A przecież doskonale je pamiętam. Spędziłam w jego mieszkaniu za dużo czasu, by pozwolić sobie na luki w pamięci. Ta sama kanapa i dywan, te same schody prowadzące na górę. Te same duże okna, ceglane ściany.
- Usiądziemy w salonie, dobrze? – potakuję i ruszam za Zaynem.
                Siadam na kanapie, a Zayn w fotelu, co mi dziwnie przeszkadza. Chyba wolałabym, gdyby był bliżej mnie. Muszę przyznać, że teraz jestem zdenerwowana. Co, jeśli się pokłócimy? Albo dowiem się czegoś strasznego? Podświadomie chciałabym, aby sprawił, że mu wybaczę, niż, że ucieknę stąd z płaczem.
- Chciałabyś się czegoś napić? A może jesteś głodna? – sytuacja jest taka niezręczna. Postawa Zayna tylko to potwierdza. Jest poważny i niepewny.
- Nie, dziękuję – gapię się w zgaszony kominek – Chciałabym, abyś… Już coś powiedział – spoglądam na niego.
                Przejeżdża dłonią po twarzy, a ta wydaje się być zmęczona. Nie wiem jednak, czy źle spał czy po prostu męczy go obecna sytuacja.
- Tyle razy myślałem nad tym, co chcę ci powiedzieć – uśmiecha się blado – A teraz nie wiem, od czego zacząć.
- Od kiedy… Odkąd tu jestem, dowiedziałam się, że… Zostałeś do czegoś zmuszony – podsuwam mu tę myśl; być może ją rozwinie.
- To cię zabije, Chloe – mówi – Ciężko mi to wyznać, choć jedyne o czym marzę, to zabicie tego człowieka.
- Kogo? – dociekam.
Zayn przełyka ślinę i milknie.
- Kogo? – powtarzam.
- Twojego ojca.
Kręcę głową w rozbawieniu, a gula w moim gardle stale rośnie. Nie potrafię przyjąć tego do wiadomości, że mój ojciec jest zamieszany w tą całą sprawę między nami. Unoszę wzrok i wbijam go w twarz Zayna. Nie wierzę mu.
- Kłamiesz – prycham.
- Wcale, że nie – warczy – Wiem, że nie możesz w to uwierzyć, ale rzuciłem cię tylko przez twojego ojca.
- Nie.
- Tak, Chloe. To prawda. Twój ojciec mnie zmusił, chciał mnie nawet przekupić.
- Nie, mój tata kocha mnie najbardziej na świecie – krzyczę płaczliwym głosem – Zawsze chciał dla mnie jak najlepiej!
                Mulat wstaje na równie nogi i podchodzi do mnie, po czym kuca przy mnie, opierając swoje dłonie o kanapę, po obu stronach moich ud.
- Właśnie – syczy Zayn, parząc mnie swoim spojrzeniem – Chciał dla ciebie jak najlepiej. Wedłg niego, ja nie byłem dostatecznie dobry.
                Marszczę brwi i czuję, jak łzy napływają do mych oczu. Kręcę głową.
- Nie, Zayn. Tata wiedział, jak bardzo byłam z tobą szczęśliwa – wyznaję – i nigdy by nie zrobił mi takiej rzeczy.
                Zayn zaciska dłonie w pięści.
- Nie wierzysz mi, prawda? Wiedziałem, kurwa, że staniesz po stronie tego chuja – warczy, a we mnie włącza się instynkt obronny. Wstaję i odpycham go od siebie. Jest niemile zaskoczony.
- Nie obrażaj mojego ojca! Kocha mnie i nigdy nie zrobiłby mi takiego świństwa! Przyznaj, że po prostu mnie wykorzystałeś! – krzyczę, nie zwracając uwagi na moje mokre policzki i drgawki rozchodzące się po moim ciele.
- Czy ty siebie słyszysz? Myślisz, że gdybym miał cię gdzieś, próbowałbym cię odzyskać? Nie wykorzystałem cię! – uderza pięścią w kanapę – Nigdy nie chciałem się z tobą rozstawać, ale twój pieprzony ojciec mnie do tego zmusił. Rozumiesz? – pochodzi do mnie i łapie za przedramię – To, że nie mogliśmy być razem, to jego wina! Pamiętasz dzień, w którym miałem u ciebie pierwszy raz nocować? – nie czeka na moją reakcję, ale wie, że pamiętam ten dzień – Wyszedłem, bo twój ojciec nagadał mi tyle gówien, że naprawdę poczułem się jak śmieć. Cały czas kazał mi z tobą zerwać, oferował mi nawet pieniądze, byle bym tylko zostawił cię w spokoju – potrząsa mną, a ja wciąż nie potrafię opanować płaczu – Byłem głupi, gdy w pewnym momencie naprawdę uwierzyłem, że na ciebie nie zasługuję. I tak miałaś wyjechać, byłaś młoda i pewnie bym ci tylko przeszkadzał. Marny artysta, który na swoich obrazach uwiecznia jakieś nagie dziwki – mówi z pogardą – Popieprzona rodzina, zresztą całe moje życie. Pomyślałem, że będzie ci beze mnie lepiej. Dlatego z tobą zerwałem. Twój ojciec kazał mi być dupkiem na całego, więc tak też zrobiłem. Nie masz pojęcia, jak bardzo tego żałowałem – jego głos cichnie, a ja dostrzegam łzy w jego oczach. Mrugam zdziwiona. Nie wiem, co myśleć.
                Chcę się odezwać, ale Zayn mi przerywa.
- Wiem, że powinienem mieć gdzieś gadki twojego ojca, ale gdy jest się kimś takim, jak ja, nie można wiecznie mieć nadziei na szczęśliwe życie. Niechętnie go posłuchałem. Ale miesiąc później nie wytrzymałem i zebrałem wszystkie oszczędności, żeby polecieć do Stanów.
                Zamieram na wieść o tym, że Zayn był w USA. Jak to możliwe, że nic o tym nie wiedziałam?
- Czy ty…?
- Tak, Chloe! – wybucha niespodziewanie – Byłem w Miami, znalazłem twój adres i byłem nawet pod twoim domem! Niestety ty byłaś w szkole. Twój ojciec wyrzucił mnie z posesji, grożąc policją. Tym razem chciałem mieć w dupie jego groźby i zawalczyć o ciebie. Ale ten kutas naprawdę wezwał gliny i jedyne, co mogłem zrobić to wrócić do Londynu. Powiedział, że stać go nawet na ochronę dla ciebie, jeśli chciałbym się do ciebie zbliżyć na terenie szkoły czy gdziekolwiek. Rozumiesz?! Cały rok czekałem, aż w końcu cię ujrzę. Nie mogłem zmarnować szansy na odzyskanie ciebie, Chloe. Wycierpiałem tutaj już dość, by…
- Ty cierpiałeś? – zakpiłam – To nie ciebie brutalnie rzucono! Masz pojęcie, że złamałeś mi serce? Kiedy przyznałeś, że spałeś z tamtą dziewczyną…
- Kurwa! Jesteś głupia, jeśli myślisz, że ją pieprzyłem! Odkąd cię poznałem, zanim cię pokochałem, nie tknąłem żadnej innej kobiety! I wiem, domyślam się, jak bardzo cię zraniłem, ale powinnaś wiedzieć, że to wszystko jest winą twojego ojca!
                W końcu mnie puszcza i zamyka oczy by ukryć łzy, chociaż i tak kilka spłynęło mu już po policzku. Bierze głęboki oddech i unosi powieki. Wstrzymuję oddech, gdy zauważam te duże, załzawione oczy. Te smutne, brązowe oczy.
- Musisz mi wybaczyć, Chloe. Tak bardzo cię kocham – szepcze.


---------------------------------------------------
Wybaczy czy nie?
Przepraszam za długość rozdziału, ale taki mi wyszedł, a nie chcę nic dopisywać, bo uważam jego zakończenie za właściwe.

KOMENTUJCIE, PROSZĘ <3
Pozdrawiam,
Nina xx